Strona głównaAktualnościWywiadyMarzena Pasagiannidi: Akropol to dla mnie za mało

Marzena Pasagiannidi: Akropol to dla mnie za mało

W czasach, gdy Grecja pomału padała, moja restauracja przynosiła duże dochody! I dziś nie jest źle. Z polską restauratorką w Atenach rozmawia Magdalena Środa.

Głosowała pani w wyborach?
Zawsze głosuję. Głosowałam na Nową Demokrację. Liczę na zmianę systemu podatkowego, myślę, że od tego zależy, czy wyjdziemy z kryzysu.


A jak kryzys?

Nie odpuszcza.

Ale u pani w knajpie go nie widać.
Mam doświadczenie, radzę sobie. Poza tym po tym, co przeżyłam, żaden kryzys nie jest mi straszny; praca pochłania mnie w całości. Moja restauracja przynosi więc zyski, ale gdy rozglądam się po okolicznych sklepach – widać jak na dłoni, że jest marnie.

Z czego ludzie żyją?
Z oszczędności. Kiedyś sporo zarabiali, łatwo było kredyt. Teraz jedna czwarta nie ma pracy, inni mają obniżone pensje (np. o 30 proc.!), mój sąsiad (sklep z wyrobami ze skóry) od kilku miesięcy nic nie sprzedał, lokale są zamykane non stop, choć wielu nie ma pieniędzy nawet na zamknięcie inwestycji. Przecież lokal to dostawcy, podatki, rachunki, pensje. Żeby z tym wszystkim skończyć, też trzeba mieć pieniądze Marzena Pasagiannidi

Kiedy ludzie zaczęli odczuwać kryzys?
To się zaczęło po olimpiadzie. Inwestycje się nie zwróciły. A potem równo w dół. Za dużo wydatków publicznych, za duże przywileje socjalne dla zbyt wielu grup

W Europie mówi się, że Grecy nie umieją pracować, że są leniwi i ciągle liczą na innych
To bzdura. Okropne są takie narodowe stereotypy. Przed Euro 2012 mówiono o Polakach, że są antysemiccy. Jedni są, inni nie są. Sytuacja, w której znalazła się Grecja, nie jest spowodowana przez leniwe społeczeństwo, tylko przez polityków. To przez nich Grecja żyła na kredyt. Myśmy planowali swoje życie i podejmowali decyzje ekonomiczne w kraju, który miał rzeczywiście duże przywileje i politykę socjalną prowadzoną z rozmachem. Mieliśmy z tego nie korzystać? Planować bardziej ascetycznie? A przecież nie możemy tak z dnia na dzień wszystkiego odkręcić. Potrzeba nam czasu. To niesprawiedliwe mówić, że całą winę za kryzys ponoszą Grecy. Jak Polska po rządach Gierka znalazła się na skraju przepaści ekonomicznej, to przecież nie z winy społeczeństwa.

Czasy Gierka pani jeszcze pamięta?
Słabo, byłam wtedy dzieckiem. Urodziłam się i mieszkałam na Podkarpaciu, w Rogach. Na ekonomiczne studia dostałam się w Krakowie na samym początku lat 90.

Skończyła je pani?
Nie, ale nie żałuję. Wszystko przez wakacje. Wyjechałam z koleżankami do Grecji, na wyspę Evię.

W poszukiwaniu słońca i przygód? Na saksy?
Kilka miesięcy wcześniej poznałam w Krakowie Greków, restauratorów, gościli u nas w domu w górach i zaprosili mnie do siebie, do pracy w restauracji. Pojechałam i zostałam.

Tak było fajnie?
Fantastycznie! Grecja była wtedy cudowna, radosna, bogata i beztroska. I dawała nieźle zarobić. Byłam kelnerką.

To ciężka praca.
Bardzo ciężka. Restauracja, w której pracowałam, to był gigant, dla dwóch tysięcy osób, nad samym morzem, otwarty prawie 24 godziny na dobę. Dużo turystów, duży obrót, duże tace

Tace?
Tak, wielkie jak pół stołu, na których nosi się kilkanaście potraw naraz. Ciężka fizyczna praca. Ciągle na stojąco, ciągle w gotowości, ciągle w biegu

Ale?
Ale niezłe zarobki (kelnerzy są tu na procencie) i bardzo dobre napiwki. Żyć nie umierać. Nie mogłyśmy wrócić, było zbyt pięknie.

Nie żałuje pani?
Nie. Mimo że bez studiów, zrobiłam tu karierę, nie wiem, czy udałoby mi się to w Polsce.

Karierę w knajpie?
W zarządzaniu. Ale najpierw musiałam nauczyć się języka. W latach 90. Grecy nie mówili po angielsku. Żeby pracować, trzeba było nauczyć się greckiego, zajęło mi to sześć miesięcy.

Nieźle.
Grecy są tolerancyjni i pomocni, a poza tym miałam wsparcie mojego chłopaka. Zakochałam się w Greku i wyszłam za niego.

Udają się takie mieszane małżeństwa?
Sądzę, że dokładnie tak jak niemieszane. Są mężczyźni, z którymi można wytrzymać całe życie, i są tacy, których masz dość, gdy minie pierwsze zauroczenie. I to zupełnie nie zależy od narodowości. To zależy od charakteru. Mój mąż miał dobry charakter. Moje koleżanki też wyszły za fajnych Greków. Wszystkie miałyśmy kryzysy, były konflikty, ale czy w polskich małżeństwach ich nie ma?

Nie ma różnic kulturowych?
Są, ale wcale nie tak wielkie, by kultura stanowiła o trwałości czy jakości związku. Tu najbardziej mnie drażniło to, że rodzice zawsze traktują swoje dorosłe dzieci jak dzieci. Wtrącają się we wszystko, by ich 40-letni syn miał pełną asekurację, i mój mąż bardzo chętnie z tego korzystał, czyli na przykład pożyczał od rodziców pieniądze, radził się we wszystkich sprawach. Ja uważałam, że kiedy ma się 40 lat, to trzeba raczej troszczyć się o rodziców, niż być od nich zależnym. Ale – po latach – doszłam do ładu z tymi zależnościami. Teraz wiem, że sukces czy porażka w relacjach to raczej kwestia osobowości, wrażliwości, zdolności do kompromisu, a nie narodowości. Przecież to nie jest tak, że jak Polka wyjdzie za Polaka, to będzie szczęśliwa, a jak za Greka, to dopadną ich różnice kulturowe i zniszczą. Ludzie raczej niszczą się sami, niezależnie od narodowości.

A religia?
Grecy nie są szczególnie religijni. W kościele bywają raz do roku, na Wielkanoc. Nie dostrzegłam żadnej poważnej różnicy między ich religią a naszą. Tu i tam jest jeden Bóg. Tu i tam religia sprowadza się do pewnych rytuałów i pewnej obyczajowości. W Grecji kler nie miesza się do polityki, a w Polsce to różnie bywa. No i tu można po rozwodzie wziąć ślub kościelny. I to nie raz. Jest zasada: do trzech razy sztuka.

A patriarchalizm?
Był. Silny. Potem ekonomia wymusiła potężne zmiany. Kobiety zaczęły pracować, a mężczyźni przestali czuć się upokorzeni z tego powodu. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Miejscem kobiety był dom, jedynym zajęciem – jego obsługa i wychowanie dzieci. Mój mąż na początku też chciał mieć tradycyjną żonę, ale bez trudu zrozumiał, że ani mnie nie da się ubrać w rolę kury domowej, ani też że nie osiągniemy pewnego poziomu dobrobytu bez mojej pracy.

I nie było żadnych konfliktów?
Było jedno tło dla wielu. Grecy są rutynowo zazdrośni. Stereotyp, ale naprawdę sprawdza się jak żaden inny. Mężatka nie ma kumpla Greka i poza swoim mężem ma tylko kumpelki. Są kontrole maili, korespondencji. Nie da się chyba tego wykorzenić i to jest bardzo męczące, zwłaszcza dla kobiety, która tak jak ja pracuje z ludźmi. Pracy nigdy nie przerwałam, z zazdrością jednak przegrałam; mąż zawsze był podejrzliwy, zawsze kontrolujący. Choć jednocześnie był dumny ze mnie

Bo przynosiła pani pieniądze?
Bo robiłam karierę. Po dziesięciu latach pracy zaproponowano mi funkcję menedżera wielkiej nadmorskiej restauracji. Nie dostałam jej za urodę czy polskość, tylko za pracę. Grecy potrafią to docenić. Nigdy się nie spóźniałam, nigdy się nie zwalniałam, rzadko brałam urlopy (głównie na wyjazd do Polski), nigdy nie zawiodłam.

Skąd u Polki taki mieszczański etos pracy?
Tu Polki mają opinię osób pracowitych, zaradnych i szybkich. Greczynki wszystko robią wolniej. A mnie po prostu tak wychowano. Tata produkował meble, miał sklepy. W domu były pieniądze, ale ja i moje rodzeństwo zawsze pracowaliśmy. Na kieszonkowe, na wakacje. Na studiach w Krakowie ”zarządzałam” dwoma sklepami taty. To z domu wyniosłam punktualność, pedantyczność i poczucie, że lenistwo jest poważnym grzechem. A pracodawcy potrafią to docenić. Zostałam więc menedżerem, miałam więcej pieniędzy, mniej pracy, ale i więcej odpowiedzialności. Byłam rozliczana z zysków.

Pracuje pani prawie z samymi facetami, i do tego macho. Jak drobna blondynka daje sobie z nimi radę jako szef?
Trzeba być psychologiem, być twardym, a jednocześnie empatycznym, trzeba mieć dystans (żadnych wspólnych drinków, pogaduszek), a zarazem poczucie sprawiedliwości. Każdego należy traktować indywidualnie, nie zdyscyplinujesz załogi przez odgórne bezosobowe zarządzenia. Jak mam problem, daję sobie kilka godzin na przemyślenie sytuacji. Nigdy nie zwolniłam człowieka z pracy. Stawiam wymagania. Jak ktoś nie może sprostać – rezygnuje sam. Nie wolno nikogo obrażać, nie można wyśmiewać ambicji, nie można okazywać pogardy ani wyższości.

Co jest ważniejsze: wyrozumiałość czy surowość?
Trzeba łączyć jedno z drugim. Mnie się to chyba udaje. W czasach, gdy Grecja pomału padała, moja restauracja przynosiła duże dochody! I dziś nie jest źle.

Nie ma mowy o powrocie?
Była. W 2015 roku mąż miał przejść na emeryturę. Chcieliśmy razem zrobić jakiś biznes, u mnie, na Podkarpaciu. Zbudowaliśmy więc dom w mojej rodzinnej miejscowości, były wielkie plany: ośrodek wczasowy, sieć greckich restauracji w Polsce

A jak mąż czuł się w krainie oscypków, schabowych i wódki?
Jak ryba w wodzie! Uwielbiał Polskę. Nie znając języka, znał wszystkich, wszystkich uwodził, wszystko potrafił załatwić. Pamiętam, że kiedyś poszedł do apteki po naczynie do analizy moczu, byłam pewna, że wróci z niczym, ale proszę! Dogadał się. Był bardzo kontaktowy, miał świetne relacje z moimi rodzicami.

I?
Uf! Trudno mi o tym mówić Trzy lata temu zginął. Był policjantem, więc co wieczór przyjeżdżał pod moją restaurację i asekurował mnie, gdy wiozłam dzienny utarg. To były duże pieniądze, a on pracował w ochronie banku, wiedział, na co zwracać uwagę, jak zapewnić bezpieczeństwo. A więc on jechał motorem, ja za nim samochodem z pieniędzmi. Na drodze był jakiś wypadek. Mąż zahamował, ja nie zdążyłam. Nie miał kasku, uderzył głową w mój samochód

I postanowiłaś zostać?
Zamiast biznesu w Polsce wyprowadziłam się z naszego domu nad morzem i kupiłam mieszkanie niedaleko cmentarza. Zmieniłam restaurację, pracuję teraz w Tawernie na placu koło muru Biblioteki Hadriana, niedaleko jest Agora Roma, w górze Akropol, a po bokach bajeczne uliczki pełne sklepów. Samo centrum, dużo ludzi, dużo pracy. Mam tu 500 miejsc i 40 ludzi pod sobą.

Mieliście dzieci?
Nie. Wychowaliśmy dzieci z jego pierwszego małżeństwa. Ze ”swoimi” zawsze czekałam, aż jego podrosną, potem było już za późno

A kontakt z jego rodziną?
Kiedyś niezły, dziś jest znacznie gorzej. Poszło o spadek

To nie tylko grecka przyczyna rozpadu więzi
Tu nad wszystkim zaciążyła ta tragedia. Ja ich rozumiem, oni rozumieją mnie mniej. Ale i tak czuję się tu u siebie. Mam tu pozycję. Również z powodu narodowości, bo Grekom Polska teraz imponuje. To wielki kraj o stabilnej sytuacji ekonomicznej. Teraz to ja załatwiam moim greckim znajomym pracę w Polsce Ale nie ma tu masowej emigracji. Jest takie poczucie, że trzeba zacisnąć pasa, spłacić długi. Mamy co prawda Akropol, ale potrzeba nam też Europy. I ta Europa powinna być dumna, że ma Grecję. Dajcie nam tylko czas!

Magdalena Środa

logo wysokie obcasy

NAJNOWSZE

KUCHNIA

Informacje polonijne