Przez ostatnie kilka lat przyzwyczailiśmy się już do doniesień o ekstremalnych zjawiskach pogodowych. Ale to, co dzieje się tego lata jest bardzo znaczące: nie tylko widać wyraźnie, do czego może prowadzić ocieplenie klimatu, ale i poważne problemy wynikające z zaburzenia układu wiatrów i prądów oceanicznych na całej planecie - pisze dla POLITICO Stefan Rahstorm.

Tylko w ciągu kilku ostatnich miesięcy doświadczyliśmy ekstremalnych upałów w Europie Zachodniej, Kanadzie, na Alasce, na zachodzie Stanów Zjednoczonych, w Teksasie, Japonii i Algierii, gdzie ustanowiono nowy rekord temperatur dla Afryki. Grecja, Skandynawia, Kalifornia i Syberia cierpiały z powodu suszy i pożarów, podczas gdy Japonię, Stany Zjednoczone, Europę i Indie dotknęły niszczące powodzie. Liczba ofiar i ilość utraconych plonów wciąż nie są do końca znane.

To, że ocieplenie klimatu prowadzi do coraz częstszego występowania ekstremalnych temperatur, nikogo raczej nie dziwi – dawno już potwierdziły to analizy naukowe. Obecnie notuje się pięciokrotnie więcej rekordowych temperatur – takich, jak "najgorętszy lipiec w Kalifornii w całej historii pomiarów" – niż miałoby to miejsce w klimacie stabilnym.

Dlatego też oczekujemy, że rosnące upały będą wysuszać nam ziemię, powodując susze i pożary. Mamy też świadomość, że czekają nas potężniejsze deszcze – bo cieplejsza atmosfera może wchłonąć (a potem oddać) więcej wody. Wzrost ilości deszczów i kolejne rekordy opadów także są faktami potwierdzonymi przez dane pomiarowe.

Szaleją nie tylko temperatury
Nie są to złe szacunki – ale wszystko wskazuje na to, że nie doceniają wpływu zmian klimatu.

Nie chodzi tylko o to, że obecne odchylenie od średniej jest największe w historii – jest coraz więcej dowodów na to, że "cała reszta pogody" także nie zmienia się w sposób przypadkowy, ale na skutek zmian klimatu.

To obecnie jeden z najgorętszych tematów w badaniach klimatu. Podstawowa teoria głosi, że zmienia się prąd strumieniowy – silny prąd zimnego powietrza na dużych wysokościach nad półkulą północną, wiejący z zachodu na wschód i mający ogromy wpływ na pogodę na średnich szerokościach geograficznych.

Badania potwierdzają to zjawisko: w 2015 r. naukowcy wykazali, że prąd strumieniowy w ostatnich dziesięcioleciach znacząco zwolnił, a jego przebieg jest bardziej "pofalowany". Przyczyną jest zapewne znaczne ocieplenie się Arktyki, bo prąd strumieniowy jest "napędzany" przez różnice temperatur między Arktyką, a zwrotnikami. Ponieważ te różnice są coraz mniejsze, prąd strumieniowy słabnie i jest coraz mniej stabilny.

pogoda1

Słabszy prąd strumieniowy w lecie oznacza mniejszą cyrkulację mas powietrza, a co za tym idzie pogoda jest coraz bardziej stała.

Określony wzór "falowania" prądu strumieniowego – jego meandrowanie na północ i południe – utrzymuje się przez długi czas i może przynosić upał i susze albo ciągłe ulewy, w zależności od tego, gdzie na tym wzorze znajduje się miejsce, w którym jesteśmy. Taki właśnie utrzymujący się wzór prądu strumieniowego odegrał istotną rolę w ekstremalnej pogodzie ostatnich tygodni na całej półkuli północnej.

Ale nie tylko atmosfera zmienia swój sposób funkcjonowania. Dużą rolę w zmianach pogody odgrywają także prądy oceaniczne, przede wszystkim Golfsztrom – Prąd Zatokowy.

Naukowcy wykazali, że zwłaszcza zimne wody powierzchniowe w podbiegunowych rejonach północnego Atlantyku sprzyjają letnim upałom w Europie – wpływając na nie także poprzez zmianę temperatur atmosfery, a przez to zmieniając "falowanie" prądu strumieniowego. To właśnie miało miejsce w czasie "lata stulecia" w 2003 r. i w czasie fali upałów w 2015 r.

W tym roku mieliśmy rekordowo niską temperaturę wody w podbiegunowych rejonach Atlantyku – jedynym obszarze na Ziemi, który wbrew globalnemu ociepleniu staje się coraz chłodniejszy. Takie niskie temperatury wody w północnym Atlantyku zdarzają się coraz częściej, bo osłabł cały system Prądu Zatokowego – dokładnie tak, jak przewidywały to modele klimatyczne w odpowiedzi na globalne ocieplenie.

Zmiana klimatu nie oznacza jedynie, że świat będzie stopniowo stawał się coraz cieplejszy – może ona doprowadzić także do zmiany ruchów powietrza i wody w atmosferze i oceanach. A to sprawi, że pogoda będzie coraz dziwniejsza i coraz bardziej nieprzewidywalna.

Realia globalnego ocieplenia doganiają nas coraz szybciej – na pewno nie są już "problemem dla przyszłych pokoleń". Musimy być przygotowani na więcej nieprzyjemnych niespodzianek w kolejnych latach – i musimy zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych, aby zapobiec dalszej destabilizacji naszego systemu klimatycznego.

Stefan Rahmstorf jest wykładowcą fizyki oceanów i szefem departamentu Earth System Analysis w Poczdamskim Instytucie Badań nad Wpływem Klimatu. W 2017 r. został laureatem nagrody Climate Communication Prize przyznawanej przez Amerykańską Unię Geofizyczną.

Źródło: Onet.pl, POLITICO



nk-widget