Pożary, które szalały w poniedziałek w Attyce, pozostawiając wielu zabitych, rannych i zaginionych, a także niszcząc całe miasta, przyniosły po raz kolejny pytanie: Dlaczego Grecja jest zawsze nieprzygotowana na klęski żywiołowe?
Od katastrofalnych w skutkach pożarów Ilii w 2007 roku, powodzi w Mandrze w listopadzie i zniszczeń, których dokonały niedawne pożary okolic Aten obywatele Grecji zastanawiają się: Co robi państwo?
Mati, jedno z najpiękniejszych nadmorskich miast w Attyce, dosłownie znikło z mapy, nie pozostał żaden nietknięty przez żywioł budynek, ani żaden zielony liść w zasięgu wzroku, a dziesiątki ludzi spotkały straciło życie. Zniszczenia dokonane przez ogień odsłoniły smutną prawdę o przygotowaniu Greków do podobnych sytuacji: całkowity brak planowania i środków zapobiegawczych przeciwko ekstremalnym zjawiskom przyrodniczym.
Po pierwsze, nie było planu ewakuacji dla ludzi uwięzionych w płomieniach. Władze lokalne nie informują obywateli o tym, jak reagować w przypadku pożaru lub powodzi. Nie istnieją oznakowania dróg ewakuacyjnych na wypadek pożaru. Dlatego miejscowi i urlopowicze działali na własną rękę.
Ponadto w większości miast w Grecji nie ma planowania przestrzennego. Każdy może zbudować dom gdziekolwiek leży jego ziemia. W wielu przypadkach wystarczy dogadać się z lokalnymi władzami, żeby mieć dom w lesie lub w pobliżu plaży. Skutkiem jest utrudnione planowanie ewentualnych dróg ewakuacji mieszkańców.
W przypadku Mati główna autostrada oddziela miasto od zalesionego, górskiego obszaru powyżej. Nie ma jednak zapory ogniowej, która uniemożliwiłaby przejście ognia w stonę miasta. W rezultacie, kiedy płomienie dotarły do Mati, miejscowi nie mogli uciec z lądu. Ich jedynym wyjściem było morze. Większość z nich zginęła w drodze do wody.
Stosowne organy również były nieobecne, dosłownie nie były w stanie udzielać wskazówek ludziom. Nie było koordynacji między różnymi orgnami w zakresie radzenia sobie z tym zjawiskiem.
Przykładem są pożary w Kinecie: Wozy strażackie dotarły do Kinety i walczyły z płomieniami. Ponieważ jednak nie było planów jak uzyskać więcej wody, gdy ich zbiorniki były puste, wozy utknęły w korku i nie mogły wrócić do płomieni.
W tym samym czasie, gdy samochody usiłowały uciec z Kinety, na autostradzie w obu kierunkach nadal działały bramki poborowe i zbierały pieniądze, spowalniając ludzi uciekających przed żywiołem.
Władze wydawały się improwizować. Plan „Xenokratis”, centralny organ koordynujący przewidujący radzenie sobie z takimi zjawiskami, raczkuje. Wydaje się, że agencje państwowe nie są w stanie skoordynować swoich działań ze względu na biurokratyczne przepisy.
Niestety żadna władza ani indywidualny urzędnik nigdy nie przyjmie odpowiedzialności za nieadekwatność mechanizmu państwowego, aby zapobiec takim katastrofom lub zarządzać sytuacjami ekstremalnymi. Tak było w przypadku Mandry, gdzie 22 osoby utonęły podczas listopadowych powodzi. Kiedy miasto ponownie zalała woda na początku czerwca, burmistrz miasta oświadczył, że od listopada nie rozpoczęto prac związanych z zabezpieczeniem przeciwpowodziowym.
Opr.: Monika Szarek







