Grecki Teatr Narodowy wystawia znaną sztukę autorstwa Tadeusza Słobodzianka pt. „Nasza klasa” w reżyserii Takisa Tzamariasa. Spektakle potrwają do 28 maja i odbywają się w środy, czwartki, piątki i soboty o godz. 20.00, a w niedziele o 19.00, na Scenie Głównej przy ul. Ag. Konstantinou 22-24.
TADEUSZ SŁOBODZIANEK O „NASZEJ KLASIE”
Bohaterami „Naszej klasy” są uczniowie szkoły powszechnej w miasteczku podobnym do Jedwabnego czy Radziłowa. Pokazuję dzieje moich bohaterów od pierwszego dnia w szkole w końcu lat dwudziestych XX wieku do początku XXI wieku, właściwie do 10 lipca 2001 roku. Bezpośrednią inspiracją stało się stare zdjęcie szkolne z Jedwabnego, na którym był jeden z osądzonych w procesie morderca, córka właściciela stodoły, w której spalono Żydów i jeden z niewielu ocalonych Żydów, którego matka i brat zginęli w stodole. Wszyscy chodzili do jednej klasy. Pamiętam, jakie wielkie wrażenie zrobiła na mnie ta fotografia. Patrzyłem na nie godzinami i zastanawiałem się, co robiły te dzieci 10 lipca 1941 roku? Które z nich zginęło w stodole? A które do stodoły okutym kijem zaganiało? Które „tylko” się przyglądało? A które chapało co się da, z tego co po Żydach zostało.
W „Naszej klasie” nie zajmuję się jednak wydarzeniami historycznymi, chociaż czerpię z rozmaitych źródeł sądowych, dziennikarskich czy naukowych. Raczej próbuję zadać pytanie: dlaczego to, co się wydarzyło w lecie 1941 roku, nie tylko w Jedwabnem czy Radziłowie, lecz także w dziesiątkach innych miasteczek polskich, tak mnie tak dręczy? Próbuję dociec mechanizmu tragedii dotykającego ludzi, którzy w pewnym miejscu i czasie znaleźli się w szczególnym splocie, jak pisze Leonard Neuger, rozmaitych relacji społecznych i psychologicznych, historii, ideologii i religii. I próbuję pytać o ludzką kondycję w tym splocie, który doprowadził do zbrodni, zemsty i cierpienia. Zemsta za bliskich, „oko za oko, ręka za rękę”, nie tłumaczy wszystkiego, co Menachem wyprawia jako ubek. Podobnie jak antysemityzm innych bohaterów – obojętnie, czy w wariancie religijnym, czy rasowym – nie tłumaczy ani gwałtu, ani spalenia ludzi żywcem, ani szlachtowania ich. I chęć zachapania rzeczy ofiar też nie wystarczy. Dla prokuratora – tak. Dla sędziego – też. Ale oni operują wąskim polem wyrokowania. Pisarz musi pytać: Dlaczego tak się stało? Dlaczego do tego doszło? Kto zawinił? Ale nie jest moją rolą odpowiadać na te pytania. Moją rolą jest je postawić. „Nasza klasa” zadaje też pytania o wolność i przeznaczenie, na które każdy z widzów, utożsamiając się w pewien sposób z każdym z bohaterów, musi sobie odpowiedzieć czy też odczuć, co by zrobił, będąc na jego miejscu.
Jeśli my, Polacy, nie podejmiemy tej tematyki, to zrobi to za nas ktoś inny. Musimy się z tym zmierzyć, bo to fundamentalny obowiązek wynikający z naszej świadomości, zarówno indywidualnej, w ogóle człowieka, niezależnie od tego, gdzie mieszka, jak też świadomości obywatelskiej. Są teorie psychologiczne, które mówią, że dopóki sprawca nie pojedna się z ofiarami, to społeczeństwo nie będzie w pełni normalne i zdrowe. Wciąż będzie miało poczucie winy, a to – co widać po rozmaitych przykładach obecnie w Polsce – wywołuje nienawiść i agresję, która bezpośrednio z podobnego poczucia winy wypływa. Uważam, że twórcy powinni badać świadomość człowieka również jako części społeczności: narodu, zbiorowości religijnej. Nie wybielać się, nie zwalać winy na innych. Dociekać swoich grzechów, uwarunkowań, etc. Niemcy powinni robić filmy o Auschwitz, Rosjanie o Katyniu, a Polacy o Jedwabnem. Jak na razie tylko Amerykanie potrafią mówić o Wietnamie.
Żródło: http://teatrdramatyczny.pl/
Więcej na: www.n-t.gr







