Strona głównaAktualnościWywiadyIzabela Górnikiewicz: „Grecja to moje miejsce na ziemi. Ateny bardzo kocham…”

Izabela Górnikiewicz: „Grecja to moje miejsce na ziemi. Ateny bardzo kocham…”

Czasem życiowe decyzje rodzą się nie z planu, lecz z potrzeby zmiany, oddechu i odnalezienia siebie na nowo. Tak było w przypadku Izy, która do Grecji przyjechała początkowo tylko na chwilę – z myślą o odpoczynku i zdystansowaniu się od trudnych doświadczeń. Ten krótki wyjazd okazał się jednak początkiem drogi, która całkowicie odmieniła jej życie.

Dziś Ateny są dla niej domem, a Grecja – miejscem, w którym odnalazła spokój, sens i zawodowe spełnienie. Iza jest twórczynią Petaloudy House – miejsca, które wyróżnia się nie luksusem, lecz autentyczną gościnnością, ciepłem i uważnością na drugiego człowieka. W rozmowie opowiada o swojej drodze emigracyjnej, wyzwaniach, samotności, nauce samodzielności oraz o tym, jak z pozornie przypadkowej decyzji narodził się świadomy wybór nowego życia.

To historia o odwadze, pracy u podstaw i o tym, że dom nie zawsze jest tam, gdzie się go planowało – ale tam, gdzie w końcu bije serce.

Kiedy i w jakich okolicznościach przyjechałaś Izo do Grecji?
Do Grecji przyleciałam początkowo z myślą o urlopie. Planowałam spędzić tu około miesiąca, odpocząć, zmienić otoczenie i nabrać dystansu do codzienności. Był to moment tuż po rozwodzie – czas bardzo intensywnych emocji i życiowych zmian. Potrzebowałam zmiany otoczenia, odpoczynku psychicznego i swoistego „resetu” po trudnym okresie. Chciałam się zdystansować od problemów, złapać oddech i stanąć na nowo na nogi.
Zaplanowałam miesięczny pobyt, łącząc odpoczynek z pracą, ponieważ wiedziałam, że nie mogę pozwolić sobie na długie wakacje bez źródła dochodu. Jeszcze w Polsce, za pośrednictwem biura, zorganizowałam sobie tymczasową pracę w niewielkiej górskiej miejscowości Agoriani, położonej w rejonie Arachovy w środkowej Grecji.

Już po tygodniu pobytu poczułam jednak, że Grecja daje mi coś więcej niż tylko chwilowe oderwanie od codzienności. Zrozumiałam, że chcę w swoim życiu zmiany na głębszym poziomie. Podjęłam decyzję, by zostać dłużej i spróbować zbudować tu nową codzienność. Najpierw wykorzystałam cały przysługujący mi urlop wypoczynkowy, a następnie skorzystałam z urlopu bezpłatnego w Polsce. Wcześniej pracowałam jako menadżer w sieci Selgros w Gdańsku, a dobra współpraca z pracodawcą umożliwiła mi takie rozwiązanie.

W Agoriani spędziłam około półtora roku (16 miesięcy). Była to bardzo mała, górska miejscowość, w której życie toczyło się powoli i poza weekendami niemal zamierało. Pracowałam początkowo w hotelu, a następnie w prywatnej firmie zajmującej się przygotowaniem i obsługą luksusowych domów wakacyjnych. Równolegle sprzątałam domy prywatne, co pozwoliło mi nie tylko się utrzymać, ale także odłożyć pierwsze środki na dalszy start.

Było to doświadczenie bardzo intensywne: z jednej strony dobre warunki finansowe i duża samodzielność, z drugiej – trudności logistyczne i izolacja typowa dla małej, górskiej miejscowości. Odległość do Aten wynosiła około 200 kilometrów, co w tamtym czasie, przy ograniczonej liczbie połączeń i słabej infrastrukturze, było sporym wyzwaniem. Zimą bywało tam naprawdę trudno – miejscowość niemal zamierała, a życie koncentrowało się wyłącznie wokół weekendów i sezonu narciarskiego. Najbliższy supermarket znajdował się około 30 kilometrów dalej. O większych zakupach, takich jak ubrania czy wyposażenie domu, nie było mowy na miejscu. W takich sytuacjach pozostawał wyjazd albo do Larissy, albo do Livadii. Poza tym – niewiele więcej było do dyspozycji.

Petalouda HouseZ czasem stało się jasne, że na dłuższą metę potrzebuję miejsca bardziej „otwartego” i funkcjonalnego, szczególnie z myślą o rodzinie i codziennym życiu. Naturalnym wyborem były Ateny – miasto oferujące większe możliwości zawodowe, lepszą komunikację, dostęp do lotniska i zaplecze edukacyjne oraz społeczne. Po przeprowadzce do stolicy stosunkowo szybko znalazłam pracę i zaczęłam budować swoje życie od nowa, krok po kroku. Po raz pierwszy weszłam na platformę Airbnb. Trzeba jednak pamiętać, że wtedy funkcjonowała ona zupełnie inaczej niż dziś – idea polegała na tym, że przyjmowało się gości we własnym domu, a nie w oddzielnych, przygotowanych lokalach.

Przez pierwsze 14 miesięcy traktowałam to jako swoiste „badanie rynku”. Mówiąc dzisiejszym językiem – testowałam model, a według mnie było to po prostu sprawdzanie, czy ten pomysł ma sens. Miałam duże mieszkanie i wynajmowałam jeden pokój. Pierwszych gości przyjęłam w maju – pamiętam ten moment bardzo dokładnie. Przez kolejne 14 miesięcy praktycznie bez przerwy ktoś u mnie mieszkał.

Z czasem stało się to jednak bardzo męczące. Ciągła obecność obcych osób w domu zaczęła mnie wyczerpywać. Wtedy pojawiła się nowa możliwość – w tym samym budynku zwolniło się mieszkanie należące do tych samych właścicieli. Lokal był w bardzo złym stanie technicznym, wcześniej zamieszkiwany przez starszych członków rodziny, którzy zmarli, a nikt nie miał już siły ani czasu, by się nim zająć.

Zaproponowałam, że je wynajmę i wyremontuję. Tak też się stało. Początkowo miało to być jedynie dodatkowe źródło dochodu, uzupełnienie pensji. Bardzo szybko okazało się jednak, że ten „dodatek” stał się moją główną pracą.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w pierwszych latach życia w Grecji?
Największym wyzwaniem była dla mnie walka z samotnością oraz tęsknota za dziećmi. To był bardzo trudny emocjonalnie okres, zwłaszcza na początku, kiedy wszystko było nowe, niepewne i wymagało ogromnej siły wewnętrznej. Brak bliskich osób obok sprawiał, że codzienne funkcjonowanie bywało znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać z zewnątrz.

Dodatkowym wyzwaniem okazał się brak realnego wsparcia ze strony rodaków. Niestety, w tamtym czasie nie mogłam na nie liczyć w takim stopniu, jakiego się spodziewałam. Zdarzało się wręcz, że zamiast pomocy pojawiały się trudności. To była dla mnie ważna, choć bolesna lekcja.

Z drugiej strony ogromnym wsparciem okazali się Grecy, z którymi pracowałam. Wiedzieli, że mam potencjał i że z czasem będę chciała się rozwijać na własnych zasadach. Pomogli mi w bardzo konkretny sposób – wskazali dobrego księgowego, przeprowadzili mnie przez formalności związane z założeniem firmy, pozwoleniami i procedurami administracyjnymi. Dzięki nim mogłam postawić pierwsze stabilne kroki zawodowe w Grecji.

Z czasem role się odwróciły. Sama zaczęłam wspierać innych – wiele osób, które dziś prowadzą działalność opartą na platformach takich jak Booking czy Airbnb, stawiało pierwsze kroki właśnie przy mojej pomocy. Do dziś słyszę od nich, że bez tego wsparcia nie poradziliby sobie na starcie. To daje mi ogromną satysfakcję i poczucie sensu całej tej trudnej drogi.

Jak narodził się pomysł na nazwę Petalouda House?
Pomysł na Petaloudy House ma swoje źródło jeszcze w mojej pierwszej pracy w Grecji. Kiedy pracowałam w hotelu, osoby, z którymi współpracowałam, często zwracały uwagę na moje tempo pracy i sposób organizacji. Mówili, że „biegam po hotelu jak petalouda”, czyli motyl – wszędzie mnie pełno, wszystko ogarnięte, goście zaopiekowani, pokoje przygotowane, praca dobrze zorganizowana. Początkowo nawet nie do końca rozumiałam znaczenie tego słowa, bo mój grecki był wtedy na bardzo podstawowym poziomie. Gdy w końcu zrozumiałam, co oznacza „petalouda”, ta nazwa bardzo mocno utkwiła mi w pamięci.

Petalouda HouseBył to dla mnie ważny moment, bo w tamtym czasie przeszłam ogromną zmianę zawodową. W Polsce pracowałam w zarządzaniu, a nagle znalazłam się w zupełnie innym świecie – fizycznej pracy, sprzątania, bycia „na dole” struktury. Z dnia na dzień z osoby zarządzającej stałam się podwładną. To nie było łatwe, ale z perspektywy czasu wiem, że każdy etap w życiu trzeba przejść. Właśnie wtedy to drobne docenienie z zewnątrz stało się dla mnie takim małym światełkiem w tunelu.

Gdzieś wtedy, jeszcze w Agoriani, obiecałam sobie, że jeśli kiedykolwiek otworzę coś własnego w Grecji, będzie to nosiło nazwę „Petalouda”. Kiedy faktycznie zaczęłam rozwijać własną działalność, wiele osób odradzało mi tę nazwę. Słyszałam, że jest zbyt nietypowa, że lepiej nazwać firmę od imienia. Ja jednak pozostałam wierna tej pierwszej obietnicy. Ta nazwa symbolizowała dla mnie drogę, którą przeszłam – pracowitość, ruch, zmianę i rozwój.

Tak właśnie narodziło się Petalouda House – nie jako chłodny projekt biznesowy, ale jako efekt doświadczeń, ciężkiej pracy i momentu, w którym ktoś po raz pierwszy w Grecji zobaczył we mnie potencjał i to głośno nazwał.

Jakie doświadczenia z wcześniejszych lat okazały się kluczowe przy tworzeniu Petaloudy House?
Paradoksalnie – nie były to doświadczenia stricte z turystyki, bo wcześniej w ogóle w tej branży nie pracowałam. Moje wykształcenie to zarządzanie i marketing oraz zarządzanie zasobami ludzkimi, ale zawodowo nie miałam styczności z rynkiem turystycznym. Na początku była więc raczej odwaga i intuicja niż gotowa wiedza branżowa.

Ogromną rolę odegrała inspiracja i wsparcie, jakie otrzymałam od Krysi Wojnar. To ona wlała we mnie wiarę w to, że dam sobie radę, nawet jeśli z perspektywy wyglądało to jak „pójście z motyką na słońce”. Bez tego impulsu prawdopodobnie nie odważyłabym się zrobić pierwszego kroku.

Równolegle bardzo intensywnie się dokształcałam. Zapisałam się na dwuletnie studia zaoczne w Polsce – w czasach, gdy nie było jeszcze zajęć online. Regularnie dojeżdżałam na zjazdy, kompletowałam materiały i właśnie tam po raz pierwszy zetknęłam się z nowymi wówczas narzędziami, takimi jak Booking.com czy inne platformy rezerwacyjne. Uczestniczyłam również w kursach z zakresu kadr turystyki, w tym szkoleniach dla pilotów wycieczek. Nie chodziło mi o sam dyplom, ale o realną wiedzę i zrozumienie mechanizmów branży.

Bardzo dużym wsparciem była także moja synowa, która pracuje na promach pasażerskich – w realiach zbliżonych do hotelowych. Dzięki niej poznałam praktyczne aspekty funkcjonowania obiektów noclegowych: standardy obsługi, organizację pracy, podejście do gości. W tamtym czasie niemal „wisiałam na telefonie” – korzystałyśmy z WhatsAppa, wymieniałyśmy się doświadczeniami, a ona cierpliwie tłumaczyła mi, jak wszystko połączyć w spójną całość.

Reszty uczyłam się sama. Spędzałam długie godziny przed laptopem, krok po kroku poznając systemy rezerwacyjne, zasady działania platform, wypełnianie dokumentów i konfigurację ofert. Wtedy nie było to tak intuicyjne i uproszczone jak dziś. To właśnie ta samodzielna nauka, determinacja i gotowość do ciągłego uczenia się okazały się kluczowe przy tworzeniu i rozwoju Petaloudy House.

Co było najtrudniejsze przy uruchamianiu działalności w greckich realiach?
Najtrudniejsza okazała się biurokracja, a właściwie brak jasnych procedur. Nie tyle sama „papierologia”, bo tę – przy dobrym wsparciu – dało się przejść dość sprawnie, ile fakt, że działalność, którą uruchamiałam, była w Grecji wówczas czymś zupełnie nowym. Nie istniały jeszcze precyzyjne kategorie ani nazwy, takie jak najem krótkoterminowy, więc urzędnicy zwyczajnie nie wiedzieli, pod jaką działalność mnie zakwalifikować.

Największym problemem było ubezpieczenie. Bez niego nie można otworzyć firmy, a jednocześnie nikt nie potrafił jasno wskazać, do jakiego systemu powinnam zostać przypisana. Byłam odsyłana od urzędu do urzędu, „od Annasza do Kajfasza”, bo każda instytucja interpretowała przepisy inaczej. Dopiero kilka lat później kwestie te zostały w Grecji uporządkowane i uregulowane.

Ogromną rolę odegrała wtedy mój księgowy, dzięki któremu udało się ten proces doprowadzić do końca. Do dziś pamiętam dzień, w którym formalnie otworzyłam firmę – 12 kwietnia. Wtedy wydarzyła się też sytuacja, która najlepiej pokazuje realia greckiej biurokracji. W urzędzie skarbowym poinformowano nas, że dokument powinien mieć „odpowiednią” pieczątkę – tylko nikt nie potrafił powiedzieć, jaką dokładnie. Gdy księgowy pojechał do ubezpieczalni, poprosił o inną pieczęć, a urzędniczka… przybiła wszystkie możliwe: okrągłą, trójkątną, kwadratową, prostokątną i ogólną. Do dziś mam ten dokument z kompletem pieczątek. Po powrocie do urzędu skarbowego sytuacja rozbawiła nawet pracowników okienka.

Ostatecznie działalność została zarejestrowana w szerokiej formule – „mydło i powidło”: wynajem, sprzątanie i usługi powiązane – tylko po to, by możliwe było uzyskanie ubezpieczenia. Dla mnie było to kluczowe. Od zawsze uważałam, że praca bez ubezpieczenia nie jest rozwiązaniem, nawet jeśli formalnie dałoby się to obejść. Uparłam się, by wszystko było legalnie i zgodnie z zasadami.

Do kogo przede wszystkim kierowana jest oferta. Kim są dziś najczęściej Twoi goście?
Oferta Petaloudy House jest skierowana do szerokiego grona gości, ale szczególnie celuję w noclegi budżetowe. Posiadam zarówno apartamenty, mieszkania na wynajem krótkoterminowy, jak i pokoje gościnne, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie.
Najczęściej przyjeżdżają do mnie rodziny z dziećmi, studenci, grupy przyjaciół oraz żeglarze, zwłaszcza wiosną i jesienią. Duża część moich gości to osoby wracające z polecenia – szacuję, że około 45% gości trafia do Petaloudy House dzięki rekomendacjom. Mam też stałych gości z Kanady czy Quebecu, którzy odwiedzają mnie regularnie od początku działalności.

Petalouda House

Nie zależy mi na luksusowych dodatkach, nie znajdzie u mnie basenu na dachu czy telewizji, bo uważam, że podczas krótkiego pobytu w Atenach ważniejsze są wygoda, dobra lokalizacja i pozytywne doświadczenie gości. Zadowolenie odwiedzających potwierdzają liczne opinie – to one najlepiej świadczą o jakości moich obiektów.

Co – według opinii odwiedzających – najbardziej wyróżnia Petaloudę House?
Goście szczególnie cenią czystość obiektów oraz domową, przyjazną atmosferę. Dużą wartością jest też bezpośredni kontakt z nami – zarówno ze mną, jak i z moim synem Maksymilianem, który biegle mówi po angielsku i wspiera obsługę gości. Goście doceniają, że mogą liczyć na pomoc w każdej sytuacji, nawet w nagłych, nieprzewidzianych zdarzeniach, jak np. wsparcie przy kradzieży podczas spaceru po Atenach. Staram się, aby każdy gość czuł się u nas indywidualnie zaopiekowany – znam większość osób osobiście, witam je przy meldunku, a jeśli nie mogę być obecna, odwiedzam je następnego dnia. Dzięki temu buduję zaufanie i poczucie bezpieczeństwa – ludzie wiedzą, że zawsze mogą na nas liczyć.

Petaloudy House wyróżnia też autentyczność poleceń i osobiste zaangażowanie – rekomendacje miejsc do jedzenia czy zwiedzania pochodzą wyłącznie z naszego doświadczenia, nie ma tu płatnych współprac. Goście czują, że zależy nam na ich komforcie i prawdziwym doświadczeniu Aten, a nie tylko na biznesie.

Jak Grecja, widziana „od środka”, różni się od tej znanej z folderów turystycznych?
Moim zdaniem Grecja wygląda zupełnie inaczej niż to, co pokazują foldery turystyczne. Osobiście czuję się tu jak ryba w wodzie i utożsamiam się z tym krajem – to jest moje miejsce na ziemi. Ateny strasznie kocham, tak samo jak moje rodzinne miasto, które być może kocham jeszcze bardziej. Ateny mają swój rytm życia, który znacznie różni się od turystycznych wyobrażeń. Ludzie są tu przyjaźni i życzliwi, znają się nawzajem, a codzienne życie jest prostsze i bardziej ludzkie. Mogę wyjść bez portfela, a lokalni sprzedawcy ufają mi i pozwalają uregulować rachunek później. Szczególnie cenię indywidualne podejście w małych sklepach i kawiarniach – sprzedawcy pamiętają, jaką kawę piję czy na targu jakie ziemniaki kupuję, znają mnie i pozwalają poczuć się jak w domu. To zupełnie inny komfort niż w Polsce, gdzie wszystko jest szybkie, anonimowe i często sztywne.

Ważną kwestią w kontekście miasta jest bezpieczeństwo – nigdy nie czułam się tu zagrożona. Nawet wtedy, gdy pracowałam w dzielnicy Dionizos od trzynastej do dwudziestej pierwszej i wracałam późnym wieczorem komunikacją miejską, miałam poczucie spokoju. Oczywiście zawsze staram się nie prowokować ryzykownych sytuacji, ale Grecy mają w sobie naturalny szacunek do drugiego człowieka i gotowość do pomocy – od zwykłych sąsiadów po policję. Pamiętam swoje początki w Atenach, czas strajków i zamkniętych autobusów, kiedy policjant dosłownie pomógł mi bezpiecznie dotrzeć do domu. Takie doświadczenia tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że Ateny są miastem bezpiecznym.

Jak w każdej dużej europejskiej metropolii, również tutaj zdarzają się kradzieże, zwłaszcza w miejscach turystycznych, jednak ani mnie, ani moich gości nigdy nie spotkało nic złego. W ostatnich latach, dzięki nowym przepisom i konsekwentnej polityce migracyjnej Grecji, poprawiło się także poczucie bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej.

W efekcie życie w Atenach – i szerzej, w Grecji – daje mi poczucie spokoju, bezpieczeństwa i codziennej bliskości ludzi. To coś, czego nie da się znaleźć w przewodnikach turystycznych – to zwyczajna codzienność, którą można naprawdę poczuć tylko tutaj.

Co chciałabyś, aby goście zapamiętali po pobycie w Twoich obiektach?
Przede wszystkim chciałabym, aby goście mieli poczucie, że trafili do miejsca, w którym ktoś naprawdę o nich zadbał. Zależy mi, by zapamiętali nie tylko sam pobyt, ale przede wszystkim atmosferę – spokój, życzliwość i autentyczność codziennego życia w Grecji. Chcę, aby czuli się swobodnie, jak u siebie, bez zbędnego luksusu, lecz z wszystkim, co daje prawdziwy komfort.

Marzy mi się, by wyjeżdżali z przekonaniem, że Ateny to nie tylko Akropol i turystyczne atrakcje, ale przede wszystkim miasto ludzi, relacji i zwyczajnego życia. Jeśli po powrocie powiedzą, że odpoczęli, czuli się bezpiecznie i z przyjemnością wróciliby ponownie, uznam to za największy sukces.

Dużą wagę przykładam do detali. Sama dbam o pościel – pierzemy ją i maglujemy w naszej małej pralni, wybieram kolorowe, radosne tkaniny, które nadają wnętrzom ciepły, przytulny charakter. To nie jest anonimowy obiekt noclegowy, lecz miejsce, które ma przypominać dom.

W każdym apartamencie i pokoju znajduje się także kącik z książkami i czasopismami, które można wymieniać. Goście zostawiają u nas lektury z różnych krajów, a ja staram się, aby zawsze było coś ciekawego do poczytania – od fantastyki po polskie miesięczniki. Chcę, aby mogli spokojnie usiąść z książką na balkonie czy w salonie i poczuć, że wszystko jest tu „na wyciągnięcie ręki”.

To właśnie dbałość o atmosferę, drobne przyjemności i indywidualne podejście sprawiają, że goście wracają i polecają Petalouda House innym. Chciałabym, aby zapamiętali przede wszystkim domową gościnność i ciepło, które im tu oferujemy.

Czy emigracja zmieniła Cię jako człowieka i przedsiębiorczynię?
Tak, emigracja zmieniła mnie zarówno jako człowieka, jak i przedsiębiorczynię – zdecydowanie w dobrym kierunku. Z natury mam miękkie serce i byłam bardzo mało asertywna, mimo silnego charakteru i ambicji. Życie w Grecji nauczyło mnie, że w biznesie i w życiu trzeba mieć twarde serce, bo inaczej łatwo można zostać wykorzystanym.

Dzięki tym doświadczeniom stałam się bardziej odporna, ostrożna w nawiązywaniu nowych przyjaźni i znajomości, ale jednocześnie bardziej świadoma tego, komu mogę zaufać. Emigracja uczy cierpliwości, ostrożności i wytrwałości – umiejętności, które są niezbędne w prowadzeniu własnej działalności. To doświadczenie pokazało mi też, jak ważna jest samodzielność i konsekwencja w realizowaniu swoich celów, niezależnie od trudności i otoczenia.

Często pojawiają się pytania w stylu: „jak przeprowadzić się do Grecji, dajcie mi pomysł”. Dla mnie są one zupełnie nieadekwatne, a te zadawane na różnych forach internetowych bardzo często okazują się kompletną pomyłką. Sama rzadko na nie odpowiadam, bo doskonale wiem, jakie „porady” potrafią się tam pojawić.

Moim zdaniem, jeśli ktoś naprawdę chce zmienić swoje życie, nie powinien pytać w mediach społecznościowych, tylko działać – dobrze się przygotować, zebrać rzetelne informacje i samodzielnie zdecydować, co chce osiągnąć.

Podam prosty przykład z życia. Mój syn przyjechał do Grecji cztery lata temu, nie znając języka i nie mając żadnego doświadczenia. A jednak odnalazł się, znalazł pracę online i dziś radzi sobie bardzo dobrze. To pokazuje, że kluczowe są chęci, determinacja i gotowość do wzięcia odpowiedzialności za własne decyzje.

Jeśli ktoś naprawdę chce zmienić swoje życie, powinien zaufać sobie, zamiast czekać na cudze opinie czy gotowe recepty. Emigracja wymaga odwagi, wytrwałości i samodzielności – i to jest najważniejsza lekcja, jaką mogę przekazać.

Ja sama chciałam zmienić siebie – i udało mi się. Przy okazji zmieniłam całe swoje życie na lepsze i znalazłam swoje miejsce na ziemi. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że są nim Ateny i Grecja. Tu odnalazłam siebie i tu czuję się jak w domu. Bo dom to nie budynek ani „wypasiona” nieruchomość w Polsce czy za granicą – dom jest tam, gdzie jest twoje serce. A moje serce jest tutaj w Atenach.

Nawet gdybym mieszkała w małej komórce, byłabym szczęśliwa. Tak bardzo kocham ten kraj i to miasto – jego rytm, atmosferę, zapach kwiatów pomarańczy oraz te drobne, codzienne momenty, które dają poczucie, że jest się dokładnie tam, gdzie powinno się być.

Dziękuję za rozmowę i możliwość podzielenia się moimi doświadczeniami. Mam nadzieję, że ta opowieść będzie dla kogoś inspiracją i zachętą do odważnych, ale świadomych decyzji.
Dziękuję również.

NAJNOWSZE

KUCHNIA

Informacje polonijne