Strona głównaRozmaitościZdrowie & UrodaCudowne siemię lniane – używam go codziennie

Cudowne siemię lniane – używam go codziennie

Miałam wrażenie, że o zdrowym odżywianiu wiem już niemal wszystko, gdy przeszło trzy miesiące temu przyszła na świat moja córeczka Helenka. Wtedy moja wspaniała i mądra położna Ewa, poza całą masą bezcennych rad powiedziała: „… i pamiętaj, żebyś codziennie piła lub zjadała jedną łyżkę siemienia lnianego.

Dzięki temu unikniesz wahań nastroju i będziesz świetnie się czuła. Nasze babki nie znały czegoś takiego jak depresja poporodowa, ponieważ w ich diecie dużą role odgrywało siemię lniane. Dzisiaj wiemy, że fenomenalnie reguluje pracę hormonów. Pamiętaj, przynajmniej jedna łyżka stołowa dziennie. Codziennie!”.

Kiedyś siemię lniane stosowane było bardzo powszechnie np. do wszelkich wypieków, mieszane ze zbożami, a prażone do okraszania ziemniaków. Mój znajomy, który urodził się na wsi i wychowywał w tradycyjny sposób w wielodzietnej i wielopokoleniowej rodzinie wspomina, że w jego domu siemię lniane używane było każdego dnia. „Stało na kuchni w wielkim garze, każdy podchodził i pił taki gęsty wywar kilka razy dziennie”. „Dlaczego?” – zapytałam. „Leczono nim jakieś choroby, pomagało w dolegliwościach?”. „Nie, piliśmy je, ponieważ mówiono, że jest zdrowe. Do dzisiaj niewiele wiem o właściwościach siemienia, ale używano go kiedyś powszechnie, bardzo często, nie tak jak dzisiaj….”

Jako fanka zdrowego odżywania słyszałam oczywiście o cudownym działaniu siemienia lnianego. Wiedziałam, że działa regulująco na hormony, ale mówiono o tym zwykle w kontekście menopauzy. Dlaczego? Przecież w ciągu życia kobieta wielokrotnie potrzebuje tego typu wsparcia i pomocy. Która z nas nie zna comiesięcznych wahań nastroju, które powodują, że stajemy się drażliwe, rozbite, skłonne do płaczu i wyolbrzymiania każdego, nawet najmniejszego problemu? Ilu bezsensowych kłótni małżeńskich można by uniknąć, gdybyśmy codziennie spożywały siemię lniane?! A nastolatki? Być może serwowanie siemienia lnianego naszym pociechom w okresie burzy hormonalnej wprowadzi w domowe życie więcej spokoju?

Ponieważ po urodzeniu pierwszego dziecka huśtawka hormonalna zachwiała moim samopoczuciem, teraz chciałam tego uniknąć. Bez wahania sięgnęłam więc po złociste nasionka. Oczywiście miałam je na swojej półce, ale nie używałam ich aż tak regularnie, codziennie. Tym razem jednak, od pierwszych dni po porodzie aż do dzisiaj zażywam siemię niczym przykładna uczennica.

siemie1
Moją determinację wzmocniła jeszcze dodatkowo lektura książka pt. „Plan wypłukiwania tłuszczu”, która właśnie teraz wpadał w moje ręce mimo tego, że od dawna leżała zakurzona na półce. Napisana przez dietetyczkę Ann Louise Gittleman traktuje głównie o tym, że wypłukać niechciane tłuszcze możemy tylko i wyłącznie poprzez…pozytywne tłuszcze. Takim właśnie jest olej lniany, zawarty również w siemieniu. W swojej publikacji autorka przytacza szereg badań naukowych które dowodzą, że oskarżane o wysoką kaloryczność siemię lniane w istocie jest naszym sprzymierzeńcem w walce z nadwagą! Autorka poleca codziennie picie świeżo zmielonego siemienia lnianego (1 łyżka stołowa na ¾ szklanki wody), które wzbogacone o 2 łyżki czystego, niesłodzonego soku z żurawin nazwała „Koktajlem Długowieczności”. Autorka przytacza naukowe dowody na to, że regularne zażywanie siemienia lnianego spełnia role naturalnej terapii hormonalnej, zapobiega wahaniom nastroju, zaburzeniom snu, suchości tkanek (starzenie skóry, włosów i paznokci!), przeciwdziała zatrzymaniu wody w organizmie i tyciu. Zaopatruje organizm w cenne tłuszcze z grupy omega- 3, które przyspieszają metabolizm i przyczyniają się do szybszego spalania tłuszczu. Badania wykazały ponadto, że tłuszcze omega- 3 spożywane we wczesnym okresie życia zapobiegają nadmiernemu rozwojowi komórek tłuszczowych, co może uchronić nasze dzieci przed otyłością! Poprzez działanie błonnika siemię lniane zapewnia uczucie sytości i od wieków słynie z fenomenalnych właściwości regulujących trawienie w sposób skuteczny i łagodny.

Na tym nie kończy się lista cudownych właściwości siemienia. Zawiera ono również lignany, które są silnymi antyutleniaczami, a co za tym idzie przyczyniają się do usunięcia z naszego organizmu wolnych rodników, które są odpowiedzialne min. za procesy starzenia i rozwój wielu chorób, w tym nowotworowych. Dowiedziałam się, że według danych opublikowanych przez Amerykański Departament Rolnictwa siemię lniane zawiera aż 27 zidentyfikowanych związków profilaktycznych raka i ma pozytywny wpływ na ogólny stan zdrowia. W dodatku (co może zainteresować każdą dbającą o siebie kobietę) duża zawartość witaminy E czyni siemię lniane niezastąpionym sprzymierzeńcem w walce z oznakami starzenia. Te niepozorne nasionka wzmacniają nie tylko naszą skórę, włosy i paznokcie, ale również serce, mózg i kości.

Ponieważ moją córeczkę karmię nadal wyłącznie piersią, nie bez znaczenia jest dla mnie fakt, że siemię lniane jest naturalnym źródłem żelaza i kwasu foliowego, wapnia, magnezu, potasu, cynku, witamin z grupy B i łatwo przyswajalnego białka. Wyjątkowo cenna i bogatsza w składniki odżywcze jest odmiana siemienia lnianego zwana „lnem złocistym”, który w serii o ( jakże słusznej) nazwie „Skarby Ziemi” znalazł się w ofercie Sante!

Życie zaskakuje mnie nieustannie. Podróżując po świecie odkrywałam nowe produkty, które mnie zachwycały, a okazało się, że fani zdrowej żywności za oceanem dosłownie oszaleli na punkcie siemienia lnianego, które jest u nas tak powszechne i… tanie! Ja swoje siemię lniane mielę w młynku do kawy, który specjalnie do tego celu kupiłam (bardzo prosty i tani). Milę w nim również orzechy, migdały i przyprawy, ale nie kawę, ponieważ jej aromat jest wyjątkowo intensywny. Aby uniknąć utraty cennych wartości odżywczych na skutek przegrzania i „spalenia” ziarenek podczas mielenia używam tylko krótkich, pulsacyjnych przycisków.

Siemię lniane dodaję również do owsianki, jogurtu i wypieków, które uwielbiam robić. Dzięki temu udaje mi się „przemycić” tę super żywność w potrawach, które bardzo lubią członkowie mojej rodziny, którzy nie są aż takimi fanami zdrowego odżywania jak ja. Mężczyźni mają czasem opory przed spożywaniem siemienia lnianego uważając, że jest niesmaczne. To nie prawda! Ma lekko orzechowy smak, prażone jest bardziej wyraziste, a świeżo mielone, zalane samą wodą jest delikatne, roślinne, bardzo odświeżające. Blisko godzinę temu wyjęłam z piekarnika mój „Chlebek bananowy z siemieniem lnianym” (przepis właśnie Wam podaję), a już moi panowie zjedli prawie pół bochenka z masłem, odrobiną powideł wiśniowych domowej roboty i wielkim apetytem. Mruczeli z zachwytu. Smacznie i zdrowo…

Gorąco Wam polecam nasz cudowny, polski len złocisty życząc zdrowia, spokoju ducha i wielu fascynujących odkryć !

Przepisy i rady Agnieszki Maciąg

www.sante.pl

NAJNOWSZE

KUCHNIA

Informacje polonijne