Strona głównaAktualnościWywiadyMarcin Pietrzyk: „Ludzie są stęsknieni za podróżami!”

Marcin Pietrzyk: „Ludzie są stęsknieni za podróżami!”

Zapytany o jedno słowo, odpowiada…całą książką! W szczególności, jeśli zagadnienie dotyczy ukochanej Hellady. O swojej miłości może opowiadać nie tylko całymi dniami, ale i latami! A jeśli najszczęśliwsi ludzie to ci, którzy zamienili swoją pasję w pracę, to przed Państwem wywiad z osobą, która do takich wybrańców należy. Kiedy bowiem Marcin Pietrzyk – dyplomowany, polskojęzyczny przewodnik po Grecji – zaczyna wielowymiarowo rozwodzić się o Grecji i to w świetle posiadanej wiedzy oraz własnego doświadczenia – wiem jedno – żarliwości i autentyczności tej miłości nie zatrzyma nic.

Marcinie, czy Tobie – podobnie jak mi – zdarza się tęsknić za Grecją, nawet jeśli w niej przebywasz?
Z racji, że podróżuję dużo po Grecji, spędzam w trasie kilka miesięcy w roku, mam szczęście oglądać, podziwiać, zachwycać się różnymi zakątkami tego kraju, spotykać fantastycznych, ciekawych ludzi, przeżywać niesamowite chwile. Właśnie za tym wszystkim tęsknię. Człowiek jest trochę przekorny i zawsze chce to czego nie ma w danej chwili. Tęsknię za średniowiecznym miastem Rodos, spacerem po Ermoupoli na Syros, za aromatami mastyksowej wyspy Chios, kreteńskimi smakami ulubionych tawern w okolicy Chanii, rozleniwiającymi plażami na Ios. Chyba mógłbym tak wymieniać bez końca. Mam wiele zakątków, do których wracam z radością.

Nasza prośba o wywiad zastała Cię w trasie. Trwa lipiec, żar leje się z nieba, a Ty w drodze z kolejną grupą, po raz setny pokazujesz innym wielowymiarową magię tego kraju. I my również zamierzamy rozmawiać w podobnym stylu. Ileż można opowiadać o Grecji!?
O wielu obliczach Grecji możemy rozmawiać w nieskończoność! To co powiedziałaś, ma przeróżne konteksty. Mnie nie wystarcza siedmiodniowy objazd po Grecji, aby się wygadać. Moje gawędy są pełne dygresji, wspomnień, odniesień. Nie ma znaczenia, że robę to po raz setny czy pięćsetny. Zawsze mam innego odbiorcę.

Domyślam się, że nasz wywiad w kontekście Grecji, która zamieszkała w Twoim życiu, mógłby zamienić się w książkę. Opowiedz – proszę – pokrótce, jak to wszystko się zaczęło.
Moja przygoda z Grecją zaczęła się w 1996 roku od wielkich greckich wakacji. Po powrocie do Polski widziałem, że muszę tutaj wrócić. Szukałem pretekstu. I chyba sobie myślami ściągnąłem okazję. Porzuciłem ciekawą pracę i miałem zmienić firmę. Wszystkie moje ówczesne plany zawodowe wiązały się z przeprowadzką z prowincjonalnych Kielc do Warszawy. Strasznie bałem się tego wyjazdu. Łatwiej było mi zrobić krok z Polski do Grecji. Od początku załapałem się do pracy w turystyce, która dawała mi mnóstwo satysfakcji. Wiedziałem już wtedy, że Grecja to mój nowy dom. Osiedliłem się w Salonikach, pracowałem jako rezydent dla biur podróży, pilotowałem wycieczki objazdowe. W ramach zimowych przestojów podjąłem studia na Uniwersytecie Macedonii. Ale cały czas marzyłem, aby zostać dyplomowanym przewodnikiem po Grecji. Cierpliwość się opłacała, bo zdałem egzaminy do szkoły przewodników i przeżyłem niesamowitą trzyletnią przygodę. Prywatnie też okazałem się szczęściarzem, bo poznałem Despinę i kilkanaście lat jesteśmy razem. Tak oto moje życie ułożyło się pięknie. Nawet przez chwilę nie myślałem o powrocie do Polski. Chociaż bywały ciężkie chwile, różne znaki na niebie wskazywały, że powinienem stąd wyjechać. Ale byłem uparty i niepoprawnym optymistą. Opłacało się. Tak dotarłem do 2021 roku, kiedy świętuję 25 sezon pracy z turystami.

Nawet nie wiesz, jak mnie ucieszyła wiadomość, że wróciłeś po-pandemicznie do świata turystyki. Jak znajdujesz swój sezon 2021? Ile napotykasz zmian, co stało się łatwiejsze, a co wciąż pozostanie utrudnieniem?
Pandemia wywróciła nasze życie do góry nogami. Nikt z pracujących w turystyce nie spodziewał się takiego załamania. Moi znajomi spoza branży zawsze mi zazdrościli wyboru zawodu, bo nie wierzyli, że turyści kiedykolwiek przestaną przyjeżdżać do Grecji. A jednak ten moment nadszedł. Ta długa przerwa, załamanie było nauczką i lekcją pokory. Po udanym sezonie 2019 spodziewaliśmy się rekordowego 2020. Pamiętam swój kalendarz, który był pełen rezerwacji, zapytań. Mentalnie przygotowywałem się do intensywnego sezonu. Kiedy ogłoszono pierwszy lockdown wszystko legło w gruzach. To był szok. Rok 2020, poza wnioskami, chcę zapomnieć. Do sezonu 2021 podszedłem z wielką rezerwą, pohamowałem swój wrodzony optymizm. Póki co, jest dobrze. Dopisali turyści z Polski. Z innymi rynkami jest naprawdę kiepsko. Wiele moich koleżanek, kolegów oprowadzających po angielsku, niemiecku, francusku, włosku, rosyjsku przeżywają ciężkie chwile. Turystyka się zmieniła. Musimy zapomnieć o dużych grupach, co mnie osobiście cieszy. Pojawiło się spore zainteresowanie zwiedzaniem w gronie rodzinnym czy znajomych. Kameralne grupki, program zwiedzania szyty na miarę to nowy trend. Utrzymanie dystansu społecznego nie jest łatwe. W końcu podróżuję z tymi samymi ludźmi dzień, dwa, a nawet tydzień. Inaczej jest przy kilkugodzinnym oprowadzaniu. Zasady zwiedzania muzeów i stanowisk archeologicznych to istny labirynt. Wytyczne Ministerstwa Kultury są ogólne, każdy pracownik interpretuje je po swojemu. Kiedy idę do kasy po bilety to mam serce na ramieniu, bo nie wiem co mnie czeka. Przywykłem już, że po danym miejscu oprowadzam dwa czy trzy razy. Od połowy lipca wprowadzono przywileje dla zaszczepionych i mogę mieć grupę do 20 osób w muzeum, a na wykopaliskach do 40. Obowiązkowe używanie słuchawek poprawiło jakość. Nie musimy już krzyczeć do grupy. Opanowałem sztukę wirtualnego oprowadzania, czyli opowiadam o eksponatach w muzeum, do którego potem turyści wchodzą sami. W małych muzeach są jeszcze ostrzejsze ograniczenia. Czasami jest to śmieszne, bo do muzeum wpuszczają 40 indywidualnych turystów, ale grupy większej niż 8 osób już nie. Chwalę sobie współpracę z ateńskim Muzeum Narodowym, gdzie wchodzę na umówioną godzinę i oprowadzam nie czekając aż inni zwiedzający opuszczą salę. Do mówienia z maską na twarzy też przywykłem. Choć początki były trudne, bo dusiłem się, nie mogłem nabrać oddechu. W hotelach z pewnością poprawiła się czystość i jakość obsługi. Podobnie w restauracjach. Generalnie, zrobiło się kameralnie, bez tłumów. Turyści doceniają, że nie muszą nigdzie się przepychać, aby zrobić zdjęcia. Wykazują również dużą wyrozumiałość, cierpliwość przy wydłużonych kontrolach, czasochłonnym meldunku w hotelach. Na szczęście dalej cieszymy się pięknymi widokami, błogą atmosferą greckiego lata. Robię wszystko, aby uwagę turystów zwrócić na uroki Grecji, a nie na covidowe obostrzenia.

 Marcinie, jaką Grecję Anno Domini 2021 zastałeś na swoich ulubionych stanowiskach archeologicznych i w miejscach bliskich Twemu sercu?
Uradowało mnie, że spotkałem znajomych pracowników hoteli, restauracji, muzeów, stanowisk archeologicznych, sklepikarzy, kierowców pełnych zdrowia i gotowych do pracy. Niestety, część z nich zwinęła swoje biznesy. Zastałem Grecję wyciszoną, spokojną, bez tłumów, stęsknioną za turystami. Żal mi serce ściska, kiedy widzę puste tawerny, sklepy, puste parkingi, zamknięte hotele. Brakuje mi koleżanek i kolegów po fachu, z którymi mogę wypić łyk kawy, zapalić papierosa podczas krótkiej przerwy. W wielu miejscach jestem sam ze swoją grupą. Delfy wieczorem są opustoszałe i bardziej przypominają początki sezonu niż jego pełnię. Podobnie jest w Olimpii czy Kalambace. Bardzo powoli wracamy do normalności.

Pozostając w kontekście zmian, czy zauważyłeś zmiany w mentalności swoich klientów? Czy zeszłoroczne bariery i ograniczenia znacząco wpłynęły na przyjeżdzających tu gości?
Ludzie są stęsknieni za podróżami. Zamknięcie w domach uświadomiło im jak ważne jest odkrywanie świata. Dlatego nie zwracają uwagi na obostrzenia. Po prostu odruchowo stosują się do nich. Aktywnie uczestniczą w zwiedzaniu. Taka właśnie postawa decyduje o sukcesie wycieczki. Widzę wzmożoną ciekawość, więcej pytań, rodzą się dyskusje. Co bardziej może ucieszyć przewodnika? Osobiście nie lubię mówić do siebie i przechodzić do kolejnej witryny, aby pokazać kolejny eksponat. Zauważyłem, że mam w grupach więcej podróżników niż turystów, których interesuje tylko zdjęcie zabytku, a potem się nudzą i marudzą. Polacy swoją obecnością w Grecji w tym i poprzednim sezonie sprawili Grekom miłą niespodziankę. Jesteśmy jedną z najbardziej widocznych nacji na turystycznych szlakach. Zmiany w mentalności odczuwam od wielu lat. Ale one są spowodowane sytuacją polityczną, istniejącymi podziałami. Każdy kontroluje się, aby nie poruszyć niewygodnych tematów. Choć czasami bywam świadkiem niemiłej wymiany zdań między turystami.

Czy także sama Grecja – w kontekście turystyki i jej infrastruktury, rozwoju technologii oraz obsługi klienta – wykorzystała zeszłoroczny czas zamrożenia i w jakiś sposób unowocześniła swój serwis?
Twoje pytanie zapewne wynika ze zmian jakie dokonały się w innych dziedzinach greckiego życia. Rzeczywiście, pandemia nam pokazała, że rzeczy niemożliwe, jak na przykład cyfryzacja, nagle stają się standardem. Niestety, turystyka nie odrobiła swojej lekcji. Wciąż borykamy się brakiem elektronicznych biletów wstępu. A jeżeli już taki gdzieś się wprowadza to system jest tak zawiły, że tracimy dwa razy więcej czasu. Doskonałym przykładem są kolejki do kas na Akropolu. Bilet normalny możemy kupić w sieci. Ale zapomnijmy już o zniżkowym czy bezpłatnym. Trzeba odstać swoje w kolejce. Brak preferencji dla grup generuje kosmiczne kolejki. Brakuje parkingów dla autokarów, toalet, kawiarnie przy wielu muzeach i stanowiskach archeologicznych są zamknięte. Czy wiesz, że w Olimpii od pięciu lat nie możesz napić się kawy? Po butelkę wody trzeba iść kilkanaście minut do wioski. Zeszłoroczny pomysł burmistrza Aten z deptakiem w historycznym centrum miasta spowodował, że przejazd autokarem po mieście wydłużył się drugie tyle. Z ratunkiem przyszła pandemia. Gdybyśmy mieli codziennie w Atenach po kilka statków wycieczkowych to miasto byłoby sparaliżowane. W Salonikach unikamy zwiedzania najpiękniejszej dzielnicy, czyli Ano Poli. Wjazd autokarem i postój przy Wieży Łańcuchowej graniczy z cudem, ponieważ wszędzie są nielegalnie zaparkowane samochody. Nie zniechęcam do podróży po Grecji, bo mój turysta tego nie odczuwa. Znam sposoby, aby ominąć przeszkody.

Zobaczyłam niedawno na portalu światowego lidera turystyki informacje o aplikacji, oferującej serwis „elektronicznego przewodnika”, także w Grecji. Czy naprawdę możemy zastąpić takie zawody Twój rozwiązaniami sztucznej inteligencji i algorytmami? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
Krzyczę od dawna, że nie zastąpi mnie aplikacja. Podróżowanie to odkrywanie historii kraju, jego kultury, smaków, aromatów, obyczajów. Ludzie poznają się nawzajem. Czy te relacje może zastąpić aplikacja? Mając elektronicznego przewodnika lepiej zostać w domu i zobaczyć wszystko wirtualnie. W tym roku po raz pierwszy w życiu oprowadzałem na żywo mówiąc do kamery. Oglądało mnie 1,5 tysiąca ludzi podczas spaceru po dzielnicy Ano Poli w Salonikach. Nie wyobrażasz sobie, ile stresu mnie to kosztowało. Takie oprowadzanie wymaga całkiem innej techniki, sposobu przekazu. Moim celem było zmotywowanie do odwiedzin miasta z profesjonalnym przewodnikiem. Wielokrotnie widzę ludzi, którzy z książką czy aplikacją próbują zwiedzać. Ale takie źródło nie odda klimatu miejsca. Raz z ciekawości obserwowałem grupę Polaków w Verginie, jednym z najciekawszych muzeów w Grecji. Nie mieli pojęcia co widzą, w pewnym momencie byli tak poirytowani, że zaczęli się kłócić między sobą kto z nich wpadł na pomysł wizyty w tym miejscu. Uwierz mi, muzeum w Verginie wzrusza, wzbudza emocje i nie miałem jeszcze turysty, który opuścił je rozczarowany. Od lat istnieje tendencja, szczególnie wśród dużych biur, aby wakacje były kojarzone z hotelem w opcji all inclusive, plażą. Zwiedzanie, odkrywanie próbują zepchnąć na boczny plan. Suchy opis zabytku nie pozwoli zrozumieć, dlaczego powstał Partenon na Akropolu i czym był dla ludzi wtedy żyjących. W swojej pracy rzadko używam dat, naukowych pojęć, liczb. Mnie chodzi, aby turysta wiedział po co wzniesiono daną świątynię, co tutaj się działo i po co tu w ogóle przyjechał. Aplikacje są po to, aby nam ułatwiać życie, a nie oduczać myślenia.

Przyjazdy turystyczne do Hellady mogą mieć wiele aspektów i alternatyw. Dlatego uważam, że jest to wielowymiarowa i wielowątkowa destynacja, która się nie znudzi. Chciałabym Cię natomiast poprosić, abyś opowiedział naszym czytelnikom, dlaczego czas utęsknionego urlopu winni przeznaczyć nie tyle na beztroski odpoczynek przy plaży, co na poznawanie historii i jej najważniejszych skarbów? Innym słowy mówiąc – dlaczego niejako „obowiązuje” znajomość dziejów tego fragmentu świata?
Podróżowanie w dawnych czasach było przywilejem zamożnych ludzi, ponieważ każda wyprawa zajmowała od kilku tygodni do kilku miesięcy, pochłaniała ogromne fundusze. Po drugiej wojnie światowej pracownicy zdobyli prawo do urlopu wypoczynkowego i możemy mówić o początku turystyki masowej. Ale wtedy świat chciał zwiedzać, odkrywać. Dzisiejsza forma wakacji została ograniczona przez duże biura podróży do plażowania, jedzenia i ilości gwiazdek w hotelu, które są do siebie podobne we wszystkich krajach śródziemnomorskich. Nie zapomnę awantury w autokarze, kiedy odjeżdżając z lotniska w Chanii przywitałem gości: ”Witajcie w Grecji!”. Jeden Pan zaczął krzyczeć, że biuro go okłamało, bo miał lecieć na Kretę. W swojej pracy walczę ze stereotypem, że przewodnik to gość, który klepie o historii, pokazuje kamienie, posągi, freski. Archeologia, historia stanowią niewielką część moich opowieści. Oprowadzanie po Meteorach to nie tylko klasztory, ale niepowtarzalna natura, wiara człowieka, którego uduchowienie zdeterminowało do osiedlenia się w takim miejscu. W Mykenach podziwiamy wielkie mury cyklopiczne, mało kto zdaje sobie sprawę czym zajmowało się ówczesne społeczeństwo, jak ceniło sobie sztukę, lubiło żyć wśród piękna 3500 lat temu. Olimpia, Epidauros, Delfy wzruszają, kiedy zrozumiemy co tam się działo na przestrzeni wieków. Nawet ich położenie nie jest przypadkowe, doskonała symbioza człowieka z naturą zaskakuje i zmusza nas do przemyśleń. Po takiej dawce emocji warto napić się pysznej kawy, spróbować wyśmienitej kuchni, posłuchać o zwyczajach, podelektować się greckim stylem życia. Podczas kilkudniowych objazdów nie opowiadam od razu o dzisiejszej Grecji. Polecam turystom obserwować otoczenie, ułożyć własne teorie, a po dwóch trzech dniach porządkuję im tę wiedzę. Grecja to wielkie puzzle, których elementy układamy wspólnie z każdą godziną czy dniem, kiedy jesteśmy razem. Dlatego warto wyściubić nos poza hotel. Nawet indywidualnie, bez przewodnika, zajrzeć do sklepiku, do kafenijo, poobserwować miejscowych, podejrzeć, spróbować sera, wina, poczuć zapachy przyrody. Wyjeżdżamy z takich wakacji o wiele bogatsi. Być może naszą rozmowę czytają turyści, których miałem przyjemność oprowadzać i podzielą się swoimi doświadczeniami. Podróże kształcą to powiedzenie stare jak świat i wciąż aktualne. Dzięki pandemii widzę trend powrotu do takiej formy odkrywania kraju.

Jesteś autorem książek o Grecji, od lat udzielasz także wywiadów przybliżając Polakom swoją miłość do Twojej drugiej ojczyzny. Domyślam się jednak, że często – nawet bardzo często – musisz w swej pracy zmagać się ze stereotypami czy fake newsami, które niesprawiedliwie deprecjonują Helladę. Czy wielu mamy znawców Grecji, którzy nawet nie bywają w Grecji?
Żyjemy w dziwnych czasach, kiedy każdy jest znawcą każdego tematu. Nie ufamy autorytetom, wierzymy w spiskowe teorie dziejów, nie słuchamy ludzi nauki. Teraz duża część społeczeństwa stała się specjalistami od pandemii, szczepionek. Zdobywamy wiedzę czytając tylko tytuły i nagłówki, a w najlepszym przypadku kształtujemy opinię na dany temat. Podobnie jest w mojej branży. Ktoś przyjechał jeden raz na wakacje do Grecji i staje się ekspertem. Tworzy blog, grupę w mediach społecznościowych, zaczyna kreować swoją rzeczywistość. Obserwuję w sieci przypadki osób mieszkających w różnych regionach Grecji, którzy uważają siebie za najlepsze źródło informacji. Ale każdy temat traktują powierzchownie, na podstawie codziennych doświadczeń. Nie wnikają, dlaczego panuje chaos architektoniczny, dlaczego jest brudno na ulicy, dlaczego Grek nie szanuje swojego państwa, skąd trafiły przepyszne potrawy, które uważamy za tradycyjne, skąd pochodzą takie, a nie inne zwyczaje. Przy okazji podają błędne informacje historyczne, interpretują je według swojego sposobu myślenia. Nie da się wytłumaczyć greckiej rzeczywistości przez porównania z Polską czy innym krajem. Coraz więcej ludzi próbuje przy okazji zrobić na tym interes. Właściciel pokoju do wynajęcia w Atenach poleca usługi oprowadzenia po mieście, zorganizowania wycieczki i jeszcze dostarczy oliwę z oliwek od chłopa. Irytują mnie hasła, że nie warto zapłacić 30 € za bilet na Akropol, bo można zobaczyć Partenon z okolicznego wzgórza czy zza płotu. O lenistwie Greków krążą legendy, a ja wciąż próbuję ich znaleźć. W każdym społeczeństwie są tacy ludzie, ale nie większość, aby od razu zrobić z tego cechę narodową. Podobnie jest z opinią o bałaganie, brudzie. Czy ktoś z tych ludzi wszedł do greckiego domu? Czy ktoś spróbował zrozumieć mentalność tego narodu? Mógłbym wymieniać w nieskończoność nieścisłości, którymi zalewani są turyści. Po deregulacji zawodów przewodnika, pilota, rezydenta w Polsce do branży przyszło wielu ludzi bez żadnej wiedzy, doświadczenia. Niektórzy myślą, że polskie prawo obowiązuje również w Grecji, bo jesteśmy w Unii Europejskiej. A tak nie jest. Tacy ludzie obniżają jakość usług, niszczą rynek, „wychowują” rzeszę turystów nie ufających profesjonalistom. Na szczęście jest też wielu świetnych pilotów, którzy szanują kraj i jego mieszkańców, w którym pracują i zarabiają na chleb. Ze swojej strony poprzez książki, publikacje, działania w mediach społecznościowych próbuję rzetelnie mówić o Grecji.

Jak sądzisz, z czego może wynikać ta tendencja do szukania wad w narodzie, od którego Polska jest oddalona ponad dwa tysiące kilometrów?
Szukamy wad, minusów, aby stworzyć swoją idealną bańkę do życia. Wynika to z kompleksów, braku dowartościowania. W ciągu ostatnich lat obserwuję jeszcze tragiczne efekty obniżania poziomu edukacji. Niektórzy nie mają podstawowej wiedzy o historii, mitologii, religii, kulturze, ale nie chcą się do tego przyznać i reagują atakiem, ironią, ośmieszaniem. Podczas zwiedzania lubię prowadzić dialog z turystami, ale go ograniczam, bo zadaję trudne pytania. Coraz więcej ludzi nie wie, ilu było bogów olimpijskich. A ja nie chcę nikogo urazić, więc wprowadzam zasadę „milczenie jest złotem” i sam sobie odpowiadam. Z drugiej strony mam do czynienia z turystami, którzy sprawdzają moją wiedzę w Wikipedii i próbują zadać podchwytliwe pytanie, aby zabłysnąć. Muszę wtedy zachować poważny wyraz twarz i udzielić odpowiedzi. Na szczęście trafiam na fantastycznych turystów, którzy zadają proste, niewinne pytania, ale czuję ich ciekawość, chęć zrozumienia tematu. Uczestniczę też w arcyciekawych dyskusjach. Do ciężkich tematów wywołujących emocje należał kryzys Grecji. Pamiętam jak polskie media drwiły sobie z trzynastej czy czternastej pensji, dodatków za brak windy czy klimatyzacji, niepłacenia podatków, przejadania pieniędzy z UE. Za dziennikarzami powtarzali to nagminnie turyści. Na twarzach wielu widziałem oburzenie, kiedy spokojnie, logicznie tłumaczyłem, dlaczego mało kto płacił podatki, dlaczego Grecja popadła w długi, jak cały kryzys został wsparty przez Europę, jakie koszty utrzymania ma greckie państwo. Oskarżali mnie, że zapomniałem skąd pochodzę, sprzedałem się Grekom. Pokazuję też negatywne strony jak biurokracja, niesprawiedliwość społeczna, nieodpowiedzialność polityków, kiepskie podejście do tematów ekologii.

Wspominałeś kiedyś, że z Grecją związany jesteś również prywatnie, mianowicie poprzez swoją żonę. Co pokochałeś w swojej partnerce?
Nigdy nie patrzyłem na swoją żonę przez pryzmat narodowości. Zafascynowała mnie jej radość do życia, trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. Jest idealną osobą do prowadzenia długich dyskusji. Świetnie gotuje i lubi delektować się życiem. Pomimo, że wychowaliśmy się w dwóch różnych światach to mamy zaskakująco mnóstwo wspólnych doświadczeń z dzieciństwa. Po tylu latach pobytu poza granicami Polski czuję, że wątki narodowościowe pomieszały się w mojej głowie. W naszym domu to Despina dba o polskie zwyczaje, częściej tęskni za polskimi smakami. A ja z kolei wielokrotnie odkrywam przed nią tajemnice jej ojczyzny. Podczas niedzielnych czy świątecznych spotkań zawsze z ciekawością rozmawiam o historiach uchodźców, ponieważ rodzina mojej teściowej trafiła do Salonik z Izmiru… Chyba jakiś specjalista musi na nas spojrzeć i wyciągnąć wnioski.

W takim razie do Ciebie i korzeni Twojej żony wrócimy w następnym roku, kiedy będziemy w Grecji wspominać w sposób szczególny wydarzenia przed stu lat i wymianę mniejszości religijnych pomiędzy Grecją a Turcją. Natomiast które cechy Greków mógłbyś zaadoptować w Polsce, a które cechy Polaków – w Grecji?
Każdemu polecam, aby zabrał do Polski niepoprawny optymizm, dystans do problemów, umiejętność delektowania się życiem, radość Greków. A do Grecji importowałbym trochę więcej poszanowania zasad i prawa, sprawności organizacyjnej, która tutaj jest niezbędna, a jednocześnie możliwa, co pokazała nam pandemia.

Być może mało kto pamięta, że majestatyczny ateński Akropol – dla wielu z nas symbol Grecji – widział wiele epidemii mających miejsce w jego cieniu. Dla mnie jego światła są zawsze iskrą przynoszącą ukojenie, bo przecież – zgodnie ze słowami Heraklita – „wszystko płynie”. Co dla Ciebie pozostanie znakiem pandemii?
Pandemia minie, szybko o niej zapomnimy. Zresztą pokazuje to historia. Życie płynie dalej i zapewni nam kolejne niespodzianki. Nie zapomnę dwóch pandemicznych obrazów. Jeden to Akropol w połowie lipca 2020 roku, kiedy byłem jedynym przewodnikiem na świętym wzgórzu. A drugi to opuszczony plac Arystotelesa w Salonikach. Zawsze pełne życia miejsca nagle przypominało mi miasto duchów.

Dziękuje za rozmowę Marcinie. I życzę dalszych wspaniałych lat w trasie!

Rozmawiała: Katarzyna Jakielaszek
zdjęcia: archiwum prywatne

NAJNOWSZE

KUCHNIA

Informacje polonijne