Samotna, cicha wyspa, położona zaledwie 300 metrów od bogatej Krety. Początkowo twierdza wybudowana jeszcze za czasów panowania Wenecjan, mająca bronić dostępu do Krety przed pirtami. Podbita przez Turków, a w roku 1903 zostaje tam utworzona największa i zarazem najbardziej tajemnicza kolonia trędowatych w Europie.
Czym była Spinalonga? Czy miejscem kaźni dla wielu cierpiących na trąd, miejscem ich wygania, życia w osamotnieniu od swoich bliskich, czy może miejscem, w którym wreszcie mogli zaznać spokój i mimo straszliwej choroby starać się żyć normalnie… ?
W roku 2005 brytyjska pisarka Victoria Hislop wydaje powieść pt. „Spinalonga”. Opowiada ona o losach rodziny, w której najpierw matka, a potem córka trafiają do największej w Europie kolonii trędowatych, położonej zaledwie 300 metrów od Krety, Spinalondze. Książka ta bardzo dobrze się sprzedaje. Zostaje przetłumaczona na wiele języków. W Polsce ukazała się pod tytułem „Wyspa”. Dzięki tej powieści znacznie wzrosło zainteresowanie podróżami turystycznymi do Grecji, przede wszystkim na Kretę.

Fabuła książki spodobała się Grekom tak bardzo, że postanowili oni nakręcić na jej podstawie serial o tym samym tytule. Został on zrobiony z wielkim rozmachem. Obok największych gwiazd kina greckiego, można w nim zobaczyć mieszkańców Plaki, czy Eloundy, występujących jako statyści, a także lokalnych przewodników, grających samych siebie. Autorka scenariusza na podstawie powieści jest Mirella Papaoikonomou. Mówi się o tym, że miała to być jedna z największych i najdroższych produkcji greckich, wszechczasów. Serial ten w Grecji można oglądać w telewizji od roku 2010, w tej chwili pokazywane są już powtórki odcinków, a za jakiś czas ma być dostępny do kupienia na płytach DVD. Sukces książki, a także zaangażowanie Victorii Hislop w pracę nad serialem, zostały docenione przez lokalne władze Krety i przyznano pisarce honorowe obywatelstwo miasta Agios Nikolaos. Mówi się, że ma ona tam także swoje mieszkanie i że bywa częstym gościem na Krecie i chętnie wraca na Spinalongę, spotkać się ze swoimi ulubionymi przewodnikami, którzy udzielili całego tła historycznego jej powieści.

Dlatego teraz my podążając śladami powieści Victorii Hislop, udajemy się do ostatniego bastionu trędowatych…
Swoją podróż na tę osławioną wyspę rozpoczniemy z portu w Eloundzie. Jest to obecnie jeden z najdroższych i najbardziej luksusowych kurortów wakacyjnych we wschodniej części Krety. Tak naprawdę nie wiadomo skąd tak nagle miejscowość ta zaczęła się cieszyć tak wielką popularnością, gdyż miejscowi wciąż wspominają ją jako małą, spokojną, malowniczą wioskę rybacką, oddaloną zaledwie 11 km od stolicy regionu Lasithi- Agios Nikolaos. Niemniej jednak teraz Elounda stała się ulubionym miejscem wielu sławnych polityków greckich, którzy tam mają swoje letnie rezydencje, a także gwiazd kina i muzyki zarówno z Grecji, jak i z całego świata. Latem istnieje, więc szansa na robienie zakupów w lokalnym sklepiku z Leonardo DiCaprio, Angeliną Jolie, czy też na nocną zabawę w portowym barze, wśród finalistek amerykańskiej wersji programu Top Models lub zespołu Bon Jovi. Oczywiście należy także pamiętać, że aby spotkać swojego ulubionego celebrytę podczas śniadania w restauracji hotelowej należy szukać hoteli z wyższej półki, których zresztą w Eloundzie nie brakuje. Ilość basenów w hotelu, równa ilości pokoi (142) w tym mieście nikogo nie dziwi.

Podróż na Spinalongę z Eloundy trwa około 20-25 minut. W tym czasie warto przygotować drobne pieniądze, gdyż wejście do twierdzy kosztuje osobę dorosłą 2 euro, seniorów symboliczne 1 euro, natomiast dzieci, młodzież i studenci za wejście nie ponoszą żadnych kosztów. Podczas rejsu można również pozwolić sobie na ostatniego papierosa przed rozpoczęciem zwiedzania. Na Spinalondze bowiem obowiązuje całkowity zakaz palenia. Na statku za to mimo wszechobecnych naklejek informujących o zakazie palenia, załoga jeszcze użyczy potocznego „ognia”, a to dlatego, że każdy szanujący się grecki marynarz palić po prostu musi.

Gdy zakupimy już bilety lub odbierzemy w kasie darmowe, a należy wiedzieć, że takowe nabyć trzeba za okazaniem odpowiedniej legitymacji szkolnej lub studenckiej, możemy rozpocząć nasze zwiedzanie. Przechodzimy przez długi ciemny tunel. Został on zaprojektowany w ten sposób, iż każdy przechodzący przez niego nie widzi nic, co znajduje się drugiej stronie. Właśnie za sprawą tej tajemnicy skrywanej za jego murami zwany był przez trędowatych Bramą Dantejską, bramą do piekieł, zgodnie z napisem, który pojawia się u Dantego w Boskiej Komedii „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate” „(Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”).
„Maria weszła za Papadimitriou do tunelu. Szedł wolno, ciężko opierając się o lasce. W końcu zobaczyli światło na drugim końcu. Wyjście z ciemności tunelu w nowy świat było dla Marii takim samym zaskoczeniem, jak dla wszystkich nowo przybyłych. Mimo listów matki, pełnych barwnych opisów, nie była przygotowana na to, co zobaczyła. Długa ulica z rzędem sklepów ze świeżo pomalowanymi okiennicami, w oknach skrzynki i doniczki późno kwitnących pelargonii, jeden czy dwa duże domy z rzeźbionymi drewnianymi balkonami. Choć pora była zbyt wczesna na wstawanie, ktoś już był na nogach. Piekarz. Zapach świeżo upieczonego chleba i ciast wypełniał ulicę.”

Trędowaci bowiem, którzy przymusowo byli zsyłani na Spinalongę nie mieli pojęcia co ich tutaj może czekać. Obawiali się powolnego umierania, w nieludzkich warunkach. Początkowo faktycznie mogli tak odczuwać swój wyjazd na tę wyspę. Jednak stopniowo, z czasem ich postrzeganie kolonii diametralnie się zmieniło. Należy bowiem pamiętać, że trąd jest chorobą, przenoszoną drogą kropelkową. Dotknąć, więc może każdego, a mitem jest, że zapadają na nią tylko ludzie biedni i niemoralni. Faktycznie zachowanie odpowiedniej higieny zmniejsza nieco ryzyko zarażania się trądem, ale należy pamiętać, że w tamtych czasach nikt specjalnie nie dbał o higienę osobistą, co powodowało, że ofiarami trądu padali zarówno biedni, jak i bogaci, zarówno robotnicy, jak i inteligencja, zarówno prostytutki, jak i zakonnice. Co prawda synod w Ancyrze (dzisiejsza Ankara w Turcji), w roku 314 n.e. uznał trąd jako chorobę będącą karą boską, za popełnione grzechy i od tego czasu zaprzestano prób jego leczenia. Niemniej jednak późniejsze badania nad tą chorobą udowodniły, iż jej ofiarą może paść każdy.

Ten fakt sprawił, że na wyspie pojawili się robotnicy, nauczyciele, fryzjerzy, właściciele drobnych przedsiębiorstw, bankierzy, a nawet politycy. Jednym słowem przedstawiciele wszystkich klas i grup społecznych. Stopniowo zbudowali oni na wyspie swoją własną lokalną społeczność. Budowali domy, stawiali zakłady użyteczności publicznej, swoje przedsiębiorstwa przenosili na wyspę, czy kontynuowali swoją pracę, którą wykonywali zanim zapadli na trąd. Wybierali także swoje władze, które w imieniu wszystkich trędowatych miały prawo do negocjacji z rządem greckim. Pierwsze budynki, które mijamy wychodząc z tunelu, to właśnie budynki mieszkalne, zbudowane przez samych trędowatych. Na uwagę zasługują tutaj różnokolorowe, wręcz radosne balkony, za czasów kolonii pełne kwiatów. Należy przy tym wspomnieć, iż największy budynek, znajdujący się tuz przy tunelu podobno miał należeć do prezydenta wyspy, wybranego w wyborach bezpośrednich przez wszystkich jej mieszkańców. Idąc dalej ulicą handlową mijamy typowy grecki kafenion, również prowadzony przez trędowatych. Następnie przed nami jeszcze około 27 sklepów. Przynajmniej według przekazów lokalnych przewodników, właśnie tyle miało ich być na całej wyspie. Na krańcu ulicy sklepowej znajduje się piekarnia, gdzie zobaczyć można stary piec, używany przez mieszkańców wyspy.

Minąwszy piekarnię dochodzimy do kościoła św. Pantelejmona. Jest on patronem wszystkich chorych, choć szczególnym upodobaniem darzyli go właśnie trędowaci. Kościół ten jest zwany także „Kościołem Radości’. Tutaj bowiem odbywały się wszystkie radosne nabożeństwa- śluby, chrzciny i obchody świąt. Wspomniałam o chrzcinach, nie bez powodu. Na wyspie podobno urodziło się około setki dzieci. Chore zostawały ze swoimi rodzicami, a zdrowe oddawano do adopcji. Niemniej jednak wszystkie na początku musiały zostać ochrzczone aby rodzice mogli poczuć z nimi prawdziwą więź i odpowiedzialność za ich życie. Ksiądz, który odprawiał nabożeństwa w tym kościele był osobą całkowicie zdrową. Przybywał na wyspę tylko wtedy gdy musiał odbyć swoją posługę. Podobnie zresztą było z lekarzem.

Patrząc bowiem nieco powyżej kościoła, zobaczymy duży, dość okazały budynek. Jest to szpital. Mówi się o nim, iż był to najgorszy szpital na świecie, gdyż nie było tutaj stałego lekarza. Faktycznie mogło się tak wydawać, ale tylko z pozoru. Lekarz przybywał na wyspę z pobliskiego Agios Nikolaos początkowo wtedy gdy przywożono nowych chorych, a później nieco częściej, gdy rozpoczęto badania i eksperymenty nad nowym lekiem na trąd. Pod koniec działania kolonii trędowatych widywano go nawet kilka razy w tygodniu. Ponad to w szpitalu na co dzień pracowały pielęgniarki. Były to kobiety, które zachorowały na trąd podczas opieki nad chorymi w Atenach lub na Krecie i po przyjeździe na wyspę kontynuowały swoją posługę. Warto tutaj wspomnieć, iż trąd w początkowych swoich objawach nie powoduje niczego, co mogłoby przeszkodzić człowiekowi w normalnym funkcjonowaniu i pracowaniu. Pierwsze objawy to malutkie białe plamki lub guzy, w których chory stopniowo traci czucie. Stopniowo, w późniejszym stadium dochodzi do zwyrodnień, a w ostatnim stadium trąd przenosi się na płuca i chory umiera przez uduszenie. Naprzeciwko kościoła znajdują się także cysterny. Z racji tego, że higiena była bardzo ważna aby choroba się nie rozprzestrzeniała i nie rozwijała, woda zdatna do picia i kąpieli była na wsypie niezwykle istotna. Dlatego też cysterny były przystosowane do zbierania wody deszczowej. Niestety ich spoiwem w ich wypełnieniach był ołów. Spowodowało to, że wielu trędowatych podczas pobytu na wyspie zmarło na Ołowicę, z uwagi na to, iż ołów przedostawał się stopniowo do wody pitnej.

Poruszamy się dalej wśród domów mieszkalnych, aż dochodzimy do najważniejszego budynku na wyspie. Była nim odkażalnia. Tutaj to czyszczono, odkażano produkty, które na wyspę przybywały, a także produkty z wyspy eksportowane na Kretę. Tak jak wspominałam wcześniej na wyspę przybywali ludzie z różnych klas społecznych, także ci nieco bardziej majętni. Majątek, który zostawiali na kontynencie lub innych wyspach greckich, był im przekazywany w postaci różnych dóbr materialnych, przez ich rodziny i przyjaciół. Była to zarówno biżuteria, jak i sprzęty codziennego użytku- naczynia, sztućce, a nawet meble. Ponad to trędowatym udało się wynegocjować pomoc pieniężną od rządu greckiego. Każdemu choremu przyznano 1 drachmę dziennie. Jednak nie tylko to stanowiło podstawę utrzymania mieszkańców wyspy. Bardzo dobrze rozwijał się także eksport. Wszystkie lokalne produkty, takie jak przyprawy, chleb i sól były sprzedawane na Kretę i do Aten. Wszystkie produkty, które z wyspy były wysyłane dalej do Grecji oczyszczano roztworem siarczanu, a pieniądze dostarczane na Spinalongę czyszczono octem. Należy dodać, że pieniądze przeznaczane na trędowatych przez rząd grecki gromadzono z podatków nakładanych na mieszkańców Krety i Grecji kontynentalnej. Doprowadzało to do buntów ludności zdrowej. Kiedy bowiem w całej Elladzie panował głód, mieszkańcom Spinalongi żyło się coraz lepiej. W roku 1937 na Spinalondze pojawił się prąd i pierwszy odbiornik kinowy, a było to znacznie wcześniej niż na Krecie. W jednym z kafenionów mieszkańcy otworzyli kino, w którym za drobną opłatą wyświetlano filmy, które tydzień wcześniej ukazały się w najlepszych kinach, w Atenach. Ponad to przed każdym filmem pokazywano kronikę, wiadomości, dzięki czemu mieszkańcy wyspy mogli być na bieżąco z wydarzeniami lokalnymi, dotyczącymi Grecji, ale także z tym, co działo się na całym świecie.

Warto tutaj zauważyć, że odkażalnia jest położona bardzo malowniczo, tuż przy drugiej bramie wejściowej, służącej głównie wymianie handlowej. Z tego miejsca również doskonale widać Plakę, wioskę kreteńską, położoną zaledwie 300m od wybrzeży Spinalongi. W czasach kolonii, to ona była głównym portem dla wymiany handlowej między Kretą, a Spinalongą, a także miejscem skąd trędowaci udawali się w swoją ostatnią podróż. Był to także port, z którego codziennie około 40 zdrowych osób udawało się do pracy na Spinalondze. Ich zadaniem była pomoc w zajęciach domowych, z którymi trędowaci nie mogli sobie sami poradzić. W dzisiejszych czasach określilibyśmy taką pomoc wolontariatem, jednak za czasów kolonii osoby pomagające w ten sposób, otrzymywały pełne wynagrodzenie. Plaka była tez portem, z którego rodziny chorych wypływały aby spotkać się ze swoimi bliskimi. Takie odwiedziny były możliwe, a nawet pożądane. Trzeba było jedynie pamiętać aby opuścić wyspę przed zachodem słońca i oczywiście zachować odpowiednią higienę i ostrożność podczas przebywania wśród chorych.

Wzbogacanie się trędowatych kosztem zdrowych mieszkańców Grecji, a co za tym idzie wzrastająca bieda na kontynencie prawdopodobnie spowodowałyby walki bratobójcze między trędowatymi, a resztą Ellady. Tak się jednak nie stało, z racji widma wojny. W roku 1941 Kreta dostała się pod okupację niemiecką. Niemcy, bojąc się trądu, postanowili odseparować Spinalongę od reszty Grecji. Postawili szereg tablic dookoła wyspy z napisami „Uwaga, trąd!”. Takie działanie zakończyło wymianę towarów między Spinalongą, a Plaką, a co za tym idzie, pozostawiło trędowatych samych sobie. Rozpoczęło to ogromny głód i powolne wymieranie chorych. Kilku śmiałków (przewodnicy mówią o pięciu) próbowało przepłynąć do Plaki w celu ucieczki lub zdobycia pożywienia dla siebie i rodziny. Zostali oni jednak rozstrzelani tuz u wybrzeży Krety przez wojska niemieckie.

Po zakończeniu II wojny światowej, rząd grecki chcąc wynagrodzić trędowatym to, co się stało, finansuje budowę wyjątkowo nowych, jak na owe czasy budynków mieszkalnych. Oglądamy je idąc od budynku odkażalni na spacer, dokoła wyspy. Chorzy jednak odmawiają udziału przy ich budowie i zamieszkania w nich. Wtedy bowiem już odbywają się eksperymenty nad nowym lekiem na trąd, którym są poddawani głównie właśnie trędowaci z tej kolonii. Poza tym budynki te nie są zbyt wygodne. Cechują je małe, ciasne mieszkania, ze wspólną łazienką. Z tego powodu budynki te zostają przeznaczone na nieco bardziej nowoczesny szpital. Jak wspomniałam trwają eksperymenty nad nowym lekiem i co ciekawe zostają one zakończone sukcesem. Chorzy, przyjmujący leki, zostają zaleczeni na tyle, że nie stanowią już zagrożenia dla innych, co umożliwia dalsze ich leczenie w szpitalach w Atenach, czy Salonikach. Wobec tego stopniowo opuszczają wyspę. W roku 1957 ostatnich 10 trędowatych zostaje przetransportowanych ze Spinalongi do szpitala św. Barbary w Atenach, gdzie zostają poddani dalszemu leczeniu, zakończonemu sukcesem.

Co ciekawe na wyspie nie znajdziemy już grobów trędowatych. Po drugiej stronie Spinalongi, z dala od części zamieszkałej znajduje się co prawda mały cmentarz, a także kościół św. Jerzego, zwany także „Kościołem Łez”, w którym odbywały się pogrzeby. Jednakże groby, które odnajdujemy na cmentarzu, są bezimienne i nie ma w nich już szczątków ludzkich. Jest to spowodowane tym, iż temat śmierci na wyspie był tematem tabu. W związku z tym, zmarłych często grzebano w zbiorowych mogiłach, nie pisząc ich nazwisk. Poza tym w Grecji, z uwagi na ukształtowanie terenu i częste ruchy ziemi w tym rejonie obowiązuje zwyczaj wykopywania szczątek ludzkich po 2-3 latach od pogrzebu i składowania ich w małe urny, w parafii, przy której znajduje się cmentarz. Kremacja jest bowiem zabroniona. Co do samej kolonii trędowatych, istnieje jeszcze jeden powód, dlaczego w grobach nie ma ciał. Otóż gdy ostatni mieszkańcy opuścili wyspę, stała się ona miejscem odwiedzin turystów i dziennikarzy, spragnionych wrażeń. W momencie gdy woda zaczęła podmywać cmentarz, część grobów nieco się usunęła, co spowodowało wymywanie szczątek ludzkich. Niestety pierwsi turyści odwiedzający wyspę pomyśleli, że wszystko to jest sztuczne i ma stanowić swego rodzaju dodatkową atrakcję. Z przekazów lokalnych przewodników wynika, iż zwyczajnie szczątki te zostały przez odwiedzających rozkradzione. Rząd grecki, dowiedziawszy się o całym incydencie, wszystkie pozostałości cmentarza przewiózł do Aten i zostały one złożone w jednej wspólnej mogile.

Mówi się, że około 60 osób, które mieszkały na Spinalondze żyje do dzisiaj. Przybywają oni 26 lipca, w dzień św. Pantelejmona na wyspę, świętować swoje wyleczenie i wspominać zmarłych przyjaciół. Wtedy to odbywają się na wyspie nocne obchody z pochodniami, a mieszkańcy Plaki pieką chleb, który jest rozdawany wszystkim przybyłym na tę uroczystość, nie tylko byłym mieszkańcom wyspy, ale także zwyczajnym ludziom, zainteresowanym historią wyspy, których tak bardzo ujęła opisana przez Victorię Hislop dramatyczna walka o próbę stworzenia przez trędowatych namiastki normalnego domu w miejscu, które dla wielu wydawało się początkowo dantejskim piekłem.
Anna Biernacka-Rygiel







