„Spartanie Dzieciom” to grupa biegaczy - amatorów, która wyróżnia się w tłumie. Na starcie widać wyłącznie ich tarcze, włócznie i hełmy z pióropuszem. Podczas biegu na trasie śpiewają, wydają okrzyki bojowe, wzbudzając przy tym zdziwienie przechodniów, ale i podziw. A wszystko po to, by zwrócić uwagę na przyświecający im cel – pomoc dzieciom niepełnosprawnym.

Kim są? Dlaczego zdecydowali się biegać właśnie w takich strojach? Co ich inspiruje? Odpowiedzi na nurtujące nas pytania udzielił w rozmowie z Polonoramą Michał Leśniewski – założyciel grupy "Spartanie Dzieciom", nazywany wdzięcznie przez członków Leonidasem.

Jak narodziła się idea założenia fundacji?
- Biegamy od ponad 4 lat. Idea była spontaniczna, bo na samym początku biegałem sam. Często czy to w przebraniu Elvisa Presleya, czy Adama Małysza czy Robin Hooda. Potrafiłem przebiec też Maraton w kabinie prysznicowej. Trochę jak freak (śmiech) A wszystko po to, by zwrócić uwagę na problemy dzieci niepełnosprawnych a m.in. dlatego, że moja córka urodziła się niepełnosprawna. I gdy to weszło do naszej codzienności, musiałem nauczyć się z tym żyć, walczyć o wszystko, co jest potrzebne. Bo dla takiego dziecka wszystko niestety trzeba wywalczyć. Stwierdziłem wtedy, że bieganie w strojach zwraca uwagę na problemy takich dzieci i pomaga w ten sposób zebrać pieniądze na leczenie, rehabilitację, czy na pomoc w zakupie sprzętu rehabilitacyjnego. W ten sposób zacząłem biegać, bawić się tym bieganiem i zwracałem uwagę ludzi na te problemy. Zazwyczaj uwaga mediów skupia się na tym najszybszym maratończyku ale także na tych najdziwniej ubranych czy wyróżniających się z tłumu.

spartianie8

Dlaczego to „Spartanie” stali się Waszym wzorem?
- Na jednym z biegów wraz z kolegą chcieliśmy wziąć udział jako zwykli zawodnicy ale limit osób na tym biegu przy zapisach by tylko do 300 osób. Niestety nie załapaliśmy się na ten bieg i gdy tacy zmartwieni usiedliśmy w pobliżu, stwierdziliśmy, że za rok zaskoczymy organizatorów i pierwszego dnia zgłosimy grupę 300 biegaczy. Od skojarzenia 300 okazało się, że to dobry pomysł na 300 biegaczy – jak właśnie 300 Spartan. No i tak narodziła się ta idea „Spartan”, która wszystkim się spodobała. I pytając wtedy wszystkich dookoła, czy chcieliby za rok zostać „Spartaninem” większość odpowiadała „No pewnie!”. W ten sposób rok później mieliśmy grupę biegaczy, nie 300 bo nadal walczymy z frekwencją ale około 120 osób. Powolutku dobijamy do 300! Z drugiej strony niektórzy zastanawiali się nad tym, że historyczni Spartanie nie do końca byli tak pozytywnie nastawieni do pomocy przez fakt, że zrzucali ze skały nowonarodzone dzieci, które były niepełnosprawne. Jednak teraz ludzie zaczęli dostrzegać, że my jesteśmy takimi innymi Spartanami – tymi dobrymi z XXI wieku łącząc skojarzenie z walką, siłą oraz tym, że trzeba mieć dużo zapału żeby walczyć z systemem, który nie pomaga niepełnosprawnym prawdopodobnie w żadnym kraju na świecie. To, że trzeba wszystko wywalczyć, wydusić, wybiegać, wyszarpać. Dlatego też połączenie tych mitycznych Spartan z tymi z XXI wieku jest takim nowym obliczem, które wszystkim bardzo się podoba.

spartianie3

Bieg z Maratonu do Aten to nie tylko historyczna trasa ale i trudne wyzwanie. Jakie jest Wasze nastawienie do niego? Zmieniliście coś w swoich przygotowaniach czy też Wasze podejście przy każdym takim wydarzeniu jest niezmienne?
- Nie, nie, właściwie nic specjalnego nie przygotowaliśmy. Jest to już zakończenie sezonu, a ten bieg traktujemy jako takie odreagowanie na ten trud, który niesie cały sezon. Wtedy to biegamy na czas, staramy się pobiec jak najszybciej. Przyjechaliśmy tutaj, by pokazać naszą, trochę humorystyczną stronę oraz by pokazać Grekom i ludziom na całym świecie, że Polacy potrafią się fajnie bawić i że jesteśmy ludźmi otwartymi, wesołymi. Staramy się w ten sposób pomóc niepełnosprawnym i pokazujemy to w sposób nowoczesny.

spartianie9

Przebiegnięcie Maratonu to niezwykły wysiłek dla organizmu. Jak radzicie sobie ze zmęczeniem podczas biegu w strojach i z „ekwipunkiem bojowym”?
- No tak, to nie jest łatwe. Tym bardziej, że nie jesteśmy takimi typowymi biegaczami, nie ważymy po 50 kg. Staramy się normalnie żyć i dlatego biegamy, bo lubimy dobrze zjeść! Traktujemy te biegi tak po amatorsku i cieszymy się z każdego dotarcia do mety. Zawsze do niej dobiegamy ale na pewno jest ciężko. Ten hełm nie ułatwia zadnia, bo już po 200-300 metrach pot zalewa tak oczy, że często nie widać co się dzieje przed nami. Zawęża się pole widzenia, właściwie jest jak w czołgu, w takich klapkach. Parę centymetrów z prawej, parę centymetrów z lewej strony i ten, kto znajduje się tuż przed ledwo widać, więc trzeba uważać żeby na nikogo nie wbiec. Również trzeba uważać na znaki drogowe, w które czasami wpadamy – jak ktoś nie zwróci na to uwagi to ci z tyłu mogą tego nie zauważyć. Ale z drugiej strony hełmy dają nam możliwość bycia anonimowymi biegaczami, więc to nie jest „promocja twarzy czy firm” lecz właśnie pomoc dzieciom.

spartianie5

Każdy bieg to wiele godzin przygotowań fizycznych ale i pracy nad samym sobą. Czy w ciągu tych lat zdarzyło się by jakiś bieg, z różnych przyczyn, dał Wam nieźle w kość? Jeśli tak, gdzie się odbył i dlaczego tak zapadł Wam w pamięć?
- No słyszeliśmy, że właśnie ten bieg z Maratonu jest najtrudniejszy. Właściwie każdy bieg jest trudny. Staramy się dobiec pełną grupą, a jak ktoś nie daje rady to odpoczywamy chwilę na trasie. Zawsze istnieje taka możliwość żeby się zatrzymać, czegoś napić. Najważniejsze żeby dobiec do mety.

Uważacie, że dzięki Waszym staraniom ludzie z większą pasją będą chcieli angażować się w tego typu przedsięwzięcia?
- Myślę, że tak. To daje się zauważyć na całym świecie. Maratony charytatywne, przy okazji których można komuś pomóc zdobywają coraz większą popularność. A ponieważ bieganie jest nudne, trzeba coś wymyślić żeby je w jakiś sposób uatrakcyjnić. My na przykład mamy nasze stroje, a przy okazji jest to możliwość podzielenia się z innymi radością z życia i zdrowego trybu życia. Jest to z naszej strony takie wsparcie dla tych, którzy nie mogą tego zrobić – pobiec, właśnie z powodu niepełnosprawności.

spartianie6

Jak często spotykacie się w swoim gronie „Spartan” żeby po prostu porozmawiać?
- Jest taki trzon grupy, który spotyka się często na wspólnych treningach, bieganiu w soboty i niedziele. Czasami umawiamy się też na spotkania towarzyskie. Zazwyczaj jednak to właśnie biegi nas łączą. Ludzie z całej Polski zjeżdżają się 3 razy w roku na moje wezwanie typu: „Leonidas wzywa Spartan do biegu” dla konkretnego dziecka. Zawsze najpierw prezentowane są potrzeby różnych dzieci, wybieramy i promujemy jedno dziecko a ci, którzy biegną skłaniają innych by również pomogli. Angażujemy różne firmy, które znamy. Znajdujemy też organizatora takiego biegu, by nam pomógł w prezentacji naszych celów – byśmy nie byli tylko maskotkami, ale by traktowano nasze działania poważnie.

Oprócz pasji do biegania i pomocy dzieciom macie jeszcze jakieś wspólne zainteresowania?
- Nasza grupa składa się z osób z całej Polski. Reprezentujemy różne zawody, przekrój wiekowy. Są wśród nas, profesorowie, właściciele firm, robotnicy, rolnicy, studenci, pełnoetatowi rodzice, czyli cały przekrój społeczeństwa. Nie ma między nami jakichś różnic.

© rozmawiały: Marzena Mavridis i Karolina Swat
zdjęcia: Marzena Mavridis

Fundacja „Spartanie dzieciom” działa od 2011 roku. Do tej pory udało jej się zebrać około 100 tys. dolarów na rzecz pomocy dzieciom – leczenie, sprzęt rehabilitacyjny. Każde, nawet najmniejsze wsparcie finansowe to nieoceniona pomoc dla tych, którzy tej pomocy potrzebują. Wszyscy, którzy pragną wesprzeć Spartan w tym szlachetnym „wyścigu o lepsze jutro” znajdą potrzebne informacje na oficjalnej stronie fundacji: http://spartaniedzieciom.org/ .Bo niosąc pomoc innym dostrzegamy jak wiele zależy od nas samych!


nk-widget