Omawianie obrazu prawa w polskim kinie przełomu lat dziewięćdziesiątych wymaga na początku odniesienia się do dwóch istotnych kwestii. Pierwsza z nich dotyczy transformacji w polskim kinie, a druga zainteresowań, wokół których koncentrowały się polskie produkcje. Zastosowane określenie przełom mogłoby sugerować, iż spodziewać by się można burzliwych transformacji i przeobrażeń i lata dziewięćdziesiąte spełniają pod tym względem oczekiwania widzów. Zmieniające się z upływem czasu możliwości technologiczne, nowe kompetencje reżyserów i rosnąca popularność aktorów dały możliwość podjęcia próby ukazania pewnych zjawisk w odmienny sposób. W Polsce lata 1989/1999 na ekranach kin przypadają na czas upadku komunizmu. Ten przełomowy moment otwierał drzwi do wolności wyrażania słowa w wybranej formie. Artystom, w tym także filmowcom, przestały grozić restrykcje i uczucie strachu przed utratą wolności. Pojawił się natomiast inny znaczący problem – konkurencja, która była wynikiem wolnego rynku. Początek tego zjawiska zaczął się już w latach osiemdziesiątych. Będące u schyłku rządów, komunistyczne władze dopuściły do polskich kin amerykańskie produkcje. Spowodowało to, że film polski zajmował niższą pozycję i często był marginalizowany. Zmiana rządu a tym samym zmiana w obrębie sprawowanej władzy wywołały ogrom wolności, która wykorzystana została przez artystów w celu zobrazowania piętna wydarzeń poprzedniej dekady. Trud codziennego życia spowodowany dziewiętnastomiesięcznym stanem wojennym zaowocował nihilistycznym pojmowaniem człowieka. Obrazowano tematy, które powodowały ból, ale nadal pozostawały żywe. Nie powinno zatem zaskakiwać, iż doskonałym obiektem analizy stało się prawo. Naturalnie, filmy dotyczące systemu państwa i prawa obecne były także przed rokiem 1989. Jednak po 1989/1999 ich liczba wzrosła. Zarówno filmy sprzed przełomu jak i te, które powstały w trakcie posiadały pewną cechę wspólną. Zawsze obecny był stereotyp prawa jako instancji wrogiej obywatelom. Jest ono w filmach lat dziewięćdziesiątych emisariuszem zła. Było przedstawiane na dużym ekranie jako reprezentujące wyłącznie własne interesy, skorumpowane i ignorujące prawa i potrzeby zwykłych obywateli.
Pierwsza produkcja, która utrzymuje bez wątpienia utarty stereotyp destrukcyjnego systemu polskiego prawa jest film z 1995 roku w reżyserii Macieja Ślesickiego zatytułowany „Tato”. M. Haltof w opracowaniu zatytułowanym „Kino przełomu” używa określenia: „polskiego kina z amerykańskim akcentem” w odniesieniu do tego filmu. Cechą charakterystyczną takiego kina było wzajemne przenikanie się gatunkowych konwencji, przy czym fabuła osadzona została w kapitalistycznej rzeczywistości (Haltof, 2004, s. 293-295). W omawianej pozycji widz staje się biernym obserwatorem sądowej wojny. Ojciec zmierzył się z chorą psychicznie żoną oraz teściową w batalii o prawa do opieki nad córką. W czerwcu w wyniku obalenia komunizmu Polacy, Ci sami, którzy chłonęli potem każdą klatkę filmu, zachłysnęli się wolnością. Oglądając „Tatę”, ta wolność w pewnym stopniu zacznie wydawać im się złudna. Prawo powinno stanowić bezpośredni środek walki i nadziei na sprawiedliwość. Jednak, jak okazuje się na sali sądowej przedstawianej w analizowanej produkcji, wiara ta przynosi tylko rozczarowanie. Sąd jest stronniczy, emanuje założeniami wyroku, zdaje się być ślepy na widoczną chorobę psychiczną jednej ze stron, którą jawnie faworyzuje. W prowadzonej rozprawie można się zgubić, jest prowadzona chaotycznie, bez szacunku dla cierpienia i problemu drugiego człowieka. Sędziów cechuje opieszałość i zdaje się jakby skomplikowany żargon stosowali nad wyraz często. W oczach widza nie ma ratunku dla polskiego systemu państwa i prawa w tej produkcji. Złem emanują także mecenasowie, którym dobro dziecka czy etyka zawodowa są obce.
„Sprawiedliwość triumfuje” – zapada niesprawiedliwy i krzywdzący wyrok, a główny bohater Michał Sulecki działa wbrew jego przekazowi. Przedstawiony na ekranie proces bezceremonialnie zmierza do zaprzeczenia prawdy, która przestaje być wartością autoteliczną. Widz jest naocznym świadkiem ignorowania znaczących faktów. Rozbudowany aparat przemocy i niesprawiedliwej władzy zostaje skierowany w stronę ojca pragnącego dobra i bezpieczeństwa dla swojego dziecka. Odbiorca od początku zderza się z faworyzowaniem matki dziewczynki. Jednak nie zostaje udzielona odpowiedź na pytanie: dlaczego? Być może to przyjęty od pokoleń stereotyp, iż dziecko powinno wychowywać się przy matce staje się powodem tak bezlitosnych poczynań organów prawa. W tej produkcji prawo jest bezrozumne, dezorganizuje i degraduje różne aspekty życia ludzkiego. Stanowi zatem idealny przykład emisariusza zła w polskim kinie przełomu lat dziewięćdziesiątych.
Emilia Wieczorek







