Spędziliśmy na stażu w Atenach dwa miesiące wypełnione wieloma ciekawymi doświadczeniami i, jak się okazało, mnóstwem rzeczy, do których zaskakująco łatwo było się tu przyzwyczaić, ale niesamowicie ciężko będzie się odzwyczaić po powrocie do Polski. Oto 9, jakie udało mi się zebrać:

Rozmawianie otwarcie po polsku
Zaskakujące, jakie tematy można poruszać w środkach komunikacji publicznej, kiedy się wie, że nikt nie rozumie języka, w którym mówisz. Można skomentować nietrafiony makijaż jakiejś pani, dorobić historię do czyjejś głośnej rozmowy w środkach komunikacji miejskiej czy też otwarcie wyrazić nadzieję, że zamówione jedzenie przyjdzie do stolika szybciej i nikt nie powie, że jesteśmy niecierpliwi albo bezczelni. Obawiam się, że z podobną lekkością wypowiedzi wkroczę później do krakowskich tramwajów z tą różnicą, że ludzie będą na mnie patrzeć z wyrazem zrozumienia w oczach i czasem chęcią wypchnięcia mnie za drzwi.

powrot1

Wstawanie późno
Zdarzało się wstawać o różnych porach. Przed wyjazdem pracowałam w gastronomii i do pracy czasem wstawałam o 4:30. Przez te dwa miesiące ta smutna konsekwencja dorosłości mnie omijała. Nie mówię, że spaliśmy do południa, ale nie musieliśmy się też zrywać, kiedy na zewnątrz było jeszcze ciemno. Po powrocie pewnie będę pracować podobnie i przestawienie się na nowo na tryb wstawania w środku nocy będzie czystym cierpieniem.

Wychodzenie na balkon
Mieszkamy w rewelacyjnym mieszkaniu, gdzie z każdego pokoju jest bezpośredni dostęp na balkon. Cudowny balkon, na którym jest dużo miejsca, żeby posiedzieć wieczorem przy dobrym jedzeniu i winie albo zjeść rano śniadanie w przyjemnym słońcu. Teraz śniadanie będę jeść w swoim ciasnym pokoiku, siedząc na łóżku i sięgając do stolika, patrząc przez brudne okno na pętlę tramwajową.

Codzienne słońce i wysokie temperatury
Chyba szczerze się rozpłaczę, kiedy w Polsce co drugi dzień będzie padał deszcz i temperatura spadnie do 15 stopni. Bo tu przez dwa miesiące padało jedynie raz, a temperatura w ciągu dnia nie spadała poniżej 30 kresek. Będzie mi brakować codziennego słońca i ciepła, tego, że nie musiałam się zastanawiać, w co się ubrać rano, bo już wtedy była taka sama temperatura, jakiej można się spodziewać wieczorem. W Polsce należy ze sobą zabrać rano cieplejszą bluzę, ale ze świadomością, że może się stać zbędna w ciągu dnia, będzie znowu potrzebna wieczorem, a jeszcze po drodze przyda się parasol.

powrot3

Chodzenie na plażę
Do takiej prawdziwej z morzem mam w Polsce 600 kilometrów. Nic dziwnego, że przed wyjazdem do Grecji ostatni raz byłam nad morzem w podstawówce. I co prawda nie jestem typem osoby, która lubi leżeć tyłkiem do góry na plaży cały dzień, ale za tą nieskrępowaną możliwością wyboru będę tęsknić.

Przechodzenie na czerwonym świetle
Nie promuję tu naruszania przepisów ruchu drogowego, broń Boże. Ale faktem jest, że między Polską a Grecją w tym temacie jest, delikatnie mówiąc, różnica. W Polsce często można natknąć się na łapankę – funkcjonariusze parkują radiowóz w pobliżu miejsca, gdzie ludzie najczęściej przechodzą „na dziko” i tylko odliczają wypisane mandaty i kalkulują premię. W Grecji bywa z kolei zupełnie odwrotnie. Można bowiem przejść na czerwonym pod nosem trzech funkcjonariuszy, którzy popijają kawę i wszystko oczywiście widzą. Nie dzieje się nic. Jakby grupa ludzi grzecznie przeszła na zielonym świetle. Zbieram zakłady: ile mandatów zarobię w pierwszym tygodniu w Polsce?

Chodzenie środkiem ulicy
Chodniki w Grecji są wąskie i rosną na nich bardzo niskie drzewa, co odrobinę utrudnia poruszanie się po nich. Nic dziwnego, że wszyscy Grecy w naturalny sposób schodzą z chodników na ulice. Nikomu to nie wadzi, kierowcy uważają na pieszych, piesi uważają na kierowców. Dla każdego jest miejsce na drodze. I to wchodzi w nawyk także obcokrajowcom. Jestem pewna, że pierwszą rzeczą, jaką zrobię w Krakowie, będzie spacer bokiem jakiejś ruchliwej drogi. Spróbuję na Alejach.

powrot2

Luz
W Polsce trochę tak jest, że na każdym kroku czuć, że ludzie chodzą spięci. Wiecznie się gdzieś spieszą, za czymś gonią, coś muszą mieć na już. Jakby życie trzeba było przeżyć natychmiast, dokładnie w tej chwili, bo jutra może nie być. Od Greków chciałabym do Polski zabrać trochę tego luzu i spokoju. Nic się nie stanie, jeśli całego życia nie przeżyjemy właśnie dzisiaj. W knajpie poczekamy trochę dłużej na zamówienie, bo nie ma dokąd się spieszyć i kelner to wie. Jadąc samochodem pewnie nie raz zatrzymamy się nagle na środku drogi, bo przed nami kierowca właśnie na ulicy zauważył znajomego, z którym chce zamienić dwa słowa, bo kierowca wie, że dwie minutki nikogo nie zbawią. Na balkonach i ławkach przy ulicach wieczorami siedzą starsi i młodzież, ciesząc się swoją obecnością i czasem, który mają dla siebie. Ważniejsze od gonitwy za czymś ulotnym jest to spotkanie i ten czas dla kogoś.

Sjesta
To też wspomniany już luz, ale inaczej. Na początku nie potrafiłam się przestawić na tutejszy styl dnia i nawet trudny do zniesienia upał nie wywołał u mnie pragnienia odpoczynku w ciągu doby. Sjesta weszła mi w krew nieco później. Nauczyłam się ucinać sobie krótką drzemkę w ciągu dnia i funkcjonować nieco dłużej w nocy. Teraz pewnie długo po powrocie do Polski będę przerywać swoje zajęcia i kłaść się godzinkę czy dwie po południu. Mam nadzieję, że nie spróbuję tego zrobić w pracy.

Tekst: Monika Szarek

Zdjęcia: Krzysztof Mlyczyński



nk-widget