8 czerwca 1940 roku, polski okręt podwodny ORP Orzeł nie powrócił planowo do brytyjskiego portu, po czym został uznany za utracony.

Co się stało z ORP "Orzeł"?
Tajemnicze zniknięcie "Orła", to jedna z największych tajemnic II Wojny Światowej. Teorii co do dalszych losów najbardziej rozpoznawalnej polskiej jednostki jest wiele.

23 maja 1940 roku o godzinie 11 wieczorem "Orzeł" wyszedł na kolejny patrol na Morze Północne. Skierowany został w rejon na zachód od wylotu Skagerraku (gdzieś pomiędzy wschodnim wybrzeżem Szkocji, a południowym wybrzeżem Norwegii). "Orzeł" prawdopodobnie znalazł się w wyznaczonym mu na patrol sektorze 25 maja. O dalszych losach okrętu nic nie wiadomo. W dniu 1 czerwca o godzinie 15:06 radiostacja bazy nadała rozkaz przejścia okrętu po zachodzie słońca do sąsiedniego sektora. 2 czerwca o godzinie 10:02 nadany został rozkaz, w którym "Orzeł" miał przydzielony od 4 czerwca nowy rejon patrolowania. Było to blisko wylotu Skagerraku na Morze Północne, w prostej linii o 120 mil morskich na południe od portu norweskiego Egersund i 70 mil na zachód od wybrzeża duńskiego, na wysokości Aalborg. Następnego dnia o godzinie 16:03 nadano z bazy Rosyth następny rozkaz dla "Orła", polecający 6 czerwca o godzinie 22:00 zakończyć patrol i obrać kurs powrotny do bazy. Termin przyjścia do Rosyth wyznaczono na rano 8 czerwca. Okręt nie pojawił się jednak w wyznaczonym czasie, ani też nie nadał sygnału wyjaśniającego powstałe opóźnienie. W tym dniu o godzinie 12:12 w południe nadany został z Rosyth jeszcze jeden rozkaz z zapytaniem o aktualną pozycję "Orła". Rozkaz ten pozostał jednak, jak i wszystkie poprzednie, bez odpowiedzi.

Ostatecznie 11 czerwca, po trzech dniach od planowanego powrotu, Polska Marynarka Wojenna w Wielkiej Brytanii oficjalnie potwierdziła stratę okrętu poprzez podanie komunikatu: "Z powodu braku jakichkolwiek wiadomości i niepowrócenia z patrolu w określonym terminie – okręt podwodny Rzeczypospolitej Polskiej Orzeł uważać należy za stracony." - kontradmirał Jerzy Świrski, szef KMW. Następnego dnia Brytyjczycy wystosowali do Polskiej Marynarki Wojennej list, w którym pochwalili i wysoko ocenili wojenną działalność "Orła", czym wyrazili swój żal dotyczący straty jednostki. Oto końcowy, podsumowujący fragment tego dokumentu: "Dzielność i wydajność, które towarzyszyły Orłowi przy wykonywaniu jego służby, zasługują na najwyższą pochwałę, a rola, jaka przypadła okrętowi, była bardzo wartościowym udziałem w wysiłku wojennym sprzymierzonych." - wiceadmirał Max Horton, dowódca Floty Podwodnej Królewskiej Marynarki Wojennej.

okret orzel1

Do zatonięcia okrętu "Orzeł" mogło dojść w dniach 23 maja-8 czerwca na Morzu Północnym, na obszarze od 56. do 57. równoleżnika.
Teorią, która na początku została wzięta za najbardziej prawdopodobną było zatopienie "Orła" przez holenderski okręt podwodny 25 maja około godziny 23:00. Podana przez holendra szerokość i długość geograficzna wpisywała się w sektor działania "Orła", który miał zastąpić Holendra. Weryfikacja hipotezy o pomyłkowego zatopieniu "Orła” przez okręt aliancki jest utrudniona w związku z tym, że po zakończeniu wojny Brytyjczycy utajnili dane o zatonięciu polskiego okrętu na 50 lat, a następnie przedłużyli moratorium w dostępie do tych danych o kolejne 50 lat. Jednak teoria ta ma swoje wady. Zmiana okrętów w sektorze odbywała się zgodnie z ustalonym zwyczajem. Jeden okręt wchodził w sektor "drzwiami frontowymi", natomiast drugi korzystał z wejścia "od zaplecza". Tak więc niemożliwe było spotkanie się obydwu jednostek.

Inna dotyczy 29 maja, gdy niemieckie radio podało wiadomość o treści: "Na środku Morza Północnego bezpośrednim trafieniem bombą lotniczą został zatopiony jeden nieprzyjacielski okręt podwodny". W tym dniu "Orzeł" rzeczywiście przebywał w rejonie "środkowej części Morza Północnego". Niestety, brak dokładnych danych nie tylko na temat miejsca, ale i godziny ataku.

Następną hipotezą jest zatonięcie okrętu z powodu wpłynięcia na minę. W czasie wojny na Morzu Północnym znajdowały się zarówno brytyjskie, jak i niemieckie pola minowe. Przez dwa z nich prowadziła trasa "Orła" w rejon patrolu. Jedno nie było znane Brytyjczykom, nie mógł więc wiedzieć o nim kapitan Jan Grudziński.
Kolejną jest awaria. Najprawdopodobniej mogła to być awaria odwietrznika zamykającego zbiornik szybkiego zanurzania, która zdarzyła się na okręcie 15 kwietnia i sprawiła, że jednostka zeszła na 105 metrów.

Ostatnie teorie, to błąd przy zanurzaniu/wynurzaniu oraz zatopienie przez aliancki samolot patrolowy Lockheed Hudson.

Okręty Podwodne Rzeczypospolitej Polskiej



nk-widget