Większość Polaków w okresie świąt hołduje wielowiekowym tradycjom dzieląc się opłatkiem, śpiewając kolędy, spożywając specjalne potrawy. W każdym jednak regionie Polski te tradycje nieco różnią się od siebie. Znamy tradycję z Mazowsza, ze Śląska, z Kaszub. A czy wiemy jaki folklor ma Ziemia Lubuska i Dolny Śląsk? Niewielu z nas uświadamia sobie fakt, że Ziemię Lubuską i dużą część Dolnego Śląska po II wojnie światowej zasiedlili Polacy z Kresów, a wraz z nimi na te ziemie przyjechały tradycje małych grup etnicznych. Jedną z tych grup stanowią Górale Bukowińscy, zwani też Czadeckimi, bo historia ich wędrówki zaczęła się właśnie w okolicach Czadcy, obecnie słowackim mieście.
Górale Czadeccy wywodzą się ze Śląska Cieszyńskiego i Żywiecczyzny, zasiedlając w XVI wieku dorzecze górnej Kisucy na Słowacji. W XIX wieku wielu z nich wyemigrowało na Bukowinę (pogranicze rumuńsko-ukraińskie), a stamtąd pod koniec XIX wieku kolejne grupy osiedliły się w Bośni i Slawonii – historycznej krainie we wschodniej Chorwacji. Z powodu swojej odrębności językowej i kulturowej zachowali swoje tradycje. Po II wojnie światowej, w wyniku repatriacji, około 5 tysięcy górali czadeckich przesiedlono na tereny Ziem Zachodnich w Polsce (głównie do okolic Żar, Żagania, na Dolny Śląsk i Pomorze Zachodnie). Górale Czadeccy zachowali swoją odrębność w strojach, tradycjach, zwyczajach i gwarach, a współcześnie ich dziedzictwo jest podtrzymywane przez zespoły folklorystyczne, które powstały kolejno: „Pojana” – 1958 r. w Piławie Dolnej, „Watra” – 1969 r. w Brzeźnicy, „Dolina Nowego Sołońca” – 1984 r. w Złotniku k. Żar, „Dawidenka” – 1985 r. w Koźlicy i „Jodełki” – 2003 r. w Żaganiu i wiele innych.
Na przestrzeni wieków, kulturę tej grupy etnicznej budowały wpływy polskie, słowackie, a na Bukowinie również rumuńskie i ukraińskie. Kiedy cesarz austrowęgierski wydał nakaz przesiedlenia wyjeżdżali z Polski, tam gdzie czekała ich zupełnie obca ziemia. Ta obczyzna z biegiem lat stała się ich drugą Ojczyzną. A kiedy powrócili do tej pierwszej nie czuli, że są u siebie, bo przecież kiedy wracali do Polski, to zwykle nie na ojcowizny na Żywiecczyźnie, nie do Czadcy, tylko w większości na Dolny Śląsk i Ziemię Lubuską. A ci, którzy wrócili do rodzinnych miejscowości, dowiadywali się, że one już są słowackie.
Górale Czadeccy to dziś lubuszanie i dolnoślązacy, a dawniej Bukowińczycy, mieszkańcy Czadcy. Ta wielowiekowa wędrówka ludów stanowi o ich niezwykłym bogactwie. Od sąsiada i język, po dania i obrzędy.

Bukowińskie kobiety nosiły kwieciste spódnice, nawiązujące stylem do folkloru żywieckiego, ale przykrywały je prostymi, białymi zapaskami, co zbliżało ich w formach do sylwetek charakterystycznych dla Ukrainy i krajów bałkańskich. W charakterystycznym menu królowała mamałyga – danie z kaszy kukurydzianej. W domach Bukowińców można było pokosztować afinaty, czyli nalewki z jagód leśnych (afyny to w gwarze bukowińskiej leśne jagody).
A jak spędzali Święta? Przygotowania świąt Bożego Narodzenia u Górali Bukowińskich rozpoczynały się już w adwencie. Chłopcy spotykali się domach i uczyli się kolędować. Dziewczęta przebierały pszenicę. Ważne jest, by w ten dzień pierwszy do domu wszedł mężczyzna, bowiem wejście kobiety zapowiada niepomyślność na cały przyszły rok. Dlatego kobiety od samego rana przygotowywały najważniejszą wieczerzę roku. W wigilijny poranek chłopcy chodzili po wsi z połaźniczką – małą choinką. Po składaniu życzeń, zostawiali połaźniczkę, w zamian dostawali drobne pieniądze na słodycze.
Zamiast chleba Górale na święta piekli płacinty – czyli bułeczki drożdżowe. Z myślą o dzieciach, do bułeczek dodawali mak, a oprócz tego dla najmłodszych przygotowywali pierogi na słodko. Na stole wigilijnym Bukowińczyków znajdowała się też zupa grzybowa, grochowa – oczywiście w wersji postnej. Nie mogło też zabraknąć pszeniczki, która w wielu regionach występuje jako gęsty deser z miodem popularnie zwany kutią, a u Górali Bukowińskich jest to słodka zupa. Ponadto na świątecznym stole znajdował się bób okraszony masłem i suszone grzyby z czosnkiem oraz postne gołąbki z grzybami i kaszą.
A co przy wigilijnym stole? Przede wszystkim kolędy. Nie tylko te polskie, popularne, ale też te od dziada pradziada przekazywane w tradycji Górali Bukowińskich. Kolędy i pastorałki. Śpiewane od Wigilii do święta Trzech Króli. W Wigilię przy stole z rodziną, na pasterce w kościele, a już w pierwszy dzień Świąt popołudniu kolędowano w domach sąsiadów, chodząc po kolędzie.

Na kolejne dni świąteczne 26 grudnia – św. Szczepana i 27 grudnia, w dniu św. Jana śpiewano też specjalną pastorałkę. Odzwierciedlała ona tradycyjne obrzędy kolędnicze, które miały miejsce w dzień św. Szczepana, gdy od domu do domu odwiedzano się z kolędą.
1 stycznia, z rana do południa, chłopcy i gospodarze chodzili sypiąc zbożem po mieszkaniu i mówiąc: „Na szczęście, na zdrowie, na tеn Nowy Rok! By się wam rodziła pszeniczka i groch. Kapusta i proso, by państwo nie chodziło boso (…)”
W końcu na Trzech Króli, kiedy prawosławni mieli Wigilię, w domach Górali Bukowińskich gotowało się pszenicę na słodko, po to, żeby polskie dzieci nie zazdrościły wtedy prawosławnym. Tą pszenicą rzucano do sufitu, do powały. Jeśli choć odrobina się przykleiła, wróżyło to dobre plony. Jeśli nie, to rok miał być kiepski. Rzut był tylko jeden i nie można było go powtórzyć.
Na Bukowinie tańce czyli karnawał rozpoczynał się po naszych Trzech Królach, dlatego, że tam żyli: prawosławni Ukraińcy oraz Rumuni, a także Cyganie, Żydzi i Niemcy. Wszystkie nacje się nawzajem szanowały, więc jak sąsiad miał Wigilię w styczniu, to pozostali później też włączali się w to świętowanie.
Górale czadeccy we krwi mają pokonywanie granic albo raczej ich nie dostrzegają. Potrafią odnaleźć się w każdym miejscu na ziemi i nie stracić swojej polskości i tożsamości kulturowej. Kochają śpiew i taniec, czego świadectwem jest festiwal kultury bukowińskiej odbywający się w Jastrowiu i Bukowińskie kolędowanie w Złotniku.
Tradycje Górali Czadeckich od 2025 znalazły się wśród 31 nowych wpisów na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
Opracowała: Agata Synowiec







