Korzystając z zaproszenia Teo Vafidisa – szefa kuchni i autora programu „Filozofia Smaku”, w ciągu pięciu dni przemierzyłam Ateny, wyspy Sarońskie, Peloponez oraz Delfy.

Miałam okazję zobaczyć cuda antycznego świata, skosztować lokalnych przysmaków, poczuć kameralną atmosferę panującą na wyspach. Menu przygotowane przez Teo zostało skrojone na miarę!

Na przystawkę: Ateny
Grecka stolica będąca kolebką kultury europejskiej i demokracji stanowi jedno z najchętniej odwiedzanych miast Europy. I nic dziwnego – zwiedzających czekają atrakcje na każdym kroku. Obserwuję japońskich turystów robiących sobie selfie przed Stadionem Panatenajskim, a sama pozuję do zdjęcia z przystojnym gladiatorem, którego poznaję w okolicach Świątyni Zeusa Olimpijskiego i Łuku Hadriana. Opowiada mi o historii miasta i pochodzeniu jego nazwy. - Atena i Posejdon wzięli udział w zawodach, aby wywalczyć sobie prawa do najważniejszego miasta Hellady. Miało ono zostać nazwane imieniem tego boga, który podaruje mieszkańcom najbardziej przydatny prezent – zaczyna z pasją. Znam ten mit doskonale, ale mu nie przerywam. Najwidoczniej współcześni gladiatorzy w inny sposób muszą walczyć o uwagę…!

Ateny Odeon HerodaOdeon Heroda Attyka – odeon w Atenach, uważany za największy i najwspanialszy z odeonów starożytnych

Lubię późne popołudnie w Atenach. Zabytki oblane są ciepłym, złotym światłem, które nadaje im pewnej dozy tajemniczości. W tym czasie szczególnie pięknie wygląda Akropol i okolice. Podziwiam Odeon Heroda Attyka i Teatr Dionizosa, a chwilę później wspinam się na wzgórze Aresa, z którego rozciąga się wspaniała panorama na Akropol i górę Likavitos. Całe miasto leży u moich stóp! Porzucam punkt widokowy kilkanaście minut później, bo chcę zdążyć na zmianę warty. Ceremonia na placu Syntagma, prowadzona według sztywnych reguł, odbywa się codziennie o pełnych godzinach i przez całą dobę. Dowiaduję się, że Ewzoni, czyli żołnierze służący w Gwardii Prezydenckiej, muszą spełnić liczne warunki, żeby dostać się do tej reprezentacyjnej formacji wojskowej. Musi ich również cechować określony wygląd i niebywała precyzja. Ciekawostką jest, że plisowane krótkie spódniczki, które noszą zaprasowane są w 400 fałd upamiętniających 400 lat okupacji tureckiej.

Ateny stadionStadion Panateński lub Kalimarmaro w Atenach

Wieczorem wybieram się ze znajomym Grekiem do przystani Zea w Pireusie. Marina wygląda przepięknie. Od dawna marzyłam, żeby przyjść tutaj na kolację. I choć z Takisem nie łączą mnie żadne relacje prócz przyjacielskich, wieczór jest niezwykle romantyczny. Atmosfera tego miejsca wprowadza mnie w doskonały nastrój, a owoce morza serwowane w Ammos należą do najlepszych, jakie jadłam na kontynencie. Ale to nie koniec atrakcji, jakie przygotował mój kompan. Wspinamy się po schodach prowadzących do Tony’s Bar, który wypełniony jest uśmiechniętymi ludźmi. Koktajle są wyborne, a muzyka sama porywa do tańca. Bawię się świetnie, ale pora wracać do hotelu. Jutro czeka mnie pobudka bladym świtem.

Aperitif: wyspy Sarońskie
Słońce wstaje, gdy zjawiamy się w porcie. Przed nami całodniowa wycieczka na trzy wyspy Sarońskie: Hydrę, Poros i Eginę. Nie cierpię porannego wstawania, ale tym razem przyszło mi ono bez trudu. Tyle słyszałam o tych malutkich wysepkach, że nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie je zobaczę na własne oczy.
Do Hydry dobijamy po trzech godzinach i dwóch kawach. I z miejsca jestem urzeczona. Zachwycam się rezydencjami rodzin kupieckich zaprojektowane niegdyś przez architektów z Wenecji i Genui. Oglądam najważniejszą świątynię na wyspie – katedrę Panagia Mitropoleos. chłonę atmosferę tętniącej życiem mimo wczesnej pory promenady i robię zdjęcie wystawiającemu język osiołkowi. Zapuszczam się w drobne uliczki, w których chciałabym się ukryć i zostać na dłużej. Ale goni mnie czas. Już pora na kolejną wyspę – Poros.

PorosPoros
Przyglądam się rybakom sprzedającym świeżo złowione ryby prosto z pokładów kutrów i już żałuję, że nie będę miała okazji spróbować lokalnych specjałów, o których tyle słyszałam od znajomych. Nie ma na to czasu. Drażni mnie ten pośpiech, do którego nie przywykłam w Grecji. Przecież to wbrew tutejszej naturze! Pociesza mnie myśl, że oto zaraz znajdę się na słynącej z sadów pistacjowych Eginie. Bo ja uwielbiam pistacje i wszystko, co się z nimi wiąże. Gdy więc widzę stoisko z pistacjowymi frykasami, na moment wszystko inne przestaje się liczyć. Nie mogę się oderwać od degustowania kolejnych smakołyków, w tym pysznego kremowego masła. Moi towarzysze ruszają do kościoła Omorfi Ekklisia, a ja po zakupach dołączam do Teo siedzącego w kawiarence przy nabrzeżu. - Tego masła to ja pewnie do domu nie dowiozę - dzielę się z nim swoimi obawami. - Przecież możesz zrobić je sama, to proste - przekonuje Teo. - Najpierw musisz zrobić czysty mus z pistacji, ale pamiętaj, że orzeszki, tych potrzebujesz z 600g na mały słoiczek, nie mogą być solone. Miksujesz przez ok. 15-25 minut aż do uzyskania gładkiej kremowej masy. Pod koniec dodajesz łyżkę lekko roztopionego masła i małą szczyptę soli dla wzbogacenia smaku.
Dowiaduję się, że tak przygotowaną bazę można doprawiać na wiele sposobów. Jednym z najlepszych jest połączenie powstałej masy z rozpuszczoną w kąpieli wodnej białą czekoladą lub doprawianie go cynamonem i miodem a nawet sproszkowanym kakao i cukrem wanilinowym. I załatwione!
Bez skrupułów zjadam słoiczek masła w drodze powrotnej do Aten.

Danie główne: Peloponez
Znany z doskonałej oliwy i wspaniałych zabytków antycznego świata Peloponez wciąż jest dla mnie nieodkrytą kartą. Wiem, że dwa dni to zbyt mało, żeby poznać region, ale cieszę się na myśl, że zobaczę jedne z najważniejszych jego skarbów. Zaczynamy od Kanału Korynckiego.

kanalKanał Koryncki

Gdy znajduję się na jednym z jego sześciu mostów, przypominam sobie burzliwą historię jego powstawania. Jako pierwszy na pomysł stworzenia przesmyku wpadł tyran Periander, ale budowa nie doszła do skutku. Potem za budowę kanału zabrał się Neron, jednak dzieło nie zostało dokończone w związku ze śmiercią cesarza. Przez wieki wielu innych chciało kontynuować projekt, ale ciągle coś stało na przeszkodzie. Wreszcie kanał oddano do użytku w styczniu 1894 roku, czyli 2,5 tys. lat od pierwszych planów jego budowy!

EpidaurosEpidauros

Po krótkim postoju ruszamy w dalszą drogę. I oto wreszcie jest – Epidaurus, najlepiej zachowany grecki teatr. Budowla robi na mnie ogromne wrażenie. Teatr mogący pomieścić 14 tys. widzów słynie z doskonałej akustyki – każdy dźwięk doskonale słychać nawet w najbardziej oddalonym rzędzie. Przechadzam się po scenie, wchodzę na widownię i siadam na jednym z kamiennych stopni. Wyobrażam sobie, jak niegdyś wyglądały przedstawienia. Wiele bym dała, żeby w jednym z nich uczestniczyć, ale niestety nie wynaleziono jeszcze wehikułu czasu. Dowiaduję się za to, że wciąż odbywają się tutaj występy w ramach trwającego latem festiwalu. Następnym razem, obiecuję sobie.

Mykeny wykopaliskaMykeny - wykopaliska

Popołudniem docieramy do Myken. Grób Agamemnona robi na mnie mniejsze wrażenie niż leżące nieopodal starożytne ruiny. Wspinamy się ścieżką do Cytadeli otoczonej pokaźnymi murami. Starożytni Grecy nazwali je „cyklopowymi”, bo nie mogli uwierzyć, że tak ogromna budowla mogła zostać wzniesiona przez ludzi. Przechodzimy przez Bramę Lwic do pierwszego kręgu grobów królewskich. Schliemann – niemiecki archeolog-amator, który odkrył Mykeny, uważał, że to właśnie w tym miejscu pochowano Agamemnona, jego brankę Kasandrę oraz jego stronników. Odnaleziono tu imponującą ilość złotych przedmiotów świadczących o bogactwie miasta, w tym złotą maskę pośmiertną, która obecnie znajduje się w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach.

Kolejny dzień rozpoczynamy w zachodniej części Peloponezu, w przepięknej dolinie rzeki Alfejos, gdzie leży jedna z najważniejszych świątyń starożytnej Grecji dedykowana Zeusowi. Pomimo odosobnienia, Olimpia stała się najważniejszym ośrodkiem religijnym i sportowym w Grecji. To tutaj ku czci Zeusa co cztery lata odbywały się igrzyska olimpijskie. Miesiąc przed oraz podczas igrzysk olimpijskich w Grecji obowiązywał tzw. święty pokój, a udział w nich mogli brać wyłącznie niekarani wolni obywatele Hellady. Kobiety nie brały udziału w uroczystości, nawet w charakterze widzów. Musiały opuścić Olimpię na czas zawodów inaczej groziła im śmierć. To nie przeszkodziło spartańskiej księżniczce Kynisce wystawić czterokonny rydwan i wygrać. Jakim cudem? Przewodniczka tłumaczy, że kobieta mogła zostać olimpionikiem poprzez wystawienie konia lub rydwanu do wyścigów, bo właściciel rzadko jechał czy powoził sam, ale to zawsze on otrzymywał nagrodę. Zwycięstwo nie wymagało więc nawet obecności na zawodach. Wymieniamy z dziewczynami porozumiewawcze spojrzenia – i kto powiedział, że kobiety to słaba płeć?

Na deser: Delfy
Opuszczamy Peloponez, mijając po drodze przepiękne krajobrazy, przez które nie mogę odkleić się od szyby autokaru. Wyjątkowo nawet nie przeszkadza mi długa podróż. Oglądam łódki leniwie kołyszące się na morzu, kolorowe domy, małe zatoczki z piaszczystym brzegiem. I nie mogę odżegnać się od myśli, że tu jest po prostu pięknie! - Poczekaj aż zobaczysz Delfy - uśmiecha się Teo.
I faktycznie, miasteczko otoczone górami zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia. Jednak to nie pora na zwiedzanie, to przewidziane jest na jutro. Dziś wieczorem będziemy gotować! Teo przyrządza dla nas krewetki w sosie pomidorowym z fetą i makaronem orzo. Pomruki zadowolenia unoszą się znad talerzy. Ale to dopiero początek wieczoru. Z tarasu przenosimy się do środka restauracji Lefas, gdzie zaczynamy ucztę bogatą w lokalne potrawy. Próbuję wszystkiego, co tylko pojawia się na stole, wiedząc, że odbije się to na mojej wadze. Ale kto by się tym martwił skoro jedzenie jest wyśmienite? Postanawiamy spalić nieco kalorii, udając się na spacer po miasteczku. Ten należy do krótkich, bo i Delfy nie są największe. Noc jeszcze młoda, więc wstępujemy na drinka do baru Amigos i ze śmiechem zauważamy, że znajduje się na wprost naszego hotelu, więc problemów z powrotem na pewno nie będzie!

Olimpia muzeumOlimpia - Muzeum

Delfy w czasach swojej świetności stanowiły centrum Europy pod względem religijnym, kulturalnym oraz społecznym. Nazywano je pępkiem świata, gdyż wedle mitologii to właśnie tu spotkały się dwa orły wypuszczone w przeciwne strony świata przez Zeusa, wyznaczając środek ziemi. Rozglądam się wokół, podziwiając jeden z najważniejszych obiektów archeologicznych Europy i świata leżący w pięknej scenerii otoczony górami Parnasu. Uśmiecham się do siebie. Wreszcie tu jestem.

Delfy ApolloDelfy - Świątynia Apollo

Cały kompleks podzielony jest na trzy części. Największym jest Święty Krąg, w którym znajdują się ruiny najważniejszej budowli, czyli Świątyni Apolla. W jego świątyni rezydowała najważniejsza wyrocznia – kapłanka Pytia, która wdychając halucynogenne opary, wprowadzała się w narkotyczny stan i wypowiadała przepowiednie, które kierowały losem całego greckiego świata. Ale do wyroczni przyjeżdżali również władcy z wielu innych stron, prosząc o radę w najważniejszych sprawach państwowych. Co ciekawe, jej odpowiedzi były zawsze dwuznaczne, by nikt nie mógł podważyć jej autorytetu. Sprytne, prawda?

Delfy Teo gotujeDelfy - Teo Vafidis gotuje

Koło południa miasteczko wydaje się opustoszałe. Znajdujemy schronienie na tarasie kafenio, skąd rozciąga się przepiękna panorama na okolicę. Sączymy domowej roboty lemoniadę i mimo że żadne z nas nic nie mówi, wszyscy myślimy o tym samym – nie mamy ochoty się stąd ruszać. Czas płynie powoli i leniwie. I oto przecież właśnie chodzi, wszak jesteśmy w Grecji!

tekst i zdjęcia: Agnieszka Zawistowska / Akcja Grecja

logo ag



nk-widget