Strona głównaAktualnościGrecjaW Grecji więcej cięć, mniej wolności prasy

W Grecji więcej cięć, mniej wolności prasy

Unia Europejska z upodobaniem wytyka Victorowi Orbanowi narastające tendencje autokratyczne. Tyle że jednocześnie przymyka oko na coraz bardziej zagrożoną wolność prasy w Grecji, której Bruskela narzuciła politykę zabójczego zaciskania pasa.

Po tym, jak grupa szalonych skandynawskich satyryków wyróżniła Unię Europejską Pokojową Nagrodą Nobla, Komitet musiał sobie kpić w uzasadnieniu jej przyznania ‒ „za zaangażowanie Brukseli na rzecz pokoju, demokracji i praw człowieka”. Gdyby było inaczej, nieustannie dochodziłyby do nas z Brukseli głosy potępienia dotyczące narastających w Grecji represji oraz podnoszącego głowę neonazizmu.

Unia z zapałem wynajduje zagrożenia dla wolności w przemówieniach Viktora Orbana. Europejscy politycy martwią się o los niezależnych instytucji, na które chrapkę ma reżim węgierskiego premiera.

Obawy te są słuszne. Liderzy Wspólnoty zauważają faszyzujące akordy, w które węgierska prawica uderza ostatnio, przemycając w swojej retoryce pewne antysemickie i antyromskie akcenty. Dochodzi do tego rewanżystowskie fantazjowanie o tym, jakoby możliwe było odzyskanie przez Węgry ziem, które kraj ten utracił po pierwszej wojnie światowej.

Nikomu nie zależy na wykrywaniu korupcji
Wokół tematu greckiej demokracji panuje natomiast cisza. I to mimo faktu, że przywódcy europejscy mogliby mieć tu dużo do powiedzenia. Najbardziej czułe miejsca rozpadającego się państwa znaleźć można bardzo łatwo, wystarczy przyjrzeć się treściom, jakie to państwo cenzuruje. W przypadku Grecji wiele mówi nam sprawa Kostasa Vaxevanisa, który od zeszłego tygodnia miał na karku prokuraturę. Wydaje się, że Vaxevanis trafił w czułe miejsce bardzo precyzyjnie.

Końca greckiego zaciskania pasa nie widać. W 2010 r. tutejszy Produkt Krajowy Brutto skurczył się o 4,5%. Rok później było to już 6,9%. W tym roku nie będzie lepiej. Spadek wyniesie 6,5%. Za rok – 4,5%.

A tymczasem Vaxevanis opublikował listę nazwisk dwóch tysięcy Greków posiadających konta w Szwajcarii. Sugestia jest jasna, dobrze sytuowani ludzie ze znajomościami unikną działań antykryzysowych, które odczuje większość społeczeństwa.

Vaxevanis nie został skazany za naruszenie prawa do prywatności. To oczywiście dobrze, ale nie oznacza to wcale, że wolność mediów w Grecji nie jest zagrożona. Nawet w lepszych czasach niezależne dziennikarstwo nie miało tu najmocniejszej pozycji. Większość greckich rozgłośni telewizyjnych oraz dzienników należy albo do państwa, albo do plutokratycznych korporacji. Nikomu nie zależy na wykrywaniu korupcji.

By nie stracić pracy, trzeba siedzieć cicho
Wielu z zatrudnionych w greckich koncernach medialnych dziennikarzy zdaje sobie sprawę, że by nie stracić pracy, trzeba siedzieć cicho. „Na poziomie teoretycznym, w świetle prawa, wciąż panuje u nas swoboda wypowiedzi. Ale w praktyce, cóż…”, mówi Asteris Masouras pracujący dla monitorującej wolność słowa organizacji Global Voices.

Lista przypadków, w których dziennikarze mają problemy, jest bardzo długa. Zacząć można na przykład od serii zabójczych środków antykryzysowych, jakie Europejski Bank Centralny, Komisja Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy narzuciły Atenom. Po tym, jak dziennikarz Spiros Karatzaferis ogłosił, że ujawni tajne e-maile, z których wynikać miało jak „pakiet ratunkowy” pogłębił jeszcze grecki kryzys, rząd wsadził go za kratki.

Dochodzi do tego brutalność sił policyjnych. Grecka lewica nieustannie oskarża policję o to, że coraz częściej działa ona ramię w ramię z osiłkami z neonazistowskiej ruchu „Złota Jutrzenka”. Brytyjski dziennik Guardian doniósł, że funkcjonariusze pobili antyfasztowskich demonstrantów po ich potyczkach z członkami wyżej wspomnianej organizacji

Następnego dnia Kostas Arvanitis i Marilena Katsimi, prezenterzy telewizji śniadaniowej w greckiej telewizji publicznej, zostali zdjęci z wizji. Powód? Powiedzieli swoim szefom, że chcą zbadać tę sprawę.

Odżywają sojusze ekstremistów z radykałami
Innego reportera tej samej telewizji, Christosa Dantisa, spotkał podobny los. Jego wydawcy wysłali go do Salonik, skąd relacjonować miał uroczystości z okazji stulecia wyzwolenia miasta spod panowania imperium osmańskiego. Dantis miał już powiedzieć telewidzom o masowych protestach przeciwko obecności na uroczystościach greckiego premiera i prezydenta. Miał, ale nie powiedział, bo w ostatniej chwili jego szefowie wyłączyli kamerę, a samego dziennikarza podmienili na reportera bardziej im uległego.

W Grecji odżywają stare sojusze między politycznymi ekstremistami a radykalnymi ruchami religijnymi. W zeszłym miesiącu chrześcijańscy fanatycy, ręka w rękę z greckimi neonazistami, protestowali w Atenach przeciwko „bluźnierczej sztuce” zawierającej wątki homoseksualne. Co na to szefowie teatru? Zdjęli spektakl z afisza.

Tutejsza telewizja wycięła natomiast z brytyjskiego serialu „Downtown Abbey” (opowiadającego o życiu arystokracji z początku minionego stulecia) scenę homoseksualnego pocałunku. Nie ma wątpliwości, jeżeli jakiś kraj cenzuruje taki serial (z innych powodów niż jego jakość), sytuacja jest poważna.

Jest jedna rzecz, której nie potrafią pojąć brytyjscy eurosceptycy: Unia Europejska była dla wielu narodów ucieczką ku liberalnej przyszłości. Kiedy odwiedzałem Ateny na początku lat osiemdziesiątych, starsi Grecy wciąż pamiętali o walce z nazistowską okupacją, podczas gdy młodzież wyrosła pod rządami tamtejszej junty, z którą od czasu do czasu greccy obywatele krwawo się ścierali.

Dla eurokratów Grecja jest egejskim Weimarem
Wejście do Unii Europejskiej oznaczało kres tamtej epoki. A dziś wszystko powraca – ubóstwo, strach, ucisk i zastraszanie ze strony państwa.

Tak, można powiedzieć, że to wszystko przez korupcję, którą tolerowano w tutejszym społeczeństwie. Można również stwierdzić, że winni kryzysowi są bankierzy. Ale część winy należy też przypisać europejskim politykom i biurokratom, którzy przyjęli Grecję (i resztę południowej Europy) do strefy euro – tym samym osłabiając jej pozycję w obliczu globalnej konkurencji. Ponadto nie zgodzili się przecież na umorzenie długów, których Ateny nigdy nie będą w stanie spłacić.

Trudno się więc dziwić, że dziś ci sami politycy i urzędnicy milczą jak zaklęci gdy prawa człowieka w Grecji są łamane. A przecież Komitet Noblowski wmawiał nam, że integracja europejska gwarantuje ich przestrzeganie. Dla eurokratów Grecja jest egejskim Weimarem. To oni pomogli go zbudować.

logo presseurop

NAJNOWSZE

KUCHNIA

Informacje polonijne