Dziś rozmawiamy z Zoi, trzynastoletnią gimnastyczką z polsko-greckiej rodziny, mieszkającą na słonecznej Krecie. Zoi od najmłodszych lat trenuje gimnastykę artystyczną w klubie Heraklion Rythmos Athlisis (gr. Ηράκλειο Ρυθμός Άθληση), a jej determinacja i systematyczna praca przyniosły jej wiele sukcesów zarówno na krajowych, jak i międzynarodowych zawodach. Niedawno w Sofii zaprezentowała wyjątkowy układ do polskiej muzyki w krakowskim stroju ludowym, łącząc w nim elementy polskiej i greckiej kultury. W naszym wywiadzie opowiada o swoich pierwszych medalach, emocjach na zawodach, codziennych treningach, obowiązkach szkolnych oraz o marzeniach na przyszłość.
Zoi, w Sofii na zawodach Αcademic Winter Cup zaprezentowałaś układ do polskiej muzyki w krakowskim stroju ludowym. Skąd pomysł na taki występ?
Pomysł na ten układ był wspólny – mój i mamy. Mama jest Polką i bardzo zależało nam na tym, aby w moim występie pojawiła się polska muzyka. Chciałyśmy połączyć Polskę z Grecją i pokazać obie te części mojej tożsamości w jednym układzie.
Zawody w Sofii miały charakter międzynarodowy. Przyjechało na niewiele klubów z różnych krajów, było też dużo zawodniczek z Grecji. Z Polski akurat nie było reprezentacji, dlatego czułam, że w pewien sposób mogę ją tam symbolicznie reprezentować.
Największym sukcesem był pierwszy wynik w układzie z maczugami, właśnie do polskiej muzyki. Zdobyłam najwyższą liczbę punktów za elementy, a w klasyfikacji końcowej zajęłam pierwsze miejsce.
Opowiedz, jakie emocje towarzyszyły Ci, gdy tańczyłaś polkę przed międzynarodową publicznością.
Podczas występu towarzyszyło mi bardzo dużo emocji. Byłam dumna, że mogę zaprezentować polską muzykę i wystąpić w tradycyjnym stroju, a w ten sposób symbolicznie reprezentować także Polskę przed międzynarodową publicznością. Jednocześnie czułam lekką tremę i obawy, bo bardzo zależało mi na tym, żeby wszystko wykonać jak najlepiej – złapać wszystkie elementy, dobrze przejść przez trudniejsze momenty i nie popełnić błędu.
Mimo tych emocji starałam się skupić na układzie i dać z siebie wszystko, ciesząc się samym tańcem i muzyką. Dopiero później dowiedziałam się, jak zareagowała publiczność. Reakcje były bardzo pozytywne – owacje, dużo radości i energii. Nasza muzyka była inna niż większość, bo zazwyczaj układy wykonywane są do poważnych, czasem wręcz mrocznych melodii. Polka była skoczna, radosna i wniosła zupełnie inny klimat, który bardzo spodobał się widzom.
Jakie uczucia towarzyszą młodej gimnastyczce stojącej przed matą w makijażu i stroju startowym?
To jest bardzo wyjątkowy moment. Z jednej strony czuję radość, bo mam na sobie piękny, błyszczący strój startowy, makijaż i wiem, że zaraz pokażę swój układ. To wszystko sprawia, że czuję się trochę jak na scenie i to jest bardzo fajne uczucie.
Z drugiej strony pojawia się też stres. Wiem, że za chwilę wychodzę sama na matę, że wszyscy patrzą tylko na mnie i że muszę wykonać każdy element jak najlepiej. To jest duże napięcie, ale jednocześnie ogromna motywacja. Zawsze się modlę przed występem i to daje mi spokój oraz poczucie, że nie jestem sama. Dzięki temu łatwiej mi się skupić i wyjść na matę z radością.
Pamiętasz swój pierwszy medal i emocje, które mu towarzyszyły? A który z medalów wspominasz szczególnie i dlaczego?
Tak, pamiętam swój pierwszy medal. Było to już po pandemii, na zawodach na Krecie. Zdobyłam wtedy złoty medal. To były moje pierwsze zawody, więc na pewno towarzyszyła mi radość, choć dziś nie pamiętam już dokładnie wszystkich emocji – byłam wtedy jeszcze bardzo mała. Są jednak inne zawody, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Bardzo ważnym momentem było dla mnie zdobycie po raz pierwszy naprawdę wysokiej punktacji. To wydarzyło się w 2024 roku. Wtedy poczułam, że moja praca na treningach ma sens i że mogę osiągać coraz lepsze wyniki. Ten moment bardzo mnie zmotywował i utwierdził w przekonaniu, że chcę dalej rozwijać się w gimnastyce.
Na mojej ścianie mam wiele medali i pucharów, każdy z nich jest dla mnie wyjątkowy, ale moim ulubionym jest medal z Sofii. Jest pięknie wykonany i przypomina mi bardzo udany występ. Każdy medal ma swój urok i każdemu towarzyszą wspomnienia.
Kiedy zaczęłaś trenować gimnastykę i dlaczego wybrałaś właśnie tę dyscyplinę?
Gimnastykę zaczęłam trenować bardzo wcześnie, miałam około czterech–pięciu lat. Wszystko zaczęło się dzięki mojej starszej siostrze, która chodziła na zajęcia rekreacyjne dwa razy w tygodniu. Gdy jej towarzyszyłam, sama z boku próbowałam ćwiczyć, obserwowałam dziewczynki, jak się rozciągają i naśladowałam je. Bardzo mi się to podobało.
Po pewnym czasie trenerka zwróciła na mnie uwagę i zapytała mamę, dlaczego nie zapisze mnie na zajęcia. Powiedziała, że dobrze się rozciągam i że chętnie wzięłaby mnie do grupy. I tak zaczęłam trenować razem z dziewczynkami, początkowo tylko rekreacyjnie, bez myślenia o sporcie wyczynowym.
Moment, w którym gimnastyka stała się czymś więcej niż zabawą, przyszedł później. Trenerka zaproponowała, żeby moja siostra i ja spróbowały treningów w klubie wyczynowym. Na początku nadal było to trochę jak zabawa, ale z czasem zaczęłam rozumieć, że naprawdę to lubię i że chcę być w tym coraz lepsza. Wtedy treningów było więcej, a ja zaczęłam poświęcać gimnastyce coraz więcej czasu. I tak zaczęła się moja droga sportowa na poważnie.

Czy gimnastyka sprawia Ci radość mimo wysiłku i trudów, i czy potrafisz wyobrazić sobie życie bez sportu?
Tak, gimnastyka sprawia mi radość, mimo że wiąże się z dużym wysiłkiem. To sport, który bardzo lubię i który daje mi satysfakcję. Treningi są wymagające, ale radość z występów i postępów wszystko wynagradza.
Gdybym nie trenowała gimnastyki, na pewno chciałabym uprawiać jakiś inny sport. Myślę, że mogłabym spróbować piłki nożnej. Lubię ruch i aktywność, dlatego trudno mi wyobrazić sobie życie całkowicie bez sportu. Choć gimnastyka kojarzy się z błyszczącymi strojami, makijażem i elegancją, w rzeczywistości jest bardzo wymagająca fizycznie. Zdarzają się siniaki, uderzenia przyrządami, a po zawodach często boli kręgosłup. Praca z maczugami, obręczą czy wstążką niesie też ryzyko drobnych kontuzji. Mimo tego wiem, że to sport, który daje mi dużo radości i uczy wytrwałości.
Miałam też moment, który bardzo mnie przestraszył. Podczas jednego z treningów bardzo rozbolał mnie kręgosłup. Położyłam się na macie i nie byłam w stanie wstać. Trafiłam do szpitala, gdzie usłyszałam, że muszę nosić gorset i że być może będę musiała skończyć z gimnastyką. To było dla mnie bardzo trudne i bardzo płakałam, bo gimnastyka jest dla mnie bardzo ważna. Tym bardziej że sytuacja zdarzyła się zaledwie trzy tygodnie przed zawodami eliminacyjnymi Greckiej Federacji Gimnastycznej do Mistrzostw Grecji, w których miałam wystartować.
Na szczęście zaczęłam intensywną rehabilitację i dzięki temu mogłam wystartować w zawodach oraz wrócić do treningów. To był trudny czas, ale nauczył mnie cierpliwości i wiary, że nawet w trudnych chwilach nie wolno się poddawać. Teraz z kręgosłupem jest już wszystko w porządku i mogę dalej trenować.
Czy masz sportową idolkę lub idola, który Cię inspiruje?
Tak, mam swoją idolkę – jest nią Stiliana Nikolova z Bułgarii. Bardzo lubię ją oglądać, bo wszystko, co robi, wygląda pięknie i płynnie. Podziwiam jej precyzję, siłę i zaangażowanie w każdy element, który wykonuje. To mnie inspiruje do tego, by sama starać się być coraz lepsza w gimnastyce.
Co jest najtrudniejsze w codziennych treningach gimnastycznych?
Każdego dnia trenuję po pięć godzin, a dwa razy w tygodniu mamy treningi czterogodzinne. Trenujemy sześć dni w tygodniu, a jedynie niedziela jest dniem wolnym.
Najtrudniejsze w codziennych treningach jest opanowanie przyrządów – musimy wykonywać różne elementy i jednocześnie złapać sprzęt w odpowiednim momencie. Trzeba być bardzo szybką i precyzyjną, a kiedy trenerka wprowadza nowe elementy, trzeba je szybko opanować i dopracować. To wymaga dużo koncentracji i wysiłku, ale też daje satysfakcję, gdy wszystko się uda.
Miewasz chwile zwątpienia i jak sobie z nimi radzisz?
Czasami zdarzają mi się chwile zwątpienia, kiedy myślę, że nie jestem wystarczająco dobra w tym, co robię. W takich momentach modlę się do Boga, prosząc o siłę, bo wiem, że tylko On może mi ją dać. Mama też mi pomaga, modlimy się razem, ale czasami lubię być sama i przemyśleć wszystko po swojemu. Często zamykam się wtedy w pokoju i samodzielnie przepracowuję swoje emocje. Dopiero później, kiedy poczuję się gotowa, mogę porozmawiać z mamą o tym, co mnie dręczy.
Codzienne treningi są intensywne – w jaki sposób znajdujesz czas na szkołę i odpoczynek?
Tak, codzienne treningi są bardzo intensywne, ale staram się dobrze planować czas. Po szkole przychodzę na treningi, a w ciągu dnia znajduję również czas na naukę – zazwyczaj poświęcam na to około dwóch godzin. Odpoczynek mam głównie wieczorem i w nocy, a w weekendy mogę poświęcić więcej czasu na relaks i swoje zainteresowania. Uczęszczam także do polskiej szkoły, którą udaje mi się pogodzić z treningami dzięki odpowiedniej organizacji dnia.
Jak ci się podoba w polskiej szkole i co najbardziej lubisz? Jak reagują Twoi rówieśnicy na Twoje sukcesy w sporcie?
Czuję się w niej dobrze, choć szczerze mówiąc – to jednak też jest szkoła, więc bywa trochę nudno. Lubię tam chodzić głównie dlatego, że mam swoje koleżanki i możemy się spotykać. To one w dużej mierze mnie tam „przyciągają”. No i oczywiście mama też bardzo pilnuje, żebym chodziła.
To już ósma klasa, więc właściwie kończę naukę. Na Krecie polska szkoła działa tylko do poziomu podstawowego. Jeśli chciałabym kontynuować naukę w liceum, musiałabym dojeżdżać do Aten, co byłoby bardzo trudne logistycznie.
Szkoła jest mała – wszystkich dzieci jest trochę ponad dwadzieścia, we wszystkich ośmiu klasach. Zdarza się, że mamy lekcje łączone, na przykład uczniowie z różnych klas uczą się razem.
Jeśli chodzi o moje sukcesy sportowe, to myślę, że rówieśnicy raczej się cieszą. Trudno mi powiedzieć, czy ktoś zazdrości, ale moje koleżanki i przyjaciółki bardzo mi kibicują i wspierają mnie w tym, co robię.
Jak wyglądają Twoje przygotowania do zawodów i w jaki sposób wolisz je przeżywać – samodzielnie czy z rodzicami?
Najlepiej czuję się, gdy przygotowuję się sama, bo wtedy mogę się wyciszyć i skupić. Natomiast jeśli chodzi o same przygotowania techniczne – włosy i makijaż – zdecydowanie wolę, żeby pomagała mi mama. To wszystko musi być idealnie dopracowane: fryzura sztywna, bez ani jednego odstającego włoska, makijaż trwały. Zajmuje to dużo czasu, dlatego przed zawodami muszę być gotowa nawet dwie godziny wcześniej.
Gdy mam start na przykład w południe, już od rana jestem na hali. A jeśli zawody zaczynają się wcześnie, zdarza się, że muszę być na miejscu o szóstej rano, co oznacza pobudkę nawet o czwartej trzydzieści. Po przygotowaniach jest moment pożegnania z rodzicami i od tego czasu zostaję już tylko z trenerką – zaczyna się długa, dwugodzinna rozgrzewka, która jest bardzo ważna, żeby przygotować całe ciało i uniknąć kontuzji.
Podczas samych zawodów wolę, żeby mama nie patrzyła na mnie z trybun. Kiedyś powiedziałam jej, że widząc ją, bardziej się stresuję, bo skupiam się tylko na niej. Mama ogląda mnie z dumą, ale ja wtedy czuję większą presję. Dlatego najlepiej jest, gdy przygotowania są z mamą, a sam start przeżywam już samodzielnie – to pomaga mi zachować spokój i koncentrację.
Co powiedziałabyś dziewczynkom w twoim wieku, które nie mają żadnego hobby i spędzają większość czasu przy komputerze.
Nie spędzam dużo czasu przy komputerze, bo mam bardzo napięty plan dnia, ale rozumiem, że w wieku moim czy rówieśników media społecznościowe są atrakcyjne. Powiedziałabym dziewczynkom, żeby spróbowały znaleźć dla siebie jakiś sport – niekoniecznie gimnastykę, może cokolwiek, co sprawia im radość. Sport bardzo pomaga w rozwoju ciała, uczy dyscypliny i organizacji czasu, daje wiele cennych doświadczeń i przygód, a także pozwala poznawać ciekawych ludzi.
Dzięki treningom uczymy się planować każdy dzień – rano wstaję o szóstej czterdzieści, dojeżdżam do szkoły, po lekcjach mam dwie godziny na naukę i dodatkowe zajęcia, a potem biegnę na trening, który trwa aż do późnego wieczora. Taki tryb uczy systematyczności, wytrwałości i odpowiedzialności, a jednocześnie daje mnóstwo satysfakcji i niezapomnianych przeżyć.
Jakie masz marzenia i w jaki sposób twoje pochodzenie oraz charakter pomagają Ci je realizować?
Na razie koncentruję się na treningach w miejscu, w którym jestem, i na systematycznym rozwoju. W kwietniu czekają mnie też bardzo ważne ogólnokrajowe zawody w Grecji, które są jednymi z najważniejszych w całym roku. W tym roku startuję w kategorii juniorek, więc konkurencja będzie trudniejsza – będę rywalizować z dziewczynkami z rocznika 2011 i 2012, w tym z tymi starszymi ode mnie. To daje mi jednak cenne doświadczenie, które na pewno przyda się w kolejnych startach.
Moim marzeniem jest w przyszłości dostać się do reprezentacji narodowej i stać się jedną z najlepszych zawodniczek. To cel, do którego chcę dojść krok po kroku, poprzez ciężką pracę i kolejne starty w zawodach.
Trenerki często podkreślają, że cechuje mnie duża determinacja i konsekwencja. Jeśli mam coś do wykonania na treningu, staram się zrobić to do końca, niezależnie od zmęczenia. Myślę, że ta wytrwałość i upór bardzo pomagają mi w sporcie.
Poza sportem chciałabym zostać weterynarzem, bo bardzo lubię zwierzęta, szczególnie koty i psy. Uważam też, że moje polsko greckie pochodzenie jest dla mnie dużym atutem. Znajomość dwóch języków i funkcjonowanie w dwóch kulturach daje mi szerszą perspektywę i wzmacnia mnie również psychicznie. Jestem z tego dumna i wierzę, że to doświadczenie będzie mi pomagać zarówno w sporcie, jak i w dorosłym życiu.
Dziękujemy Ci, Zoi, za poświęcony czas i podzielenie się swoimi doświadczeniami. Życzymy Ci, aby wszystkie Twoje marzenia – zarówno te sportowe, jak i osobiste – spełniły się, a każdy kolejny start i każdy trening przynosiły Ci radość oraz satysfakcję.
Ja również bardzo dziękuję za rozmowę.







