Dziesiątki uchodźców spędziły noc na placu w Salonikach, drugim największym greckim mieście. Migranci od kilku dni okupują też skwer w stolicy wyspy Lesbos. Greckie media piszą, że obrazy te przypominają sytuację z 2015 roku, gdy kraj zalała fala migrantów. Od kwietnia znacznie zwiększył się ich napływ do Grecji.

Migranci, którzy przybyli ostatnio do Salonik, w tym małe dzieci, spędzili noc pod gołym niebem, bo jak tłumaczyli nie mieli gdzie spać. Twierdzą, że pochodzą z Afrinu w Syrii. Lokalne władze wyjaśniają, że brakuje miejsc w ośrodkach dla uchodźców i wynajmowanych mieszkaniach, bo nie spodziewano się nowego napływu. Wiceburmistrz Salonik tłumaczył, że chciano już przejść do kolejnego etapu, asymilacji migrantów z lokalną społecznością, gdy od Turcji przez Ewros zaczęły masowo przybywać kolejne osoby. Z powodu zwiększonego napływu doszło do napięcia między władzami Lesbos a grupą ponad 200 migrantów, głównie Afgańczyków, którzy nie chcieli opuścić placu w stolicy Lesbos. Żądali natychmiastowego rozpatrzenia ich podań o azyl. Burmistrz Lesbos tłumaczył, że powinni szanować prawa w kraju, w którym przebywają i miejscową społeczność, która ich gości. Miejscowy ośrodek dla uchodźców jest przepełniony. Przebywa w nim ponad 6 i pół tysiąca osób. Na całej wyspie jest około 9 tysięcy migrantów. Sytuacja niepokoi greckie władze, wiążą ją też z ostatnimi napięciami w relacjach z Turcją.

IAR/Beata Kukiel-Vraila, Ateny/sk

polskie radio



nk-widget