Nadchodzi taki moment kiedy trzeba „posprzątać” lodówkę. I ku zaskoczeniu nie chodzi tutaj o dokładne mycie i czyszczenie ale o wykorzystanie produktów, którym tyka zegar przydatności.
W poniedziałek zamówiłam wędzone ryby z dostawą do domu, bo przecież w dobie pandemii im mniej wychodzimy tym lepiej. Przeliczyłam się jednak z ich ilością, co spowodowało, że już od poniedziałku na obiady i kolacje (a jest piątek) jem wędzone ryby… Makrelowy zawrót głowy!
Była pasta z makreli, była sałatka z wędzonym łososiem, była zapiekanka ziemniaczana z makrelą i były ziemniaki faszerowane łososiem zapiekane pod pierzynką z sera camembert. I znowu jestem głodna, a obiecałam sobie schudnąć kilka kilogramów zanim wrócę do moich ukochanych Aten na lato.
Wróćmy zatem do czyszczenia lodówki. Wszystkie produkty, które zostały zastosowane w tej sałatce wymagały tego aby je dziś użyć i to nie z powodu walorów smakowych i konieczności trzymania się stałej receptury, a ze względu na ich termin przydatności. Ja osobiście nie toleruję, nienawidzę i strasznie irytuje mnie marnowanie jedzenia. W normalnych okolicznościach w mojej lodówce znajdują się tylko produkty niezbędne do „przeżycia”: feta, oliwki, pasteli, pasta z oliwek, suszone pomidory, skórki z pomarańczy, zamrożony baran, tsipuro, ouzo, niezliczona ilość greckiej chałwy i moja ukochana lacta i merenda i…. jestem Polką mieszkającą od zawsze w Polsce, a mającą straszną obsesję na punkcie Grecji. Zatem jeśli spotkacie mnie kiedyś z książką na placu Syntagma objadająca się Suvlakami i głoszącą teorię, że jestem po tej „lepszej stronie świata” to nie miejcie wątpliwości, że to ja – niczym „niebieskooka Greczynka”. Swoja drogą może ktoś posiada wiedzę gdzie można zakupić tę książkę?
Och! Miał być przepis na sałatkę, a ja rozpisuję się o marzeniach życia w Grecji, greckim mężu o oliwkowej cerze, jedzeniu suvlaków i czerpaniu pełnymi garściami witaminy D oraz radości od pięknych, spontanicznych i pełnych optymizmu ludzi.
A zatem, przepraszam Was za ten za długi wstęp i już przechodzę do sedna:
Sałatka:
- Szklanka makarony typu „rurki” lub „świderki” – ja użyłam zwykłego pszennego, myślę ze razowy byłby lepszy – ale się skończył 🙁
- 200g wędzonej makreli
- 3 duże ogórki konserwowe
- szczypiorek – wyhodowany na parapecie w wytłoczankach od jajej (serdecznie polecam tę metodę)
- cebula biała średniej wielkości
- dwie rzodkiewki – to był naprawdę ich ostatni moment
- Myślę, że z powodzeniem można dodać kukurydzy lub czerwonej fasoli.
Sos:
1. jogurt naturalny – mały kubeczek 180 gram
2. przyprawy według uznania: papryka chili, papryka słodka, sól, pieprz czarny
3. łyżka stołowa majonezu – z powodzeniem można ominąć, idzie lato, a jak lato to Oropos, a jak Oropos to majonez nie jest najlepszym pomysłem
Przygotowanie:
I tutaj wielkiego zaskoczenia nie będzie, bo sałatka nie wymaga tyle miłości i pracy co moje ukochane Gemista. Zatem makaron gotujemy na tzw al dente, pozostałe składniki kroimy a makrelę obieramy ze skórki i rozdrabniamy w palcach. Po wystygnięciu makarony wszystko mieszamy w misce. Sos – wszystkie przyprawy dodajemy do kubeczka z jogurtem mieszamy i gotowe.
Jest zatem Wielki Piątek w Polsce i mój postny posiłek gotowy. W moim rodzinnym domu zawsze były to śledzie z ziemniakami ale, że z powodu pandemii nic nie jest takie jak zawsze, a moje święta w tym roku samotne, to i wielkopiątkowy posiłek jest inny.
Życzę Wam owocnego sprzątania lodówki.
Emilia Wieczorek







