Kilkukrotny mistrz świata w windsurfingu, pierwszy człowiek, który przepłynął Bałtyk na desce windsurfingowej, każdego dnia nabytą wiedzę przekazuje swoim podopiecznym. Dawno nie spotkałyśmy tak charyzmatycznej i serdecznej osoby jaką jest „Max”. O przepłynięciu Bałtyku, pracy z młodzieżą, a także planach na przyszłość rozmawiamy z Maksymilianem Wójcikiem.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z windsurfingiem?
- Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się jeszcze przed moim urodzeniem. Moja mama była pierwszą kobietą, która pływała na desce. Potem poznała mojego tatę, który również zajmował się tym sportem. Razem z rodzeństwem przechodziliśmy przez to samo; najpierw mama uczyła nas na jeziorku z takim małym metrowym żagielkiem, a później trafiliśmy do Sopockiego Klubu Żeglarskiego, w którym tak naprawdę jestem do dzisiaj.

Pięć lat temu na windsurfingu przepłynąłeś jako pierwszy Bałtyk z Karlskrony (Szwecja) do Gdyni. Skąd ten pomysł?
- Pamiętam, że jeszcze jako nastolatek - miałem może 13-14 lat, pływaliśmy z Sopockiego Klubu Żeglarskiego do mola w Sopocie, a było to może 3 km w jedną stronę. Potem do Pucka - tu było więcej kilometrów około 20 w jedną stronę. W ciągu swojej kariery nabyłem takich umiejętności, że na jednym treningu potrafiłem przepłynąć nawet 40 km, a czasem mieliśmy je nawet podwójnie. Myślę, że może wtedy narodził się taki pomysł, że kiedy zakończę swoją karierę to w jakiś sposób chcę ją zwieńczyć. Ale dokładnie nie pamiętam skąd się on wziął.

max7

Czy były jakieś obawy przed wypłynięciem?
- Myślę, że największą obawą były warunki pogodowe. Zawsze uczę swoich zawodników, że mają koncentrować się na tych rzeczach, które mogą kontrolować, a pogoda jest czymś nad czym kompletnie nie panujemy. Największym wyzwaniem wtedy była chyba kontrola moich emocji w stosunku do pogody. Miałem meteorologa, który dał mi zielone światło, aby właśnie tamtego popołudnia popłynąć. Najgorsza była ta niepewność co do pogody, że może być za silny albo za słaby wiatr i z powodu tych złych warunków pogodowych będę musiał przerwać całą przygodę. Ale na szczęście stało się tak, że pogoda była wtedy niemal idealna.

Ile czasu zajęło Ci przygotowanie do tego przedsięwzięcia?
- Zacząłem przygotowania w lutym, a w czerwcu przepłynąłem Bałtyk, więc cztery miesiące.

Jak one wyglądały? Codziennie trenowałeś?
- Nie, po dwudziestu latach codziennych treningów nabywa się takich umiejętności, że trening wygląda całkiem inaczej kiedy ma się 30 lat a kiedy 15. Kiedy jest się młodszym, to faktycznie trzeba te przysłowiowe „10 tysięcy godzin” przebyć, a później już jakby specyficzne rzeczy się planuje. Dla mnie większym wyzwaniem niż samo fizyczne przygotowanie i techniczna dyspozycyjność, była organizacja tego wydarzenia. Nad projektem pracowało ogólnie 26 osób.

Czy podczas przeprawy przez Bałtyk miałeś chwile zwątpienia, że nie dasz rady?
- O zrezygnowaniu w ogóle nie myślałem. Tak naprawdę to tylko 22 godziny, to też zależy od perspektywy. Dla jednego może być to mało, dla drugiego dużo. Ja normalnie jadłem i piłem, tylko nie spałem. Mając technikę, którą nabyłem przez ostatnie 20 lat, mogłem sobie pozwolić na to, żeby spalać minimalną ilość energii w trakcie całego wydarzenia. To nie było dla mnie aż tak duże wyzwanie fizyczne, bardziej mentalne. Był taki moment, że pod Władysławowem, wiatr bardzo się uspokoił, prawie wcale go nie było i nie wiedziałem czy wróci, ale na szczęście wrócił. Mimo tego, nie pomyślałem o tym, żeby zrezygnować.

Co się robi w takich momentach, kiedy brakuje wiatru?
- Zaczyna się pompować. Myślałem o tym, że mimo tego, że będę musiał bardzo wolno płynąć, to i tak dam radę przepłynąć ten dystans. I wtedy rzeczywiście zwolniłem maksymalnie, kiedy tego wiatru brakowało, mogłem wtedy utknąć na dodatkowe 16 godzin, ale na szczęście wiatr wrócił i skończyło się to po 4 godzinach.

max3

Jak się czułeś od razu po przepłynięciu?
Relaks, radość, ogromna satysfakcja. Nie czułem zmęczenia, bo od razu po przepłynięciu jeszcze był we mnie ten zastrzyk adrenaliny. Pamiętam, że od razu po wyjściu z wody przeprowadziłem pierwszy wywiad, potem poszedłem do domu na krótką drzemkę i kiedy wstałem to od razu powiedziałem do żony, że jeszcze musimy iść do kuzynów, bo nie chcę żeby ten dzień się kończył. Chciałem, żeby to trwało wiecznie.

Czy coś zmieniło się w Twoim życiu po przepłynięciu Bałtyku?
- Nic tak drastycznie, ale za każdym razem, gdy wątpię w siebie - a tych momentów jest naprawdę bardzo dużo, to wracam do tego, że udało mi się dokonać tak ogromnego projektu. Zakończyłem to z sukcesem i myślę sobie, że z innymi rzeczami na pewno sobie poradzę. Teraz wróciłem z Australii po 5 latach i szukam czegoś co mógłbym robić z pasją, na razie jestem trenerem i zobaczymy jak to się potoczy.

Jakie wyrzeczenia wiążą się z trenowaniem windsurfingu?
- Uważam, że ogromnym wyrzeczeniem jest zostawianie swojej rodziny, kiedy muszę być na wielu wyjazdach. Mam żonę, która jakoś na dniach ma rodzić i naprawdę chciałbym teraz przy niej być, a nie mogę. Jestem teraz w Grecji i trochę to brzmi jakbym był na wakacjach, a to po prostu moja praca. Poza tym nie widzę żadnych innych wyrzeczeń. Myślę, że to praca jak każda inna.

Co uważasz za swój największy dotychczasowy sukces zawodowy?
- Hm… Myślę, że ogromnym sukcesem było to, że zacząłem pracować w Australijskim Związku Żeglarskim i spędziłem tam aż 5 lat. Natomiast jednym z większych dokonań w moim życiu był projekt przepłynięcia Bałtyku. Ponadto uważam, że największym sukcesem było założenie rodziny, później narodziny syna, który obecnie ma dwa lata i teraz razem z żoną czekamy na nasze drugie dziecko. Jest wiele takich rzeczy, które mi się udały i czekam na więcej.

max4

Twoje największe osiągnięcie?
- Jako pierwsze do głowy przyszły mi na myśl Mistrzostwa Europy w Neusiedler w Austrii. Nie wygrałem tych mistrzostw, ale byłem drugi i dało mi to ogromną satysfakcję. Również byłem pięć albo sześć razy mistrzem świata. Nie ma chyba takiego momentu, kiedy sportowiec myśli sobie, że akurat to konkretne zwycięstwo jest tym, na które czekał całe życie. Zawsze po nim jest kolejne złoto, kolejna wygrana.

A które zawody wspominasz najgorzej?
- Myślę, że najgorsze były w Meksyku, byłem wtedy czwarty. Nienawidzę tego miejsca, jest zawsze najgorsze. Wychodząc z wody, miałem ogromną nadzieję, że wygrałem a okazało się, że jestem czwarty.

Czy podczas swojej kariery wzorowałeś się na kimś? Miałeś swojego idola?
- Nie mówcie nikomu, ale moim idolem jest Przemek Miarczyński *śmiech*. To zawodnik, z którym ścigałem się podczas swojej kariery, którego próbowałem pokonać na wodzie, ale z którym świetnie się porozumiewałem prywatnie. W dalszym ciągu jest moim przyjacielem i zawsze o nim ciepło myślę. Przemek zdobył brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich, ale nie to sprawiło, że był moim idolem. Już dużo wcześniej go podziwiałem. Chodzi o to, jaką był osobą. Pomimo tego, że jest niesamowicie utalentowany i pracowity, to jest po prostu fajnym człowiekiem. Drugą osobą, którą podziwiam jest mój starszy brat. Zawsze imponowało mi to, że jest przedsiębiorczy i szczery.

max2

Czy oprócz windsurfingu uprawiasz jeszcze jakiś inny sport?
- Triathlon. Lubię ten sport, razem z bratem tym się zajmujemy. Dodatkowo lubię jeszcze jeździć na rowerze. Po powrocie z Australii razem z moim bratem pojechaliśmy rowerami z Irlandii do Polski, ok. 2300 km. Zajęło nam to dwa tygodnie.

Jak na to wszystko znajdujesz czas?
- Mam bardzo wyrozumiałą małżonkę. Jest bardzo życzliwa i cierpliwa, i myślę że mnie kocha, bo znosi to wszystko. Dobrze wie, że kiedy nie pójdę pobiegać raz na kilka dni, to jestem bardzo rozdrażniony *śmiech*. Od początku wie, że kocham sport i muszę robić coś związanego z nim niemal cały czas.

Po bogatej karierze zawodowej zostałeś trenerem młodzieży. Jak Ci się z nimi pracuje?
- Pracuję obecnie z młodzieżą w wieku 13-16 lat i powiem szczerze, że bardzo cenię sobie pracę z tymi młodymi ludźmi. Akurat teraz w Grecji miałem osiem osób, ale na same regaty zostało mi 5. Przed zgrupowaniem ustaliliśmy zasady i powiedzieliśmy sobie, czego od siebie oczekujemy. Dzieciaki naprawdę uwielbiają zasady, może nie do końca zdają sobie z tego sprawę, ale jeżeli mają jasne zasady i reguły, których wspólnie przestrzegamy, to wszystko jest jak najbardziej w porządku. Obowiązuje np. taka zasada; kiedy ktoś się spóźni minutę, to musi zapłacić 50 centów. Ja kiedyś spóźniłem się 5 minut, więc zapłaciłem 2,50 euro. Za te pieniądze kupujemy różne nagrody, które są w jakimś sensie motywacją do dalszej pracy. Staram się dawać im to, czego sam nauczyłem się przez te wszystkie lata. Przede wszystkim jest to odpowiedzialność i szacunek. Jeżeli wymagam czegoś od nich, to sam muszę przestrzegać tego samego, aby dawać im przykład. Świetnie się z nimi dogaduję i to naprawdę ogromna przyjemność, że mogę z nimi pracować.

max1

Jak wyglądały przygotowania do tych mistrzostw?
- Ja akurat byłem w takiej komfortowej sytuacji, że przyjechałem trochę na gotowe, to znaczy w momencie kiedy okazało się, że grupa osób nie ma trenera, to ja wszedłem na jego miejsce. Wtedy zacząłem organizować im harmonogram, odbyliśmy też rozmowę, na której wszystko ustaliliśmy. Porozmawialiśmy o tym, czego od siebie wymagamy, o zasadach itp. Przed samym wyjazdem spotkaliśmy się na lotnisku i teraz opiekuje się nimi 14 godzin na dobę.

Jesteś ogólnie zadowolony ze swoich podopiecznych i ich wyników?
- Przyjechałem tutaj bez wielkich oczekiwań. Nie znałem ich możliwości, dlatego niczego się nie spodziewałem. Cieszę się, że to, co im mówię do nich trafia i wpływa w pozytywny sposób. Widać efekty ich pracy podczas wyścigów. Widzę, że wszyscy zrobili ogromny postęp i jestem z nich dumny. Wiem, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej. Jestem z nich naprawdę zadowolony.

max9

W jaki sposób zachęciłbyś młode osoby do uprawiania windsurfingu?
- Windsurfing jest dla mnie bardzo wyjątkowy, to świetny sport. Jest wiele rzeczy, które z pewnością mogą zachęcić młode osoby, aby zaczęły swoją przygodę z nim. Dużym plusem jest to, że zawody i treningi odbywają się na zewnątrz, nie musimy siedzieć w zamkniętej sali gimnastycznej czy na basenie. Można zwiedzić wiele pięknych miejsc, jak np. teraz jestem w Grecji, w tak zwanym międzyczasie udało mi się zwiedzić Akropol. To są takie aspekty, które sprawiają, że ten sport jest naprawdę świetny. Ludzie, słońce i atmosfera tego sportu jest fenomenalna.

Twoje najbliższe plany na przyszłość?
- Obecnie czekam na drugie dziecko. Jeszcze nie wiem czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka. Chcę sobie zrobić niespodziankę. Dodatkowo szukam teraz czegoś w czym się odnajdę, jestem teraz trenerem i jeśli to nie będzie dostarczać mi stuprocentowej satysfakcji, to poszukam czegoś innego.

Życzymy zatem powodzenia i dziękujemy za rozmowę.

© rozmawiały: Marzena Mavridis
Magdalena Bocoń, Paulina Hędrzak



nk-widget