Gladiatorzy przed walką spluwali w rękę na szczęście; przy ziewaniu usta zakrywano nie tylko z troski o higienę, ale też by nie wniknął przez nie demon; jedynym dniem, kiedy można było spotkać mańkuta bez obawy o pecha był wtorek. Nawet dziś wszyscy ulegamy przesądom, choć czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.

„Przesądy są przejawem lęków i zagrożeń. Jeśli jakaś sprawa w naszym życiu opiera się tylko na szczęściu, to jesteśmy skłonni zaklinać je wszelkimi siłami" – uważa Agnieszka Kostrzewa z Muzeum Etnograficznego im. Marii Znamierowskiej-Prufferowej w Toruniu.

W czasach przedchrześcijańskich każda religia miała swój obrządek magiczny. Świat postrzegano jako miejsce pełne niebezpieczeństw i demonów. Z braku możliwości naukowego wyjaśnienia przyczyn niektórych zjawisk pogodowych czy epidemii tłumaczono je w sposób irracjonalny. Obrzędy magiczne miały zapewnić ludziom przychylność sił nadprzyrodzonych: zdrowie i obfity plon.

Już w 77 roku n.e. spluwano w dłoń przed jakimś wysiłkiem fizycznym. Robili to np. gladiatorzy czy atleci. „Wierzono, że ślina ma moc oczyszczającą, odgania złe duchy i dzięki temu zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Dzisiejsze splunięcie przez ramię, to nic innego jak przegnanie szatana zza pleców" – wyjaśniła Agnieszka Kostrzewa.

Z obawy przed demonami wiąże się też zwyczaj zasłaniania ust przy ziewaniu. Dzisiaj robimy to przede wszystkim z powodów higienicznych i grzecznościowych. Dawniej jednak wierzono, że otwarte usta są bramą do naszej duszy, a gdy ziewamy, może przez nie wniknąć demon. Duszę należało więc chronić zasłaniając usta.

Złe moce miały też odstraszać dzwonki. „Dawniej śmiertelność dzieci była znaczna i nowonarodzone dziecko uznawano za szczególnie narażone na złe moce" – wyjaśniła prelegentka. Dlatego nad dziecięcymi łóżeczkami wieszano zabawki i dzwoneczki.

Symbolem, który zapobiegał działaniu demonów, był też krzyż. Choć jest on najbardziej znanym znakiem chrześcijańskim, to był też ważnym symbolem w kultach przedchrześcijańskich. W krajach anglosaskich do tej pory krzyżuje się palce na szczęście, czego odpowiednikiem w naszej kulturze jest trzymanie kciuków.

Również zwyczaj przeniesienia panny młodej przez drzwi do mieszkania wynika z obaw przed działaniem złych mocy. „Moment ślubu jest uważany za czas przejścia. Szczególnie dotyczy to panny młodej, która do momentu ślubu pozostawała istotą aseksualną. Ślub wprowadzał ją do nowego świata, dlatego była szczególnie narażona na działanie demonów. Pan młody musiał przenieść ją przez próg, by nie wniosła do domu złych mocy" – powiedziała Kostrzewa.

Dlaczego parę młodą wita się zazwyczaj chlebem i solą? Chleb jest symbolem dostatku, a sól najczystszą substancją używaną w gospodarstwie domowym. Sól świetnie konserwuje, uważana jest za symbol trwałości i dostatku. Dlatego rozsypanie soli wróży kres dostatku i niezgodę.

Symbolem trwałości i szczęścia jest z kolei węzeł, dlatego często mówimy o więzach małżeńskich. W krajach anglosaskich wierzono, że opóźniający się poród można przyspieszyć, zawiązując wokół bioder kobiety pasek. „Ojciec dziecka zdejmował go mówiąc: co zawiązałem to i rozwiązuję. Potem musiał opuścić salę, by nadać swoim słowom moc sprawczą" – wyjaśniła prelegentka.

Pecha mogło przynieść za to spotkanie mańkuta. Lewa strona była uważana powszechnie za „złą", bo większość ludzi jest praworęczna. Był tylko jeden dzień w tygodniu, w którym spotkanie z osobą leworęczną nie musiało oznaczać nieszczęścia. Był to wtorek - poświęcony jednemu z leworęcznych greckich bóstw.

lustro zbite

Skąd się wzięło powiedzenie o siedmiu latach nieszczęścia zwiastowanych przez rozbite lustro? „Wierzono, że lustro nie pokazuje jedynie naszego odbicia, ale też równorzędną rzeczywistość, naszą duszę, troski, uczucia. Jeśli przez nadtłuczenie lustra nastąpi deformacja tej rzeczywistości, to możemy spodziewać się, że np. nasze ciało zostanie uszkodzone. Człowiek miał odnawiać się co siedem lat, dlatego właśnie w tym czasie miało zamknąć się nieszczęście" – tłumaczyła Agnieszka Kostrzewa.

Do tej pory w wielu domach lustra zasłania się, kiedy ktoś umrze. Dawniej robiono to, bo obawiano się, że przez lustro, które umożliwia spojrzenie w przeszłość i przyszłość, nieboszczyk dobierze sobie towarzyszy podróży w zaświaty.

Dlaczego zdarza się nam odpukać w niemalowane. W wielu mitach dotyczących powstania świata bogowie i demony wspólnie tworzyły świat. Siedzibą bogów było niebo, a diabła - podziemie. „Gdy odpukamy w drewno, to tak jakbyśmy unieszkodliwiali złe moce, kierując je tam, gdzie ich miejsce - pod ziemię” – wyjaśniła prelegentka.

Współcześnie przesądy często mają już tylko grzecznościowy charakter. „Mówi się np. +będę trzymać za ciebie kciuki+ i nie ma to znamion wielkiej wiary, ale dowodzi dobrych intencji mówiącego. Ulegamy im wszyscy, choć czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy” – podkreśliła Kostrzewa.

Wykład „Spluń przez lewe ramię, odpukaj w niemalowane i trzymaj za mnie kciuki! Po co nam tego typu zachowania?” przygotowany przez Agnieszkę Kostrzewę odbył się w ramach 13. Festiwalu Nauki i Sztuki w Toruniu.


Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

 



nk-widget