Pisząc te słowa może do tych co jeszcze do Grecji jadą w tym roku, a może do tych którzy planują wyjazd w następnym roku spoglądam przez okno na jesienną mgłę opadającą na małą wieś gdzieś w Polsce tak jak wspominałem w jednym z poprzednich artykułów. Dla odparcia ataku szarości panującej za oknem i niskiej temperatury na zewnątrz wspominam urlop w Grecji na Peloponezie, wspominam patrząc na kilka fotek, które pozostały po tym jak karta pamięci, na którą zgrywałem niezliczoną ilość krótkich migawek audio video oraz fotek dokonała żywota do postaci bezużytecznego kawałka plastiku z kilkoma złoconymi paskami metalu.
Wracając do tematu tytułu chciałbym wspomnieć o kampingu, na którym spędziłem większość czasu jako na miejscu stałego kwaterunku a dokładniej jako miejsca noclegu, gdyż poza noclegiem i porannymi zajęciami przygotowań do kolejnego dnia nasz namiot stał pusty przez większą część danego dnia. Widziałem, że fakt ten wzbudzał zainteresowanie rodziny która kamping prowadziła a od samego początku naszego pojawienia się na tym kempingu odczuwałem jakąś szczególną sympatię całej czwórki, czyli Pani Sofii, jej męża, córki i syna. Mąż przesiadywał w recepcji a za jego plecami wisiał spory obraz mężczyzny z fajką w ustach, po szybkim rzucie oka na obraz wiadomo było, że jest to portret mężczyzny siedzącego (odrobinę w bok i nieco niżej) za biurkiem w recepcji. Pani Sofia na zmianę widziana była tudzież w recepcji tudzież w sklepiku obok albo z przyjezdnymi chcącymi obejrzeć kemping i tak pół dnia ona a następne pół dnia córka lub odwrotnie, czyli z rana córka, popołudniu pani Sofia albo syn pani Sofii. Kamping był przytulny i nie duży tuż przy samym morzu, od którego poza niezbyt szerokim pasem plaży oddzielała go droga. Miejsce to zgodnie z danymi na wizytówce nazywało się Plaka Drepano i leżało pomiędzy miejscowością Drepano a miejscowością Assini. Każdy nasz wyjazd z kempingu i powrót siedzący w danym czasie w recepcji rozpoczynali lub kończyli uśmiechem i pomachaniem ręką.

Na kempingu z konieczności posługiwaliśmy się w istotnych sprawach językiem angielski lub częściej niemieckim co jednocześnie odzwierciedlało przekrój turystów najczęściej goszczących, ale po pierwszym tygodniu, kiedy dzięki internetowi i życzliwości gospodarzy poznaliśmy kilkanaście zwrotów grzecznościowych sytuacja ta uległa zmianie, gdyż zaczęliśmy pozdrawiać na dzień dobry, dobry wieczór i dobranoc wszystkich po grecku!! Dla wielu sąsiadów był to szok w szczególności dla kilku rodzin z Niemiec, ale po trzech dniach i oni zrezygnowali z „guten morgen” na rzecz „kalimera”. Pewnego wieczoru wchodząc do budynku kuchni pozdrowiłem po grecku nową turystkę, która po skończonych pracach zwróciła się do mnie z krótką wypowiedzią zakończoną życzeniami dobrej nocy w języku angielskim chociaż była z Austrii – no cóż angielski u mnie potrzebuje jeszcze czasu i chęci więc nie znając całego kontekstu jej wypowiedzi pożegnałem się z Nią uśmiechem i tradycyjnym greckim „kalinichta”. Innego wieczoru po powrocie do obozowiska, gdy wraz z kompanem siedzieliśmy przy stole, podeszła do nas para dzieci bardzo nas ciekawych a ponieważ posługiwały się językiem angielskim rozmowę prowadził mój kompan. Dzieci pytały się między innymi kim jesteśmy więc się dowiedziały, że Polakami a na pytanie mojego kompana kim jest chłopiec, który jest nas tak ciekaw dziecko na chwilę zwiesiło głowę i odpowiedziało, że jest Grekiem. Bardzo nas to zastanowiło kto i dlaczego odebrał temu dziecku w tak wczesnym wieku jego rozwoju dumę bycia Grekiem w swojej ojczyźnie. Było to zgoła odmienne doświadczenie od tego jakiego udziałem były dwukrotne zakupy u pewnego rzeźnika w Nafplio. Obsługa sklepu bardzo niechętnie obsłużyła mojego kompana, który to czego potrzebowaliśmy wskazał palcem i do odpowiedzi na zadawane pytania lub uwagi posługiwał się angielskim, no cóż dwa razy wystarczyło, aby zmienić rzeźnika. Jest dla mnie zrozumiałe, że ktoś może nie chcieć lub nie potrafić posługiwać się językiem obcym, ale pierwsze nasze zakupy w Grecji o czym wspominałem w poprzednim artykule zrobiliśmy u pewnego starszego Greka, który mówił do nas po grecku a zakup się odbył na migi i wszyscy byli zadowoleni.

Spacerując po Nafplio nie miałem problemu, aby się dopytać o drogę do wybranego miejsca a było ich sporo i komunikacja odbywała się w zależności na kogo trafiłem, część po angielsku, część po niemiecku, trochę po grecku, ale w atmosferze wzajemności i życzliwości więc tego rzeźnika potraktowałem jako wyjątek potwierdzający regułę. Na potrzeby mojego artykułu opisuję kamping jedynie zdawkowo bo to bardzo indywidualna ocena a naszą turystyczną praktyką jest zasada że można przeczytać wiele recenzji w necie a i tak decyzje podejmujemy w oparciu o wnioski ze samodzielnego obejrzenia miejsca – dla osób zainteresowanych małym przytulnym kampem wskazówkami może być strona www.newtriton.gr i zapewniam że stan pokazywany na zdjęciach dotyczących kampingu w październiku 2019 roku był zgodny z opisem jak i fotografiami a nasz 20-dniowy pobyt na nim dał możliwość w wykorzystania w pełni jego oferty, poznania klimatu, drobnych jego modyfikacji poprzez pryzmat własnego wkładu w jego działanie. W tzw. międzyczasie obejrzałem również inny kamping w pobliżu Tolo jednak jego rozmiar ani standard niektórych elementów nie zadawalał naszych oczekiwań.
Dziś pisząc te słowa znam nazwisko i imiona całej rodziny i mogę jeszcze przytoczyć jedno zaskakujące doświadczenie wyniesione na sam koniec naszego pobytu, czyli pożegnanie.

Owego dnia z samego rana przy aktywnym zainteresowaniu sąsiadów jak również prowadzących kamp zaczęliśmy się pakować, a więc nasza parcela zaczęła wyglądać jak magazyn, w którym regularnie przybywało towarów.
Na początek co prawda było śniadanie i zaraz po nim w jednym miejscu zgrupowane zostały wszelkie elementy i zapasy tworzące naszą kuchnię, potem przyszedł czas na wszelkie sprzęty mieszczące sie w sypialniach, na końcu cztery kategorie składające się na kwaterunek, czyli krzesła, łóżka, stół, poszycie namiotu i elementy konstrukcyjne oraz zabezpieczające namiot. Jak namiot został zwinięty i zapakowany do pokrowca, nastąpiło pakowanie do boksu dachowego oraz części przedziału osobowego naszego pojazdu. Całość zajęła nam ok 2,5 godziny i byliśmy gotowi do drogi. Wcale nie chcieliśmy opuszczać tego miejsca, ale cóż proza życia skróciła planowany nasz pobyt. Powoli toczyły się koła pojazdu dojeżdżającego do recepcji a tu niespodzianka – cała rodzina Christopoulos wyszła nam na pożegnanie – uśmiechnięci, radośni, uściski dłoni i życzenia oraz podarunek na drogę. Taką atmosferę się długo pamięta, bo nie jest ona standardem i było widać zaciekawienie i zaskoczenie obserwujących to innych turystów mających swoje parcele w pobliżu recepcji. Właściciel kampingu Pan Giorgos i Pani Sopfia obdarowali nas pokaźnych rozmiarów (2litry) butelką wina, ciepłym słowem podziękowań w odpowiedzi na nasze podziękowania uznaliśmy, że dwie zgrzewki polskiego 7,2% piwa będą ciekawym podarunkiem dla właściciela zgoła odmiennego w smaku i mocy niż miejscowo dostępne piwa. Wzruszyło mnie zachowanie naszych gospodarzy i widziałem wzruszenie w ich twarzach aż mnie naszła prawie chęć zaintonowania jedynej jak dotąd znanej greckiej piosenki po grecku z repertuaru Nany Mouskouri Yalo Yalo, jednak czas ani sytuacja nie dawały sposobności do tego.

Możliwe, że przy kolejnej wizycie w Grecji i na Peloponezie ponownie zawitam na kamp New Triton wówczas mając pewnego rodzaju zasób słów i doświadczeń urządzimy sobie ognisko czy kolację z gospodarzami, gdzie będzie możliwość we wspólnym gronie pośpiewać, degustować, poopowiadać i może przyjedzie nas wówczas z Polski więcej. Trudno mi w tej chwili określić czas jaki będzie mi potrzebny, aby ukazał się kolejny mój artykuł relacjonujący urlop, ale będzie on z pewnością dotyczył opisu naszych wycieczek w plenery, zwiedzanie zabytków i tego co jest widziane z okna samochodu jadącego przez Grecję. Ktoś może się zastanawiać, dlaczego pisze o tym – odpowiedź jest również złożona po pierwsze nie znajdziecie wielu tych informacji w przewodnikach Pascal’a, sam wiele się dowiedziałem o Peloponezie z komentarzy zamieszczonych w necie od turystów piszących po polsku, dużą pomocą w zdobyciu tych informacji była strona i administracja strony Polonorama, uprawiam turystykę urlopową według pewnych schematów nabytych dawno temu w harcerstwie a doszlifowaną doświadczeniami z wojska. Zapraszam więc do lektury zarówno wcześniejszych jak i następnych artykułów i bardzo jestem ciekaw waszych komentarzy jako uzupełnienia moich artykułów.
D.M.







